Ostatni cios #9

Gong zabrzmiał, walka numer trzy – Mankey vs Lucario – właśnie się rozpoczęła. Okrzyki widzów, blask świateł i atmosfera pojedynku rzutowały na zachowanie Pokemonów. Mankey rozpoczął atak za pomocą gradobicia ciosów. Lucario z pewnym trudem uniknął kontaktu. Widząc, że przeciwnik kończy sekwencję, sam przeszedł do kontrataku. Najpierw zrobił szybki, krótki cios, który miał zmylić Mankey’a. Następnie wyprowadził zdecydowanie mocniejszy, który trafił małpkę! Siła była na tyle duża, że Mankey odleciał kilka metrów, jednak nie upadł. Teraz się zaczęło! Lucario rozpoczął swoją morderczą kombinację ciosów – lewa, prawa, lewa, prawa, a na koniec głowa! Tak, aż sędzia zakrzyknął ze zdziwienia. Cóż za wola walki. Mankey uniknął wszystkich uderzeń oprócz tego ostatniego z głowy. Kto mógł wiedzieć, że dojdzie do takiego ataku? Podopieczny Gaho znalazł się w krytycznej sytuacji. Lucario wyprowadzał kolejne celne ciosy. Mankey ledwo już się trzymał. Kolejny atak przeciwnika miał go znokautować. Prawa pięść przybysza z Sinnoh wędrowała w stronę małpki, gdy ta nagle złapała ją ogonem i jednocześnie rozpoczęła tornado ciosów. Pięć, siedem, dziesięć trafień! Ostatni, łączący ból, determinację i wolę walki, oderwał Lucario od ziemi. Przeciwnik padł na ring i rozpoczęło się odliczanie. Kibice wraz z sędzią wspólnie mierzyli czas pozostały do zakończenia walki. Przez chwilę Lucario próbował się podnieść, jednak padł na deski.

Koniec walki! Zwycięzca – Mankey, reprezentant Alola! – zakrzyknął sędzia, a całą halę ogarnęła euforia. Na tym pojedynku większość kibiców pochodziła z wysp Aloli, a przejście dwóch przedstawicieli ich regionu ukazało, że istnieje szansa na mistrzostwo.

Brawo, Mankey, przyjacielu – krzyknął Gaho i wpadł na ring, obejmując swojego Pokemona. – Byłeś wspaniały!

Nina dołączyła do nich chwilę później. Następnie cała trójka udała się do Centrum Pokemon, gdzie Mankey miał odpocząć.

No proszę, tatuś przeszedł, to i synek nie będzie gorszy – powiedziała Nina, gdy została sama z Gaho w poczekalni.

A co miałem nie przejść? Ciężko pracowaliśmy, a to dopiero początek! – odpowiedział chłopak.

Hah, w to nie wątpię, w końcu byłam przy waszych treningach. Jak już wygracie mistrzostwa, to czeka was nagroda – powiedziała, puściła oczko, po czym wstała i poszła w swoją stronę.

Zadowolony z całej sytuacji Gaho poczekał na siostrę Joy, która miała mu oddać zdrowego Mankey’a. Do tego czasu rozmyślał nad kolejnym przeciwnikiem – Pangoro. Przeciwnik z Kalos, regionu Niny… Taaaak, za dużo rzeczy ostatnio się mu z nią kojarzyło. No cóż, później nad tym będzie myślał, teraz obowiązki, potem przyjemności. Pełen optymizmu wyszedł z Centrum, wraz z czekającym na niego Mankey’em.

Kolejny dzień, kolejne walki, zwycięzcy i przegrani. Po skończonej rundzie pierwszej pora była na drugą. Walka Mankey – Pangoro miała odbyć się jako druga. Znowu komplet ludzi, znowu w większości to mieszkańcy Aloli. Tym razem Mankey nie pozwolił się trafić. Jego szybkość i zwinność przeważyły nad brutalną siłą Pangaro. Taho i jego podopieczny natomiast odpadli w walce z Machoke’iem i pożegnali się z turniejem. Teraz wszyscy na Alola swoją uwagę zwrócili na młodego Gaho i jego Mankey’a, którzy mieli przynieść chwałę na cały region. Para ta w pięknym stylu dotarła do finału. Hariyama, zeszłoroczny mistrz, miał być Mankey’a przeciwnikiem.

