Tom I: Epilog

– Gdzie ty mnie ciągniesz? – zbulwersowałam się na May. – Idziemy już dobre kilka godzin. Naprawdę nie mogłyśmy wynająć taksówki? Wskoczyć w jakiegoś PikaBusa? Ewentualnie pożyczyć od kogoś jakiegoś latającego Pokemona? Czemu idziemy na pieszo?

– Chciałam sobie coś przypomnieć. – dziewczyna odparła z uśmiechem na ustach. – Wiem, że to może wydawać ci się dziwne, ale po prostu chcę przejść jeszcze raz tą samą drogę.

– Jaką drogę?

– Właśnie ta tej leśnej ścieżce postawiłam pierwsze kroki, które zmieniły moje życie, nadały mu sens i cel. – westchnęła. – Tą drogą kroczyłem z Ashem, Brockiem i Maxem, dawno temu. To tu się wszystko zaczęło.

– Rozumiem. Czyli chodzi o wspomnienia… – milczałam przez chwilę, dając May szansę na refleksje, w końcu jednak musiałam zadać to pytanie. – Właśnie, co do Asha to…

Przerwałam. Nie wiedziałam jak to ubrać dobrze w słowa. Chciałam dać jej jasno do zrozumienia jakie jest moje stanowisko wobec tej sprawy, z drugiej strony zależało mi, by nie popsuć naszych relacji. Liczyłam na to, że ona sama podejmie ten temat, gdy tylko go zacznę. Ta jednak uśmiechnęła się jeszcze bardziej, nie mówiąc jednak ani jednego słowa. Zamiast tego wpatrzona była w horyzont, przesłaniany gdzieniegdzie przez rzednące, iglaste drzewa. Wyglądało na to, że całe brzemię spoczywa na mnie.

– Co do Asha… – zaczęłam jeszcze raz. – Wiesz, May, lubię cię. Poza Bonnie, jesteś moją jedyną prawdziwą przyjaciółką, ale nie zamierzam ustępować w tej kwestii. Ja go naprawdę ko…

– To już tutaj! – May krzyknęła, zupełnie nie zwracając uwagi na moje zakłopotanie. – Doszłyśmy! Spójrz tam! To Littleroot! Widzisz ten połyskujący dach? Tam zmierzamy!

– Nie zmieniaj tematu!

Dziewczyna szarpnęła mnie za nadgarstek, o mało nie wyrywając mi ręki. Chyba nie uda mi się teraz z nią o tym porozmawiać. W pewnym momencie, podczas tego szaleńczego biegu, potknęłam się. May nawet tego nie zauważyła. Ba, zwiększyła jeszcze tempo i pognała przed siebie niczym Rapidash. Wstałam, strząsnęłam z siebie brud i popędziłam za nią. Nie było to łatwe zadanie. Skąd ona bierze tyle energii? Czyżby wygrany Pokaz tak na nią wpłynął? Aż strach pomyśleć, co będzie dalej.

W końcu dobiegłyśmy do sporego budynku. Wyglądał mi na jakąś placówkę naukową. Właściwie to trochę kojarzył mi się z Laboratorium Profesora Oaka w Kanto, które odwiedziłam będąc dużo młodsza. Tam też poznałam Asha.

– Profesorze! – May waliła pięściami w drewniane drzwi. – Profesorze! Proszę otworzyć!

Po chwili drzwi otworzyły się. Zobaczyłam w nich jakąś postać. Był to mężczyzna o dość krępej budowie ciała, miał brązowe włosy oraz brodę. Z niedowierzaniem przecierał oczy, jakby dopiero co wstał z łóżka.

File:Birch anime.png

– Jesteśmy! – oznajmiła May i nie dając mu powiedzieć ani słowa, wciągnęła mnie do pomieszczenia.

Tak jak się spodziewałam. To było laboratorium. Więc ten człowiek musiał pełnić taką samą rolę jak Profesor Oak z Alabastii.

– Dzień dobry! – to pierwsze co przyszło mi do głowy. – Przepraszamy za najście!

Tak, to było dobre słowo. Najście. Profesor jednak, gdy już w pełni się obudził, uśmiechnął się i uścisnął moją dłoń.

