Ostatni cios #7

Zapach wypieków roznosił się po całym domu. Gaho automatycznie poczuł się głodny gdy tylko poczuł znajomą woń pączków malassada. Mankey również był trochę rozkojarzony przez zapach, którego nigdy nie doświadczył. Nina próbowała sprowadzić obydwu na ziemię, jednak goście nie reagowali. Dopiero szturchanie przyniosło pozytywny efekt.

Ej, zaraz dostaniecie swoją porcję, cierpliwości… – powiedziała Nina

Gaho wraz ze swoim Pokemonem uśmiechnął się do dziewczyny na znak, że rozumie. Po chwili do pokoju weszła babcia Niny, która postawiła ogromny talerz z malassadą na stole.

Częstujcie się dzieciaczki, mam tego znacznie więcej – powiedziała, po czym udała się do kuchni. Cała trójka zabrała się do jedzenia. W tym samym czasie Gaho opowiadał co się wydarzyło od czasu gdy rozstał się z dziewczyną.

O kurczę, to super! Jeżeli mogę jakoś pomóc to nie krępuj się – powiedziała zadowolona.

Ta krótka przygoda, najpierw w dżungli, później na wyspie sprawiła, że dziewczyna polubiła Gaho. A może coś więcej? Nieee, znała go raptem parę dni. Jednak było coś interesującego w tym chłopaku…

Wiesz, jeżeli nie masz nic lepszego do roboty to chciałbym, żebyś była przy naszych treningach – powiedział chłopak, wyraźnie się rumieniąc. Nie uszło to uwadze Niny, która liczyła na tekst w tym stylu.

Pewnie, wreszcie nie będę musiała słuchać zrzędzenia babci na temat stawów – odpowiedziała, po czym we dwoje zaczęli się śmiać.

Słyszałam! – słychać było głos babci Niny dobiegający z kuchni, na co dwójka odpowiedziała uśmiechem. Czas płynął jak szalony, nim Gaho się obejrzał, na zewnątrz było już ciemno.

Cóż, pora na mnie. To co, widzimy się jutro? – zapytał chłopak, jednocześnie wstając z kanapy

Tak. Przyjdziesz po mnie?

Pewnie! Będziemy mieli małą rozgrzewkę z Mankeyem. To do jutra, Nina! – powiedział, po czym udał się w stronę drzwi. Dziewczyna również wstała i odprowadziła chłopaka do wyjścia. Dróżka prowadząca w stronę dżungli była widoczna. Nina podeszła do chłopaka i pocałowała go w policzek.

Uważaj na siebie, jest już ciemno – powiedziała, po czym z uśmiechem na twarzy wróciła do domu.

Dziękuję! – odpowiedział chłopak, trochę zaskoczony tym, co się przed chwilą wydarzyło. Nie to, że mu się nie podobała reakcja Niny. Wręcz przeciwnie! Był szczęśliwy. Nina przez chwilę zastanawiała się co zrobiła. Nie żałuje tego! Wie, że Mankey jest silnym Pokemonem, który może zapewnić bezpieczeństwo. Jednak zależało jej na Gaho, nie chciała by stało mu się coś złego w drodze do domu.

Minęło trochę czasu zanim Gaho wrócił do domu. Ojciec jak zwykle do późna trenował z Pokemonami. Szybki prysznic i hyc pod koc. Mimo ciężkiego dnia Gaho nie mógł zasnąć. Ogrom myśli nie pozwalał mu na to. Ojciec, zawody, Mankey oraz Nina – tylko to miał w głowie. Wiedział, że musi pomóc jakoś ojcu. Pierwszą część zadania zrobił – złapał Mankeya. Musiał go wyszkolić, by mógł on stanąć w szranki z innymi Pokemonami o tytuł mistrza. Sam podopieczny był ciekawą indywidualnością, powoli zdobywał jego zaufanie. No i Nina… Dziewczyna zaskoczyła go swoim zachowaniem. W głębi duszy sam miał ochotę coś takiego zrobić, no ale widać, ubiegła go. Ha, może jak to wszystko się skończy to spróbuje coś zdziałać? Taak, obiecała mu małą wycieczkę po swoim Kalos. Kto wie, czas pokaże co z tego wyniknie.

Nie tylko Gaho nie mógł tej nocy zasnąć. Nina przewracała się z boku na bok. Rozmyślała nad Gaho i tym co dziś zrobiła.

Przyszedł do mnie, mimo zmęczenia związanego z treningiem. To bardzo miłe z jego strony. Nawet nie ma nic przeciwko, żebym mu towarzyszyła w jego przygotowaniach do mistrzostw. A co, jeśli to tylko chwilowe zauroczenie? A co, jeśli on się mną bawi? Nieee, widać by to było. Niby zachowuje się przy mnie jak gdyby nigdy nic. Chociaż wtedy jak się zarumienił to było bardzo słodkie. Ciekawa jestem czym zaskoczy nas jutrzejszy dzień – pomyślała

Ranek, szybkie śniadanie i bieg w stronę dżungli – Gaho mimo, że późno poszedł spać to był pełen energii. Wezwał Mankeya i razem rozpoczęli swój trening od wyścigu do Niny. Chłopak po jakimś czasie został w tyle. Minęło trochę zanim dogonił swojego Pokemona, który już zdążył przywitać się z Niną.

Cześć Gaho, już myślałam, że nie przyjdziesz – powiedziała z udawaną irytacją – To co, idziemy?

Hejka Nina! Tak, daj mi złapać oddech, dobrze? Nie jestem biegaczem, a Mankey jak widać ma dużo energii – odpowiedział, po czym po prostu usiadł na piasku – Tak w ogóle, to co masz w tym koszyku?

A, troszkę jedzenia. Wczorajsze pączki, napoje i kanapki. W końcu jeść też trzeba, prawda?

O, dziękuje za troskę. To miłe z twojej strony.

Dziewczyna odpowiedziała uśmiechem, po czym zaczęła podążać w stronę dżungli. Mankey pomógł wstać swojemu trenerowi, po czym pobiegł za Niną. Gaho stał przez chwilę i wpatrywał się w żywą zieleń tropikalnego lasu. To będzie udany dzień – pomyślał, po czym pobiegł za resztą.

1 komentarz do wpisu “Ostatni cios #7

Dodaj komentarz

wp-puzzle.com logo