Na Skrzydłach Marzeń 5 – Scena 01


TOM II


CZĘŚĆ II


SCENA I



– Finisz! – krzyknęłam radośnie, po czym ukłoniłam się przed publicznością, serwując jej uśmiech numer pięć.

Widownia nie była liczna, ale za to wyjątkowa. W ostatnim czasie zajmowała ważne miejsce w moim sercu. Po wielu poszukiwaniach, błędach i porażkach, wzlotach i upadkach, udało nam się zasilić szeregi Zespołu SM dziesiątką początkujących Koordynatorów. Od jakiegoś czasu, ja i May, próbowałyśmy ich czegoś nauczyć. Musiałam przyznać, że moja przyjaciółka podeszła do tego zagadnienia bardzo profesjonalnie. Wynajęłyśmy niewielkie pomieszczenie, które służyło nam do ćwiczeń. Znajdowało się ono właściwie w piwnicy jednego z miejskich wieżowców, ale jak na chwilę obecną w zupełności nam wystarczało. May zatrudniła również szereg ludzi, którzy mieli pracować nad naszą medialną obecnością. Zaczęła też nagrywać reżyserowane wywiady z nami, filmowała wspólne treningi, które potem wrzucała w Internet. Popularnością cieszył się również mój cykl kulinarny, w którym pokazywałam na wideo jak zrobić pyszne PokéPuffsy. Dzięki temu, do Zespołu SM nareszcie zaczęli dołączać ludzie. Gdy zebrałyśmy pierwszą dziesiątkę, May podjęła decyzję o wstrzymaniu naboru i skupieniu się na tym, co mamy.

Właśnie odbywał się nasz poranny trening. Szybko przywykłam do wstawiania o wczesnych godzinach, przeskakiwania z piżamy od razu w pokazowy kostium, a moje Pokemony zwykle były gotowe już przede mną. Przez ostatni tydzień, co noc śniły mi się układy choreograficzne, które potem próbowałam przetestować. Pokazy całkowicie zawładnęły moim życiem. I, szczerze mówiąc, było mi z tym świetnie. Istniały momenty, w których przyłapywałam siebie na tym, że już nie myślę tak obsesyjnie o Ashu i nie czerwienie się na widok każdego Pikachu w Mauville. Rola nauczycielki, czy też trenerki, bardzo mi odpowiadała. Tym bardziej, że byłam w tym naprawdę niezła. Przynajmniej tak mi się wydawało…

– I jak? – spytałam się Koordynatorów, zmieniając uśmiech na dwójkę. – Podobało się?

Specjalista od wizerunku, którego zatrudniła May, pokazał mi dokładnie w jaki sposób powinnam się uśmiechać by wywołać żądany efekt. Inny uśmiech był dla przyjaciółki, inny dla kamer, a jeszcze inny dla podopiecznych. Nauczyłam się mowy ciała, dzięki czemu mogłam z łatwością manipulować otoczeniem. Gdy ktoś zadał mi jakieś dziwne pytanie, potrafiłam go zręcznie uniknąć. Gdy mijałam na ulicy szalenie zakochanych we mnie fanów, umiałam ich delikatnie spławić. Gdy moje Pokemony nie miały ochoty na kolejną prezentację, której domagał się następny dziennikarz, znajdowałam dla nich usprawiedliwienie. Życie w wielkim mieście zdecydowanie różniło się od spokojnego Vaniville i musiałam się do tego przystosować.

– To było piękne! – słusznie zauważyła jedna z moich podopiecznych.

– Prześliczne!

– Zjawiskowe!

– Sereno, naucz mnie tego, proszę!

Grupa, którą szkoliłyśmy składała się z początkujących Trenerów. Część z nich zupełnie niedawno otrzymała swojego pierwszego Pokemona i nie mogła pochwalić się jakimiś imponującymi zdobyczami. Zdążyli oni jednak podjąć jedną, bardzo ważną decyzję. Odrzucili standardową ścieżkę, którą obierała zdecydowana większość ludzi w ich wieku i postanowili zostać Koordynatorami, a nie Trenerami. Stwierdzili, że wydobędą czyste piękno ze swoich Pokemonów, a nie tylko brutalną siłę. Zdecydowanie się na coś takiego na pewno wymagało nie lada odwagi, więc mimo ich wieku i braku doświadczenia, bardzo mi imponowali.