No, przyjacielu, jeszcze on i będziemy mieli tytuł. Wierzę, że ci się uda – powiedział Gaho do Pokemona, po czym go przytulił i ruchem ręki zachęcił do wejścia na ring. Blask fleszy, kilka stacji telewizyjnych, reporterzy i kibice zmieścili się na największej hali, na której miał się odbyć finał. Miliony ludzi przed telewizorami z zapartym tchem miały oglądać ten niejako pojedynek Dawida z Goliatem.

Gong obwieścił rozpoczęcie pojedynku. Mankey pierwszy zaatakował serią ciosów. Na Hariyamie to jednak nie robiło wrażenia! Cierpliwie poczekał, aż przeciwnik się zmęczy i przerwie atak. Gdy tak się stało, zaatakował… Mankey w ostatniej chwili uniknął ataku, który o zgrozo zniszczył jedną z linek ringu! Potężny Pokemon natarł. Wielkie, zaciśnięte pięści próbowały dorwać małpkę, jednak ta z trudem uskakiwała przed trafieniem. Zaczęła biegać wokół przeciwnika, korzystając ze swojej szybkości. Mankey chciał dorwać przeciwnika, gdy ten nie będzie do niego zwrócony twarzą w twarz. Udało się! Teraz istniała szansa na wyprowadzenie ciosu, gdyż Hariyama stał odwrócony tyłem. Potężny cios w wykonaniu Mankey’a powinien powalić niejednego Pokemona. Jednak przeciwnik stał niewzruszony. Zdążył się odwrócić przez ten czas i złapać Mankey’a. Otrzymał pierwszy cios. Drugi, trzeci, kolejny, a małpka odpływała w niebyt. Hariyama puścił ją, a Mankey padł na deski. Zaczęło się odliczanie… Dziesięć, dziewięć, osiem…

MANKEY, WSTAŃ!!! Podnieś się i wykonaj OSTATNI CIOS! – zaczął krzyczeć ze łzami w oczach Gaho.

Mankey początkowo nie reagował. Przy pięciu drgnął mu ogon, przy cztery uszy, przy trzy otworzył oczy, a przy dwa zaczął wstawać. Tak, ledwo co mógł utrzymać równowagę, jednak nie poddał się! Stojąc w sporej odległości od przeciwnika, zaczął wyrzucać po kolei pięści – prawa, lewa, prawa, lewa. Robił to z coraz większą szybkością. Na ringu zrobiło się gorąco – sprawiły to przygotowania do zadania ostatniego ciosu. Ruszył! Z całą mocą zaatakowali obydwaj – Mankey oraz Hariyama. Ogromny blask oślepił widownie. Po chwili obydwa Pokemony leżały na deskach. Rozpoczęło się kolejne liczenie. Żaden się nie podniósł. Remis, zatem pora na liczenie punktów. Sędziowie rozpoczęli naradę, tymczasem sztab medyczny zabrał się za udzielanie pomocy zawodnikom. Hariyama jako pierwszy się ocknął. Mankey natomiast w połowie miał wypalone futerko na lewym ramieniu, a prawe ramię zwisało bezwładnie. Złamanie jak nic. Gaho, Taho oraz Nina z niepokojem spoglądali na akcję reanimacyjną Mankey’a. Pokemon zareagował cichym piskiem. Żył, jednak nie mógł się ruszać. Tymczasem sędziowie, a było ich pięciu, wydali werdykt. Pierwszy z nich oddał głos na Mankey’a. Drugi również, trzeci oraz czwarty na Hariyamę. Został ostatni, to on miał zdecydować o zwycięstwie i porażce. Wyszedł na środek, wziął mikrofon, po czym przemówił do widowni.

Drodzy państwo, Trenerzy, widzowie z całego świata. Jak doskonale widzieliście, miała tu miejsce prawdziwa walka. Oba Pokemony pokazały, na co je stać. Wola walki, determinacja, siła, wytrzymałość, wspaniałe umiejętności – te cechy posiadały dziś oba Pokemony. Dramaturgia końcówki pokazała, że nie był to zwykły pojedynek, lecz prawdziwy, pełen pasji i emocji finał. Doszło do tego, że to ja muszę zadecydować o tym, kto zostanie mistrzem tegorocznych mistrzostw. Wiem, że wybierając jednego z zawodników, zrobię krzywdę drugiemu. W mojej opinii remis byłby najlepszą opcją, lecz jak wiemy, jest to niemożliwe w tej sytuacji. W mojej punktacji lepszy był… – tu na chwilę uciął – a co za tym idzie, zwyciężył… Hariyama!