– Witaj, May! – powiedział wesoło. – I witaj…yyy…ekhm…

– Jestem Serena! – ukłoniłam się. – Pochodzę z regionu Kalos.

– Cześć Sereno! Miło cię poznać! Ja nazywam się Birch i jestem pokemonowym Profesorem.

Podczas gdy my wymienialiśmy grzeczności, May krzątała się po laboratorium, uparcie czegoś szukając. Sprawiała wrażenie, jakby znała tu każdy kąt, każdą szafkę, każdy schowek. Czuła się tu jak u siebie. Patrzyliśmy na nią z zakłopotaniem. Szczególnie przejęty był Profesor, gdy dziewczyna zaczęła wywracać do góry nogami jego notatki. Musiały być dla niego bardzo ważne.

– Nie ma ich… – w końcu zdyszana May dała za wygraną. – Gdzie one są, Profesorze?

– One? – zdziwił się badacz. – Co za „one”? I co ty w ogóle tu robisz?

– Przecież wysłałam panu Pidgeya pocztowego. Niech pan nie udaje…

– Pidgeya? – Profesor podrapał się w głowę. – A, o tym mówisz! Owszem, kilka dni temu przyleciał tu jakiś Pidgey, ale nie miał żadnej wiadomości. Pomyślałem więc, że to dziki Pokemon. Nakarmiłem go i odesłałem.

– Przecież dołączyłam do niego wiadomość…

May wsadziła ręce w kieszenie i naburmuszyła się. Po chwili dziewczyna spuściła oczy. Jej twarz zrobiła się czerwona. Wyglądała jak szczeniak jakiegoś Pokemona, którego skarci się za zrobienie złej rzeczy.

– May? – szturchnęłam ją. – Co ci jest?

– Wiadomość, wiadomość… – dziewczyna wyciągnęła małą karteczkę z kieszeni. – Aaa! Tu ją mam! Najwidoczniej zapomniałam jej doczepić…

– Cóż… – zaśmiał się Birch. – Nawet najlepsi popełniają błędy.

May w jednej chwili rozpromieniała.

– Pokaż ją! – poprosił. – Niech no rzucę okiem.

Profesor wziął się za studiowanie drobnego druczku, którym usiana była wiadomość od May. Gdy przeczytał całość, podrapał się w głowę.

– Przykro mi! Niestety, nie będę mógł spełnić twojej prośby. Zdążyłaś przewrócić moje laboratorium do góry nogami i zapewne zorientowałaś się, że w obecnej chwili ich nie mam.

– C-Czy… – wtrąciłam się nieśmiało. – Czy w końcu dowiem się o co tu chodzi?

– Szkoda… – May zwróciła się do mnie. – Chciałam, żeby to była niespodzianka.

– Jaka niespodzianka?

– Przybyłaś do Hoenn. Znalazłaś sobie dach nad głową. Wygrałaś swój pierwszy Pokaz w nowym regionie. Byłaś na pierwszych zakupach. Brakuje ci jeszcze jednej rzeczy…

– Jakiej? Asha?

– Nieee. Nowego Pokemona! Profesor Birch zajmuje się wydawaniem nowych Pokemonów początkującym Trenerom. Treecko, Torchic i Mudkip. To trzy stworki dla nowicjuszy w regionie Hoenn. Liczyłam na to, że Profesor ofiaruje ci jednego z nich.

Znalezione obrazy dla zapytania hoenn starters

– Czemu miałby to robić? Nie jestem ani początkującą Trenerką, ani nie pochodzę z Hoenn…

– Wszystko dokładnie wyjaśniłam we wiadomości. Profesor jest mi winny przysługę za…

– Nie mów tego! To było takie upokarzające!

– Niech będzie. Poza tym, ty kochasz Pokemony! Zasługujesz na startera! No, ale cóż… Niestety nic z tego nie będzie. Niepotrzebnie cię tu ciągnęłam. Chodźmy, wracamy do Mauville!

– Ja… – zakłopotałam się. – Nie wiem co powiedzieć. Dziękuję ci za chęci. I tobie Profesorze… za gościnę.

Ja i May ukłoniłyśmy się nisko i zmierzałyśmy w stronę drzwi. Nowy Pokemon rzeczywiście mógłby być czymś wspaniałym. Może uda nam się złapać jakiegoś w drodze powrotnej?