– Dziękuję, dziękuję! – ukłoniłam się raz jeszcze, odwoławszy Pokemony. – Jesteście dla mnie zbyt mili, ale wiecie, że i tak wam nie odpuszczę, prawda?

Cieszyło mnie to, że podobał im się mój Pokaz, ale zależało mi na bardziej rozwiniętych wypowiedziach. Każde z nich na pewno miało swoje własne spostrzeżenia. Coś im się podobało bardziej, a coś mniej. Być może coś by nawet zmienili. Problem był w tym, że nie potrafili, albo wręcz bali się wyrażać swojego własnego zdania. A ja przecież tak bardzo na nie czekałam. Westchnęłam.

– Chodźcie tutaj… – przywołałam ich do siebie i usiedliśmy na skraju prowizorycznej sceny. – Słuchajcie… To nasz ósmy wspólny trening i ciągle słyszę to samo. „Ładnie”, „fajnie”, „ślicznie”. To nie o to chodzi, byście mnie non-stop chwalili. Możecie mi zwrócić uwagę, powiedzieć co mogłabym poprawić. Ja nie gryzę…

– Ale jak to? – zdziwił się pewien chłopak. – To byłoby niegrzeczne.

– Czemu tak sądzisz? – uśmiech numer siedem. – Ja nie jestem waszą nauczycielką. Jestem waszą przyjaciółką, albo przynajmniej chciałabym nią być.  Nie wstawię wam uwagi, nie wezwę waszych rodziców, nie wyśmieje was. Możecie być ze mną szczerzy. Robimy to po to, byście stali się lepszymi Koordynatorami.

– Nigdy nie będziemy tacy jak ty! – zasmuciła się dziewczyna z Linoonem na ramieniu.

– To prawda… – uśmiech numer trzy. – Będziecie lepsi. To może tak… Spójrz na swojego Pokemona. Pomyśl przez chwilę i powiedz… co widzisz?

– N-Nic…? – zaczęła nieśmiało dziewczyna. – T-To znaczy… widzę Linoone’a. M-Ma lśniącą sierść, długi ogon, błękitne oczy i…

– Nie, nie, nie. – tym razem zaryzykowałam czwórkę. – Prawidłowa odpowiedź brzmi: uśmiech.

– Uśmiech?

– Tak. Widzisz swój uśmiech. W twoim Linoone! – widząc, że nie wszyscy załapali moją przenośnię, musiałam się rozgadać. – Pamiętasz jak tydzień temu ewoluował z Zigzagoona? Oczywiście, że pamiętasz. Byłaś przecież wtedy najszczęśliwszą dziewczyną w Mauville, prawda? Zigzagoon ewoluował dla ciebie, a konkretnie dla twojego uśmiechu. Zupełnie jak mój Fennekin kiedyś. Ewoluował… bo ci ufa. Ewoluował… bo chciał żebyś była uśmiechnięta. Ewoluował… bo w ciebie wierzy.

– N-Nigdy o tym tak nie myślałam…

– Rozumiecie teraz? – zmierzyłam wszystkich wzrokiem. – Nie możecie się wstydzić swoich myśli, nie możecie się bać swojego zdania! Musicie w nie uwierzyć! Tak jak wasze Pokemony wierzą w was!

Pomyślałam, że dobrze będzie ich teraz zostawić samym sobie. Przeprosiłam ich więc i symulowałam wyjście do łazienki. Naprawdę jednak schowałam się za kolumną i obserwowałam ich. Gdy tylko znikłam im z oczu, zaczęli szeptać. Dyskusja, mimo iż przebiegała po cichu, zaczynała nabierać tempa. Wszyscy, nawet ci najmniej gadatliwi, mieli coś do powiedzenia. W pewnym momencie zaczęli się nawet przekrzykiwać. Właśnie o to mi chodziło. Poczekałam jeszcze kilka minut i postanowiłam do nich wrócić.

