Ostatni cios #6

Gaho o mało co nie popłakał się ze szczęścia – przez durny przypadek złapał Pokemona, który zdaniem Konobashiego jest w stanie wygrać mistrzostwa! Chłopak doskonale wiedział, że w tym momencie musi popracować z podopiecznym, przygotować go do turnieju.

– Posłuchaj Gaho, musisz z nim potrenować. Na początek polecam tutejszą dżunglę. Żyje tu kilka kłopotliwych i całkiem silnych Pokemonów, dlatego jeśli twój Mankey da sobie z nimi radę to będzie to pierwszy krok.

Niewątpliwie Mankey miał wolę walki i duszę prawdziwego wojownika. Oczywiście jego porywcza natura sprawić mogła trochę problemów, jednak to już leży w gestii Pokemona oraz trenera. Gaho przez tyle lat oglądał treningi u siebie w domu. Znał metody ojca, jego techniki i rozwiązania. Nie był jednak bezkrytyczny wobec nich. Może i poprawiały osiągi podopiecznych, jednak uczyły ich jednakowych postaw i zachowań, które sprawdzały się na rodzinnym gruncie. Tutaj stawką były mistrzostwa – wszystkie regiony w nich startują, a co za tym idzie różne techniki szkolenia, nieznane na Aloli chwyty i ciosy. Teraz, gdy ma jeszcze trochę czasu na trening ma spore szanse na walkę o tytuł.

– Panie Konobashi, dziękuje za wszystko! Muszę wracać do domu, ojciec powinien wiedzieć o moim niemałym sukcesie – uśmiechnął się chłopak, po czym wyszedł z domku mężczyzny.

– Do zobaczenia Gaho! Mam nadzieję, że uda ci się osiągnąć swój cel

Chłopak pełen optymizmu biegł do domu. Wiedział, że ojciec ucieszy się na jego widok. Taho odpoczywał wraz z Pokemonami z tyłu domu.

– Gaho! Synu jak się cieszę, że jesteś! – powiedział Taho na widok chłopaka – Jak poszukiwania? Gdzie byłeś? Opowiadaj!

– Też się cieszę, że cię widzę. Jak zwykle trenowaliście do późna… Oj mam co opowiadać! – odpowiedział chłopak, po czym ze szczegółami opisał ostatnie wydarzenia.

– Popatrz – zakrzyknął pokazując balla z Mankeyem, po czym rzucił go. Pokemon był o dziwo dalej spokojny, a na widok swojego trenera nawet delikatnie się uśmiechnął, co było dość znaczące.

– No proszę, ciekawy okaz. Znacznie większy od zwykłego osobnika. Jednak to nie o to chodzi. Bardziej interesują mnie jego oczy, przez nie widać wszystko jak na dłoni u tego Pokemona. Prawdziwy bokser! Podoba mi się on! – powiedział po oględzinach Taho

Do późna Gaho rozmawiał ze swoim ojcem. To był dla niego ostatni tak luźny dzień – od jutra musi się brać ostro do pracy. Ekscytacja oraz wiele myśli nie pozwalały zasnąć chłopakowi. Mimo to obudził się o standardowej porze i nie widać było po nim zmęczenia. Po pożywnym śniadaniu zabrał najpotrzebniejsze rzeczy oraz Pokemony i udał się do dżungli – miejsca gdzie poznał Ninę. Zastanawiał się co z nią się teraz dzieje. Czy nadal siedzi u dziadków czy może wróciła do Kalos? A może zrobi jej niespodziankę i później po treningu zjawi się w wiosce? Taak, to była myśl.

– Mankey, wybieram cię! Chodź zrobimy sobie trening i przebiegniemy się – powiedział chłopak Pokemonowi, po czym rozpoczął bieg. Mankey początkowo nie zrozumiał po co ma biec, jednak po chwili namysłu pobiegł za Gaho. Trasa może nie należała do najtrudniejszych i najdłuższych, ale chłopak poczuł zmęczenie i to dość szybko. No tak, bez rozgrzewki biegać, co za durny pomysł. Jeszcze jakąś kontuzję dostanę – pomyślał bohater.