Doszło do widocznego podziału kibiców na tych sympatyzujących z Mankey’em oraz Hariyamą. Ci, którzy kibicowali gospodarzom zaczęli buczeć i rzucać w stronę sędziego przedmiotami, jakie mieli w tym momencie pod ręką. Natomiast kibice Hoenn rozpoczęli świętowanie.

Gaho, jak mi przykro, było blisko, naprawdę bardzo blisko – Nina próbowała pocieszyć zrozpaczonego Gaho, jednak ten pobiegł w stronę Mankey’a. Jego stan nie był zbyt dobry. Udał się wraz z sanitariuszami do Centrum Pokemon. Nina oraz Taho również to zrobili. Gdy dotarli na miejsce, znaleźli chłopaka w jednej z sal, gdzie siedział obok swojego Pokemona. Wiedział, że przyjdą, nie musiał się nawet odwracać.

Było tak blisko, mistrzostwo wymknęło się nam z rąk. Ale w tym momencie to mało istotne. Mankey i jego zdrowie są u mnie na pierwszym miejscu. Gdy go zobaczyłem nieprzytomnego, z tymi obrażeniami, byłem przerażony. Bałem się, że stracę przyjaciela. Chyba wiedział, że walczy z urazem, a mimo to postarał się i wykonał ostatni, rozpaczliwy atak. Taki, że aż powalił tego kolosa. Nina, dziękuję ci z całego serca za wsparcie i za te chwile spędzone razem. Jednak zawiodłem jako Trener, przyjaciel oraz syn – tu zwrócił się do ojca. – Tato, wiem, że tytuł był twoim marzeniem. Udało mi się dotrzeć wyżej niż ty, zrobiłem coś niemożliwego, w krótkim czasie łapiąc tak silnego Pokemona i trenując go. Jednak zrobiłem to zdecydowanie za późno…

Gaho, spokojnie. Wiedziałem, że jesteś inny ode mnie, że nie boisz się wyzwań i nie idziesz utartym szlakiem. Szukałeś własnej drogi, wprowadziłeś własną technikę szkolenia. Dotarłeś do serca tego Pokemona, razem tworzyliście całość. Widziałem to w czasie przerw, a także w czasie tych mistrzostw. Dorosłeś, synu, jestem z ciebie dumny – powiedział Taho, po czym położył rękę na ramieniu syna. Po chwili odszedł od niego i udał się na korytarz. Nina pozostała w sali.

Gaho, udowodniłeś dzisiaj, że to Ty i Mankey jesteście zwycięzcami. A jak mówiłam, czeka was nagroda – po czym wskoczyła mu na kolana i go pocałowała – Hihi, to taka mała nagroda, a teraz słuchaj. Wyjedźmy do mnie do Kalos, ale jak Mankey dojdzie do siebie, dobrze?

Gaho początkowo nie wiedział, co powiedzieć. Ten pocałunek, propozycja wspólnych wakacji w nieznanym mu regionie z dziewczyną, która mu się podobała. W końcu zebrał się w sobie i powiedział:

Nina, oczywiście, że chcę z tobą wyjechać. Od dłuższego czasu zastanawiałem się, co będzie dalej z naszą znajomością po mistrzostwach. Bałem się, że już się więcej nie zobaczymy. I jeszcze ta niespodzianka – chłopak wyraźnie się zaczerwienił.

Ooo, widzę, że masz ochotę na jeszcze jeden, co? – puściła mu oczko, po czym złapała za ręce i powtórnie pocałowała. – No dobra, starczy, jak na razie, hi hi.

Siedzieli przez kilka godzin w objęciach, czekając, aż Mankey odzyska przytomność…

Jakiś czas później…

Mankey skończył z połamaną ręką i czekała go długo rekonwalescencja. Do szkoły boksu Taho zjechali się przedstawiciele z różnych regionów, gdyż widzieli występ na mistrzostwach ojca i syna i byli pod wrażeniem ich umiejętności. A Gaho – cóż, obowiązki musiały poczekać, gdyż teraz jego, Mankey’a oraz Ninę czekały zasłużone wakacje w Kalos…

By |2018-07-25T22:58:09+00:00Lipiec 25th, 2018|Inne|0 Comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o