– No i jak? – zaczęłam. – Uda nam się dzisiaj jakoś porozmawiać?

– Tak! – krzyknęli chórem.

– A więc? – uśmiech numer jeden. – Jakie macie spostrzeżenia?

– Ekhm… – dziewczyna z Linoonem odchrząknęła. – Jak słusznie zauważyłaś to nasz ósmy wspólny trening, a ty…

Dziewczyna spojrzała na mnie, jakby czekając czy nie zacznę na nią krzyczeć.

– A ty… wciąż jesteś świetna! Każdy twój pokaz był uroczy! Prześliczny! Słodki!

– Ech… – zdziwiłam się. – A myślałam, że odważycie się powiedzieć coś innego…

– Za słodki… – usłyszałam cichy głos.

– Zbyt przesłodzony… – odważył się jeszcze ktoś.

– Za uroczy…

– Wciąż to samo…

– Niepełny szpagat…

– Wszystko na jedno kopyto…

– Jesteś jednokierunkowa…

– C-Co? – wysiliłam się na uśmiech numer dziewięć, który według teorii miał pomóc w unikaniu wstydu. – M-Możecie to jeszcze raz powtórzyć?

Sama tego chciałam, pomyślałam. Prosiłam ich o prawdę prosto w oczy i ją otrzymałam. Dawno nie byłam celem tak ostrej krytyki. I choć pochodziła ona od żółtodziobów, dotknęła mnie bardzo mocno. Gdyby tak mądrzył się jakiś telewizyjny prezenter czy inny pseudo-ekspert, prawdopodobnie bym to zignorowała. Tu jednak wypowiadali się ludzie, którzy byli mi, w pewnym sensie oczywiście, bliscy. W dodatku miałam ich pod swoimi skrzydłami, więc chciałam im zapewnić jak najlepsze przygotowanie przed ich debiutanckimi pokazami. Nade wszystko na świecie, nie mogłam ich zawieść. Nie chciałam by byli ze mnie niezadowoleni.

– D-Dobrze, rozumiem. – z wielkim trudem przywołałam na twarz kolejny uśmiech. – Ch-Chyba już rozumiem. Widzicie? Jak chcecie to potraficie! Dziękuję wam bardzo za tą szczerość. W końcu mamy o czym rozmawiać!

– Gdy byłaś w łazience… – znów głos zabrała dziewczyna z Linoonem, która wyrastała powoli na ich liderkę. – Twoje występy są naprawdę urocze, piękne i słodkie. Tyle, że nie każdemu tutaj podoba się twój styl. W zasadzie to jesteśmy młodymi, niedoświadczonymi Koordynatorami i wciąż poszukujemy swojego idealnego stylu. Dlatego chcielibyśmy móc próbować różnych choreografii. Może trochę bardziej agresywnych, trochę bardziej niebezpiecznych, może nawet jakiś złowieszczych. Bo widzisz… nie każdy lubi różowy…

– R-Rozumiem…

W tym momencie do pomieszczenia weszła May. Moi uczniowie, gdy tylko ją zobaczyli, podnieśli się i niczym cwałujące Rapidashe, dopadli do niej. May przywitała się z każdym z osobna, uśmiechając się i żartując sobie. Wyglądała na taką wyluzowaną, podczas gdy ja byłam w tej chwili kłębkiem nerwów. Przed oczyma zaczęły pojawiać mi się wszystkie moje Pokazy, w których brałam udział. Pamiętałam niemal każdy detal. Po szybkiej analizie spostrzegłam, że mieli rację. Rzeczywiście wszystkie moje występy były na jedno kopyto. Mimo iż korzystałam z ognistych ataków Braixen czy z Dark Pulse’ów Panchama, wszystko było takie słodkie…

– Na dzisiaj starczy! – przywitałam się z May i obwieściłam zakończenie treningu. – Będę potrzebowała krótkiej przerwy, dlatego sobotnich zajęć nie będzie. Spotkamy się w poniedziałek! Idźcie do szatni, przebierzcie się i nakarmcie swoje Pokemony!

– Hej, Sereno…? – May klepnęła mnie w ramię. – Coś nie tak?