W dżungli nic się nie zmieniło – natura tutaj królowała, a wraz z nią zamieszkujące ją Pokemony. Tu i ówdzie latały Pikipeki, gromadka Bounsweetów biegała radośnie w kółko, a w cieniu siedział znużony Yungoos. Gaho postanowił wejść głębiej w gąszcz, tam szukał ustronnego miejsca do ćwiczeń.

O, popatrz – zakrzyknął do towarzysza – tu będzie doskonałe miejsce! Faktycznie cztery ogromne drzewa były ustawione tak, by swoimi koronami zakrywały teren pozbawiony innych, mniejszych drzew. Ktoś tu musiał kiedyś trenować, skoro widać było parę kikutów drzewek, połamanych niegdyś na opał. A może ktoś na nich testował siłę swoich ciosów? W każdym razie chłopak położył wszystko na środku tego miejsca.

Słuchaj Mankey, zaczniemy od prostych ćwiczeń. Wiem, że jesteś silny, jednak najpierw musimy popracować nad twoimi ruchami. W czasie walki będziesz miał ograniczoną przestrzeń, bo będziesz walczył na ringu. Dlatego też odpada jakieś latanie po całym stadionie. Musisz nauczyć się pracy nóg, by płynnie poruszać się po ringu. Popatrz na mnie i moje ruchy i staraj się je naśladować.

Minęło trochę czasu, początkowo Pokemon niezbyt chciał powtarzać ruchy chłopaka, ale ten jednak się nie poddawał i nakłonił go w końcu do takiego treningu. Oboje – trener oraz jego podopieczny trenowali równie ciężko. Koślawe podskakiwania zamieniły się w przemyślane kroki.

Doskonale Mankey! Widzę, że załapałeś. A teraz spróbujmy czegoś nowego. Będę próbował cię dosięgnąć, a twoim zadaniem będzie unikanie ciosów za pomocą samego poruszania. Rozumiesz? – zapytał Gaho, na co Pokemon przytaknął. Chłopak wyprowadzał ciosy, najpierw wolne, z przerwami, później były coraz szybsze i częstsze. Umordował się przy tym okropnie, jednak nie udało mu się dosięgnąć Mankeya. Doskonale wszystko unikał i chociaż widać było, że to średnio mu się podoba to słuchał trenera.

To co Mankey, chodźmy złożyć wizytę Ninie – powiedział po całym treningu Pokemonowi. Nie odwołał swojego podopiecznego, lecz cieszył się jego towarzystwem i tłumaczył co jeszcze ich czeka. Dzięki temu droga do wioski rybaków minęła szybko. Znajome chatki i widok morza ucieszyły chłopaka. Przypomniał sobie gdzie mieszkają dziadkowie Niny i tam też się udał. Nina, która siedziała nieopodal domku na widok chłopaka początkowo nie zareagowała. Dopiero później uświadomiła sobie, że to Gaho, po czym przybiegła mu na spotkanie.

Gaho! Heeeeej!

– Cześć Nina! Widzę, że dalej jesteś u dziadków – mówiąc to chłopak wewnętrznie się cieszył z tego. Miał nadzieję, że ją zobaczy i będzie mógł spędzić z nią chociaż trochę czasu.

Co cię sprowadza? Chyba nie przyszedłeś po łódkę dziadka? – powiedziała z uśmiechem na twarzy

Nie, na razie mi nie potrzebna. Przyszedłem do ciebie na coś dobrego – opowiedział rozbawiony pytaniem dziewczyny

O, jak miło, że o mnie pamiętasz. Chodźmy do domu, babcia zrobiła pyszne pączki malassada – wzięła chłopaka za rękę i zaprowadziła do środka.

2 komentarze do wpisu „Ostatni cios #6

Dodaj komentarz

wp-puzzle.com logo