Ostatni cios #5

Widoczny był już zachód słońca gdy Gaho dotarł wreszcie do centrum Pokemon. Nie było żadnego ruchu – ludzie siedzieli w swych domach, nie było wędrujących trenerów, więc chłopak bez przeszkód mógł być obsłużony. Siostra Joy jak zawsze uśmiechnięta przyjęła Pokemony Gaho i udała się w głąb budynku. Trochę czasu minęło zanim wróciła z wyleczonymi stworkami.

– Twój Mankey był strasznie nerwowy, na szczęście udało mi się go uspokoić. Dopiero co go złapałeś prawda? – zagadała Joy

– Tak, czuje, że dużo pracy przede mną. Jak zapewne zauważyłaś jest on znacznie większy niż zwykły osobnik. Złapałem go na wyspie niedaleko stąd…

– CO?! Byłeś na przeklętej wyspie?

– No tak, zresztą to coś dziwnego?

– Posłuchaj Gaho, ta wyspa jest niebezpieczna. Ludzie, którzy za długo na niej przebywali zaczęli wariować i atakować innych. Całe szczęście, że w ogóle stamtąd wróciłeś.

– Chcę pomóc ojcu w zdobyciu mistrzostwa. Pokemony, które są w szkole nie podołają wyzwaniu. Potrzebuje prawdziwego championa, a to na tej wyspie mogę go odnaleźć. Wybacz, ale musze już iść – powiedział Gaho, po czym udał się w stronę drzwi.

– Czekaj, czekaj! – krzyknęła Joy – udaj się do Konobashiego. Jest on starym geografem, kiedyś próbował opisać to miejsce, więc prawdopodobnie może się podzielić swoją wiedzą na temat wyspy. Znajdziesz go w małym domku przy dżungli. O ile uparciuch znowu nie poszedł odwiedzić tamto miejsce…

Chłopak czym prędzej wybrał się do tajemniczego Konobashiego. Legendy mówią, że ludzie wpadali w szał będąc na wyspie. Jakim cudem mężczyzna ten mógł przez lata odwiedzać wyspę i nie oszaleć? Czyżby te wszystkie opowieści to bujdy dla dzieci? Gaho musiał się wszystkiego dowiedzieć…

Domek, a raczej jedna, wielka buda, w której mieszkał Konobashi był w opłakanym stanie. Ściany były popękane, dach lekko uszkodzony, a w jednym oknie ziała mała dziura. Dodatkowo budynek wyglądał na dawno opuszczony. Chłopak podszedł do drzwi i zapukał. Cisza… Zrobił to jeszcze raz, tylko mocniej. Znowu odpowiedziała cisza. Zaczął łomotać w drzwi do czasu, gdy nie usłyszał zbulwersowany, męski głos:

– Dajcie my wszyscy święty spokój. Mówiłem wam, że jestem normalny!

Nagle drzwi się otworzyły, a w progu stanął niski, siwy mężczyzna. Miał dość ciemną karnację, widocznie lata spędzone na świeżym powietrzu i opisywaniu świata zrobiły swoje. Siwe kępki włosów zdobiły jego głowę. Nosił starą, postrzępioną koszulkę i poplamione szorty.

– No co tam młody? Co chcesz ode mnie? – zapytał

– Pan Konobashi? Mam do pana kilka pytań – odpowiedział chłopak

– Taa? Jeżeli to czy jestem stukniętym dziadygą to możesz od razu iść precz!

– Nie, nie w tej sprawie. W ogóle co pan za brednie wygaduje. Chodzi mi o przeklętą wyspę. Podobno kiedyś pan próbował ją opisać. Aktualnie chce złapać silnego Pokemona, którego mógłby mój tata wystawić na mistrzostwa boksu Pokemon. Pomoże mi pan?

–  Jesteś synem Taho?

– Tak, zna go pan?

– Czy go znam? Hahaha, oczywiście, że tak! To mój stary kolega, czasami wyruszał ze mną na wyspę by potrenować swoje Pokemony. Później jak dorósł postanowił otworzyć własną szkołę boksu i tak nasze drogi się rozeszły. Jednak mam o nim dobre zdanie, zatem młody człowieku odpowiem na twoje pytania.

– Naprawdę? Super!!! – chłopak aż podskoczył z ekscytacji.

– Dobra wejdź do środka co tam będziemy stali – powiedział Konobashi, po czym gestem zaprosił chłopaka do środka. Wnętrze mieszkania w większości wypełniały mapy, różnego rodzaje szkice i przyrządy do mierzenia. W kącie był mały stoliczek i dwa krzesełka, na których obydwoje spoczęli.

