Prolog


Prolog


– Idę tam! – stwierdziłam zdecydowanie. – Muszę to zobaczyć!

– Stój! – poczułam żelazny uścisk na nadgarstku. – To zbyt niebezpieczne. Zostawmy to im.

– Niebezpieczne?! – odwróciłam się do niego, niemal płacząc. – Dulse, rozejrzyj się dookoła! Zacznij myśleć!

Wiedziałam, że nie powinnam mu się sprzeciwiać. Był ode mnie starszy, więcej przeżył, więcej widział. W Oddziale pełnił bardziej znaczącą funkcję niż ja. Powinnam siedzieć cicho, uczyć się i wykonywać rozkazy. Jednak z jakiegoś powodu nie mogłam znieść jego bierności. Musiałam działać. Chciałam to zobaczyć. Nie było we mnie żadnej bohaterskiej odwagi czy szlachetnej chęci niesienia pomocy innym. Byłam po prostu nader ciekawska. To dawało mi siłę. Siłę by się zbuntować.

– Zobacz! – wskazałam palcem na pobliskie budynki. – Wszyscy są przerażeni! Pochowali się, zabarykadowali, trzęsą się ze strachu. Soliery i Kapitana Phyco też tutaj nie ma. Jesteśmy tylko my dwoje. Wszyscy na nas liczą! Naprawdę chcesz przegapić taką okazję i stać w miejscu? A co, jeśli to jest TEN moment? Co, jeśli zaraz wszystko się odmieni? Nie chcesz tego zobaczyć?! Nie chcesz być świadkiem fenomenu? Historia naszego świata lada chwila może się diametralnie zmienić, a ty wolisz tu stać z zadartym nosem i wpatrywać się w szczyt tej przeklętej wieży!

– Zossie! – Dulse sponiewierał mnie wzorkiem. – Opanuj się. Mówisz do starszego stopniem. Poza tym, rozkazy Kapitana Phyco są jasne. Mamy się nie wtrącać. To sprawa Alolan. To ich świat jest zagrożony. Nasz już dawno przepadł.

– Nie wytrzymam z tobą!

Rozgniewana, łupnęłam obcasem w jego stopę. Mężczyzna wyraźnie zaskoczony, zgiął się krzywo. Dopadłam do jego kieszeni i wyciągnęłam dwie niebieskie kulki. Z wyrazem triumfu na twarzy, odrzuciłam warkocz za plecy i wytknęłam język. Stało się. Zostałam buntowniczką. Nie miałam jednak czasu na rozważanie o ewentualnych represjach, które mogą spotkać mnie ze strony Kapitana Phyco. Miałam walkę do obejrzenia i nie zamierzałam jej przegapić!

– Wychodźcie! – krzyknęłam dumna z siebie, a tuż obok mnie pojawiły się dwie dziwne istoty.

Nazywaliśmy je „Bestiami”, chociaż po drugiej stronie tunelu określano je mianem „Pokemon”. Stworzenia popatrzyły na mnie ze zdziwieniem. Jedno z nich było koloru fioletowego, gdzieniegdzie upstrzone tylko różowawymi akcentami. „Pokemon” miał nienaturalnie wielką głowę, na której osadzone było olbrzymie żądło. Niewielkie rączki i nóżki wesoło przebierały w powietrzu, a ruchliwy ogonek kręcił pętelki.

– Poipole! Dzisiaj pójdziesz ze mną! – Pokemon usiadł mi na ramieniu, a ja prychnęłam gniewnie. – Dulse musi przemyśleć parę spraw!

Drugi Pokemon był całkiem spory. Właściwie nie byłam od niego wcale aż tak wiele wyższa. Poruszał się na czterech łapach i niemal w całości pokryty był grubym, białym futrem. Gdy spojrzałam na niego, ten zaczął nerwowo merdać ogonem. Pomyślałam, że to zły znak, spróbowałam więc go uspokoić. Położyłam dłoń na jego głowie, a ten zaczął machać ogonem jeszcze mocniej. Niewątpliwie coś było z nim nie tak. Być może był na coś chory. W końcu Dulse złapał go „po drugiej stronie”. Później będę musiała się nim zaopiekować.

– Poipole i… ty, mój kudłaty przyjacielu! Ruszajmy! – wskazałam szczyt wieży. – Przed nami spotkanie z Olśniewającym!

 

Dodaj komentarz

wp-puzzle.com logo