Walka wyczerpała biednego Espeona, który niewątpliwie dał z siebie wszystko. Bohaterowie postanowili zrobić sobie krótki odpoczynek.

No dobra, co teraz robimy? – zapytała Nina

Nie mam zielonego pojęcia – odpowiedział chłopak

Sytuacja nie była zbytnio ciekawa. Gaho miał dwa Pokemony, wykończone po walce. W dodatku Mankey, którego dopiero co złapał prawdopodobnie nie będzie chciał się go słuchać. Phantump Niny był w pełni sił, jednak nie przedstawiał takiej wartości bojowej jak Espeon chłopaka. Mieli dwie możliwości: kontynuować marsz w głąb wyspy lub powrót. Gaho może i był zdeterminowany i chciał osiągnąć swój cel, jednak nie należał do głupców. Wyspa naprawdę sprawiała wrażenie niebezpiecznej, a dalsza podróż mogłaby przynieść szkody, nie tylko dla niego, ale i jego towarzyszki. W końcu po chwili namysłu zdecydował.

Nina, wracamy – rzucił, po czym wstał i ruszył w drogę powrotną

Okej, ale powiedz mi tylko jedno – Nina natychmiast wstała i dogoniła chłopaka – czemu teraz się wycofujesz?

Cóż, z dwóch powodów. Po pierwsze moje Pokemony są w opłakanym stanie. Wątpię by twój Phantump był w stanie pokonać tutejszych mieszkańców. Po drugie wiemy już, że mieszka tu mój przyszły champion, dlatego myślę, że zdążę go złapać przed mistrzostwami. Poza tym martwię się o nasze bezpieczeństwo, nie wyobrażam sobie sytuacji gdy nie jestem w stanie nas obronić.

Nas powiadasz? Oj Gaho głuptasie, myślisz, że jak jestem dziewczyną to nie umiem o siebie zadbać?

Emm, tego nie powiedziałem. Jednak czuje się odpowiedzialny również za ciebie.

Szybko dotarli do zatoczki, gdzie czekała ich łódź. Wsiedli i ruszyli z powrotem do wioski dziadka Niny. Przez całą podróż młodzi nie rozmawiali ze sobą, pochłonięci byli własnymi myślami.

Zaczyna się martwić o mnie. Czyżbym zaczęła mu się podobać? Niee, niemożliwe. Zna mnie raptem parę godzin. W dodatku nie okazywał tego od początku, więc może nie jest mną zainteresowany? – rozmyślała przez cały czas dziewczyna.

Nina miała długie do ramion kasztanowe włosy, które były jej chlubą. Wszystkie kobiety w rodzinie ze strony matki miały ten odcień. Delikatna, jasna cera i oczy w kolorze hebanu hipnotyzowały męską część jej klasy. Wiedziała, że jest jedną z ładniejszych dziewczyn w szkole i cieszyła się powodzeniem i chłopców, jednak Gaho był trochę inny. Nie okazywał zainteresowania jej wyglądem albo to bardzo dobrze ukrywał. Pomógł jej w dżungli, gdy tego potrzebowała. Nie podrywał jej, a to już było dla niej dziwne. O jego wyjątkowości przesądzał fakt, że odseparowany od swych rówieśników pomagał ojcu w jego szkole. Praca pochłaniała cały jego czas, życie w separacji od ludzi, innych niż rodzina i pani sklepikarka sprawiła, że jego obycie było inne. Kochał on ojca i chciał jak najlepiej dla niego. Pytanie jednak czy byłby w stanie obdarzyć uczuciem inną osobę?

Powrócili do wioski, gdzie czekał już prawowity właściciel łodzi, czyli dziadek Niny.

No i jak tam młodzi? Dość szybko wróciliście – zagadał dziadek

Wie pan, złapałem pierwszego Pokemona. Wróciliśmy jednak z powodu wykończenia obu moich podopiecznych. Poza tym nie chciałem narażać nas na niebezpieczeństwo – odpowiedział Gaho

Huhu, mądrze młody człowieku. Widzisz Nina, Gaho wie kiedy się wycofać – powiedział dziadek, po czym skierował oczko w jej stronę. Wiedział o przygodzie dziewczyny z Rattatami.

Oj tam czepiasz się dziadku. Jest babcia? – zapytała

A no jest, szykuje podwieczorek. Gaho zostaniesz?

– Przykro mi, chce zdążyć do centrum. Moje Pokemony nie są w najlepszym stanie. Mimo to dziękuje za propozycję – odpowiedział chłopak, po czym ruszył w stronę dżungli. Nina wraz z dziadkiem pożegnała Gaho i udała się do domu. Tymczasem Gaho zaczął biec co sił w nogach w stronę swojego miasteczka, by jak najszybciej wyleczyć ranne Pokemony i sprawdzić z jakim bokserem ma tak naprawdę do czynienia…