– Powiedz mi, May… – spuściłam głowę. – Czy ty też uważasz, że jestem przesłodzona?

May nie odpowiedziała od razu. Widać było, że przez dłuższą chwilę myślała jak ma mi odpowiedzieć na to pytanie. Samo to już mi wystarczyło. Więc jednak coś w tym jest. Jestem za słodka, zbyt urocza, zbyt piękna. Podrapałam się w czoło, rozmyślając czy można w ogóle być zbyt piękną.

– Jakby ci to powiedzieć… – zaczęła May. – Ty po prostu… masz swój unikalny styl! Masz piękne i urocze Pokemony, które…

– Właśnie! Może to o to chodzi? Może brakuje mi jakiegoś odmiennego Pokemona?

– Ja też zaczynałam występować z Beautifly. – uśmiechnęła się dziewczyna. – Choć moim pierwszym Pokemonem był Torchic. Jakoś… nie wierzyłam, że jest on dobrym partnerem do Pokazów. Widziałam w nim tylko brutalną siłę. Do czasu, gdy…

– Właśnie! Gdybym miała jeszcze jednego, jakieś odmiennego, nie-słodkiego i nie-różowego Pokemona… Być może zrozumiałabym o co im chodziło. Może nauczyłabym się innego stylu. Pokazała pazurki…?

– A Pancham? – zapytała May. – On przecież nie jest różowy, Braixen też…

– Tak, wiem. On jednak wciąż jest zbyt słodki, a nie będę mu kazała udawać jakiegoś groźnego goryla. – zamyśliłam się przez chwilę. – May! Gdzie mogę złapać jakieś mroczne czy walczące Pokemony? O, albo najlepiej jakieś duchy?!

May zmierzyła mnie wzrokiem. Było w tym coś nieprzyjemnego. Jakby gardziła mną w tym momencie.

– Wiesz co, Sereno… – zaczęła. – Nie podoba mi się ten pomysł. W ogóle uważam, że owszem masz może troszkę zbyt przesłodzony styl, ale to jest twój styl. Wypracowany przez ciebie i twoje Pokemony. Wiem, że czujecie się w nim jak ryba w wodzie. Dzięki niemu dajecie ludziom szczęście. Sprawiacie, że się uśmiechają. Nie powinnaś się zatem przejmować krytyką sprzed chwili. Możemy się umówić tak, że odciążę cię trochę i razem z Blazikenem pokażemy im kilka odmiennych stylów.

– Widzisz?! – zapytałam z wyrzutem. – Ja mam znać tylko jeden styl, podczas gdy ty opanowałaś ich kilka?

– Mam pomysł! – May klasnęła wesoło w dłonie. – Czas na twoją pierwszą Wstążkę! Podczas walki o nią sama stwierdzisz czy twój przesłodzony styl jest rzeczywiście taki zły. Co ty na to?

– Tyle, że ja wiem, że on jest zły…

– Bzdury! Nic nie wiesz! A walka o Wstążkę w Sali Slateport ci to udowodni!

– Wolałabym złapać jakiegoś… – dopiero po chwili skojarzyłam fakty. – Chwila, chwila! Powiedziałaś „Sali”?

– Tak. Wstążka ze Slateport jest wyjątkowa. Zdobywa ją się na podobnych zasadach co Odznaki. Trzeba pokonać Lidera Pokazu w pokazowej bitwie.

– To brzmi całkiem interesująco. – zamyśliłam się. – Jednak myślę, że warto byłoby złapać i tak jeszcze jednego Pokemona.

– Ech, nie wytrzymam z tobą! – krzyknęła. – Skoro jesteś moją przyjaciółką to zgoda. Mogę zabrać cię do Mrocznego Zaułka Mauville.

– Mroczny Zaułek Mauville?

– Raz w miesiącu, w opuszczonej dzielnicy miasta, spotykają się różni, dziwni i straszni ludzie. Toczą oni tam walki, wymieniają się Pokemonami i doświadczeniami. Lubują się głównie w typach mrocznych i walczących, czyli takich, jakie sobie wymarzyłaś. Wydaję mi się, że samo przebywanie w takim miejscu, pozwoli ci zrozumieć na czym może polegać inny, bardziej „mroczny”, jak ty to powiadasz, styl.