Słuchaj no młody człowieku, przeklęta wyspa nie jest tak naprawdę przeklęta. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że istnieją tam bardzo silne Pokemony, które mogą doprowadzić człowieka do stanu podobnego do szału. Faktycznie istniała tam kiedyś cywilizacja, która w wyniku licznych walk upadła. Badając kiedyś ruiny natknąłem się na tamtejsze archiwum. Wszystko było wyryte w skale, dlatego też zapiski były nadal czytelne. Wiele wieków wcześniej ludzie osiedlili się na tej wyspie. Wraz z nimi przybyły Pokemony, które nie byłyby w stanie się tu dostać. Oczywiście wyspę zamieszkiwały tutejsze Pokemony, głównie te latające oraz wodne. Ludzie powoli dostosowywali to miejsce do swoich potrzeb. Nie znano na tyle roślin rosnących na wyspie, dlatego liczni wtedy szamani testowali je głównie na sobie i na Pokemonach typu trującego, gdyż one były w stanie przetrawić domniemane toksyny. Odkrycie pewnej rośliny – liścia ferworu zmieniło życie mieszkańców. Odkryto, że podanie jej w formie dodatku do pokarmu Pokemonom sprawia, że zyskują one na sile. Dlatego też ludzie zaczęli podawać je nawet tym dopiero co wyklutym z jajka. Z czasem szamani odkryli sposób na hodowlę Pokemonów, które nie potrzebują już tej rośliny by stały się silne. Dzięki temu wyspa słynęła z najsilniejszych stworków w okolicy. Problemy zaczęły się dopiero gdy ludzie zaczęli spożywać liść ferworu. Stali się bardziej agresywni, chociaż początkowo myślano, że dzięki temu będą bardziej silniejsi, tak samo jak ich podopieczni. Jakie to było błędne myślenie! Ataki szału zdarzały się coraz częściej, stąd ożywione do tej pory kontakty urwały się. Mieszkańcy wyspy zaczęli atakować siebie nawzajem przez co upadła ich cywilizacja. Pokemony, które razem z nimi żyły również się do tego przyczyniły. Dzisiejsi mieszkańcy wyspy to potomkowie tychże stworków. W ich żyłach płynie nadal agresywna krew, jednak nie aż w takim stopniu, jak parę wieków wcześniej. Na początku wspomniałem, że to Pokemony się przyczyniają do stanu szału. Widzisz mój drogi, liście ferworu rosną praktycznie na całej wyspie. Są one pożywieniem dla tutejszych Pokemonów, a w czasie gdy je się żuje wytwarza się specyficzna woń, która sprawia, że ludzie stają się agresywni. To jest prawdziwa przyczyna upadku tej cywilizacji.

– A dlaczego pana nazywają stukniętym?

– To niegrzeczne, ale na to też odpowiem. Bo mówię wszystkim, że to roślina jest źródłem szału, a nie jakieś klątwy czy inne dyrdymały. Ludzie tego nie rozumieją i twierdzą, że zbzikowałem, ot co!

No dobra, ale co z Pokemonami? Czy znajdę tu odpowiedniego, który może wygrać mistrzostwa? – zapytał Gaho

Faktycznie Pokemony z wyspy są dużo silniejsze i większe niż reszta. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że takowego możesz tam złapać. Jednak potrzebujesz bardzo silnej drużyny, najlepiej takiej, która ma przewagę typu. Inaczej szybko tam polegniesz, dlatego bez odpowiedniego treningu nie możesz tam wrócić. Jakie masz Pokemony?

– Espeona i złapanego tam Mankey’a…

Hmm Espeon, typ psychiczny, dobry wybór. Pewnie pomógł ci złapać tego Mankey’a?

– Tak, zgadza się. Ledwo, ale jednak się udało.

– Sam widzisz chłopcze, że teren ten jest paskudny dla osób, które nie mają wystarczająco silnych Pokemonów. Nawet przewaga typu ledwo pomogła.

– To co mam w takim razie zrobić?

– Istnieją trzy możliwości. Pierwsza nie spodoba ci się – po prostu odpuść. Druga to potrenuj, by móc stawić czoła niebezpieczeństwom. Trzecia natomiast to wybranie grupy Pokemonów, dzięki którym możesz się przedostać w głąb wyspy. Chodzi mi tu o takie, które mogą uśpić, zamrozić czy sparaliżować wroga. To jedyny sposób by oddzielić płotki od prawdziwych okazów, ha!

A co z moim Mankey’em? Czy coś z niego będzie?

– Pokaż go!

Gaho przywołał swojego nowego towarzysza, który wbrew obawom chłopaka był spokojny.

Noo, widać, że drzemie w nim dusza wojownika – zakrzyknął Konobashi – aktualnie widać, że siostra Joy dała odpowiednie środki uspakajające, jednak od razu rzuca się w oczy to, że ma on ogromny potencjał. Cóż chłopcze, chyba urodziłeś się pod szczęśliwą gwiazdą. Twój champion jest właśnie w tym domu…

2 komentarze do wpisu „Ostatni cios #5

  1. Aż szkoda, że nie można tego zekranizować! Chociaż tutaj każdy szczegół jest tak dokładnie opisany, że wszystko jestem w stanie sobie wyobrazić i zobrazować w głowie. Powodzenia i czekam na kolejne części. 😉

Dodaj komentarz

wp-puzzle.com logo