– Stójcie!

Profesor zawrócił nas. Czyżby chciał, abyśmy posprzątały bałagan, który zrobiła May? Miał do tego absolutne prawo. Właściwie to i ja miałam z tego powodu wyrzuty sumienia.

– Poczekajcie chwilkę! Dwie minutki!

Birch otworzył klapę w podłodze i zszedł do piwnicy. May wybałuszyła oczy, wyraźnie dając do zrozumienia, że nie miała pojęcia o tym ukrytym pomieszczeniu. Moment później, ujrzałyśmy wracającego Profesora. Taszczył ze sobą jakieś urządzenie.

– Co to jest, Profesorze? – zapytałam zaciekawiona.

– To…to jest… – odrobina wysiłku źle wpłynęła na mężczyznę. – I-I-Inkubator…

– Inkubator?

– Tak! – Birch złapał oddech. – Są w nim Jajka Pokemonów!

– No jasne! – May klasnęła w dłonie. – To może być to! To jest chyba jeszcze lepszy pomysł niż starter!

– Niestety, nie mam dostępnych Pokemonów, ale mogę ofiarować ci jedno z tych Jajek. Właściwie to miałem prowadzić nad nimi badania, ale już prawie je skończyłem.

– Co się z nich wykluje?

– Tego nie mogę wam powiedzieć. Wtedy nie byłoby niespodzianki prawda? Śmiało, młoda Sereno! Wybór należy do ciebie!

Spojrzałam się na May.

– Ja ci nie pomogę! To ma być twój wybór, zdaj się na swoją intuicje.

Zaczęłam przypatrywać się uważnie Jajkom. To była naprawdę trudna decyzja. Musiałam się poważnie zastanowić. Podczas gdy ja rozmyślałam, Birch i May zaczęli o czymś rozmawiać.

– O, właśnie, May! Brendan się o ciebie pytał!

– Brendan?! Jak mu się wiedzie? Co on teraz robi? Minęło już tyle czasu…

– Cały czas podróżuje. Jego praca w polu bardzo mi pomaga. Moje badania nigdy nie szły by tak dobrze, gdyby nie informacje, które od niego dostaje. Właściwie to chciałbym, aby kiedyś mnie zastąpił, ale on ciągle chce zostać Mistrzem Pokemon. Nie mogę narzucać mu swoich marzeń…

– Rozumiem. Jeśli kiedykolwiek będzie w pobliżu Mauville, niech nas odwiedzi! Fajnie byłoby znów porozmawiać i powalczyć.

– Na pewno mu o tym wspomnę.

Które Jajko wybrać? Każde jest inne, nie mniej jednak wszystkie są intrygujące. To co siedzi tam w środku, będzie moim partnerem na całe życie. Postanowiłam je trochę podotykać. Wszystkie były ciepłe, czułam od nich delikatne wibracje. Czy to znaczyło, że są bliskie wyklucia? Może poczekam tu aż się wyklują, a potem sobie wybiorę? Nieee, to byłoby bardzo nieładne zachowanie. No nic, czas coś wybrać. Ostatni rzut oka i dokonuję wyboru.

Jajko 1: Jest w zasadzie dwukolorowe. Dominuje tu barwa biała, jednak górna część jajka jest koloru jasnozielonego. Wygląda to tak, jakby jajko miało swoisty kaptur. W pewnym miejscu jest jakaś dziwna, pionowa kreska o różowawym zabarwieniu.

Jajko 2: Chciałabym powiedzieć, że jest równie ładne, jednak nie będę się okłamywać. Całe jest koloru beżowego, gdzieniegdzie znajdują się owalne, nieregularne plamki o ciemniejszym odcieniu. Ogólnie wygląda mało ciekawie, ale przecież nie liczy się to co jest na zewnątrz, tylko to co w środku.

Jajko 3: Jest połączeniem dwóch kolorów: białego i niebieskiego. Dolna cześć jest biała, górna niebieska. Biel łagodnie wtapia się w niebieski kolor, za pomocą regularnych łuków. Właściwie patrząc na nie, czuje się jakbym spoglądała w niebo.