– Daj mi się chwilkę zastanowić.

Trudna decyzja. Trochę czasu minęło odkąd jestem w Hoenn, a wciąż nie zdobyłam żadnej Wstążki. W rzeczy samej przydałoby się w końcu jakąś zgarnąć. W dodatku mogłabym zabrać tam całą swoją „klasę” i udowodnić im, że najważniejsze jest słuchanie głosu swojego serca. Jeśli udałoby mi się wygrać, udowodniłabym również sama sobie, że moje metody są skuteczne i powinnam się ich trzymać. Dobrze zrobiłaby mi również kilkudniowa przerwa od Mauville i spędzenie paru nocy na świeżym powietrzu. Z drugiej strony jednak, nowy Pokemon otworzyłby mi drzwi do nowych możliwości. Mogłabym wzbogacić swój repertuar, zrozumieć więcej rzeczy. Zawsze unikałam takich mniej słodkich tematów, ale być może to był błąd. Przecież, żeby mieć o czymś opinie, trzeba to najpierw poznać, prawda? To byłaby również dobra okazja do podpatrzenia jakiś ciekawych, niekonwencjonalnych zagrań. Jest jeszcze inna opcja. Przecież nie muszę niczego nikomu udowadniać! Mogę być po prostu sobą. Robić swoje, walczyć i trenować na swój własny sposób. Żadna Wstążka nie jest mi do tego potrzebna. Ani nowy nabytek. Przecież nie jest tak, że moje Pokemony się „zużyły”. To dzięki nim i temu kim jestem, zaszłam tak daleko w Kalos. Wprawdzie nie udało mi się wygrać, ale…

Mam postawić na swój słodki styl i zawalczyć o Wstążkę czy powinnam zdobyć jakiegoś odmiennego Pokemona, a może to wszystko najlepiej zignorować?

– W takim razie… – zaczęłam, powoli się uśmiechając. – …

Spoiler

Dlaczego to teraz tak wygląda? Dowiesz się tutaj!

Wybór: Głosowanie większościowe (co to jest? kliknij tutaj)

Opcja 1: Serena wraz z May uda się do miasta portowego Slateport, gdzie mieści się specjalna Sala Pokazowa. Dziewczyna będzie miała nadzieję zdobyć tam swoją pierwszą Wstążkę w Hoenn. Spotka też pewną znajomą twarz, którą możecie kojarzyć z anime Advanced Generations, bądź gier Ruby & Sapphire i ich remake’ów.

Opcja 2: Serena będzie starała się zgłębić swoje bardziej agresywne „ja”, poprzez udanie się do groźnej dzielnicy Mauville, która w konkretne noce wypełniana jest podejrzanymi typkami. Dziewczyna będzie starała się zrozumieć, w jaki sposób może wydobyć ze swoich Pokemonów coś innego niż tylko cukierkową słodkość.

Opcja 3: Serena zignoruje wskazówki swoich uczniów i będzie upierać się na swoim. Nie ruszy ani do Slateport po Wstążkę, ani nie odwiedzi Mrocznego Zaułka Mauville. Zamiast tego zostanie w pensjonacie i będzie doskonalić swój własny styl, do czasu aż coś jej w tym przeszkodzi…

Głosowanie trwa do najbliższego wtorku, do godz. 23:59. Następna scena pojawi się w czwartek.

[collapse]

 

 

14 komentarzy do wpisu „Na Skrzydłach Marzeń 5 – Scena 01

  1. Wybaczcie, ale przestaję brać w tym udział.
    To już nie to samo NSM, gdzie mogłam wybrać swoją drogę, zobaczyć zakończenie a do wyborów innych ludzi i przebiegu historii w kolejnje cześci po prostu się przystosować. Tamte NSM było zdeydowanie lepsze. Może to naprawicie, może nie w każdym razie żegnam i dziękuję za te miłe chwile kiedyś.

    • Dzięki za Twoją opinię, jest ona dla nas bardzo cenna. W miarę możliwości postaramy się ją rozważyć ^^

Dodaj komentarz