Na Skrzydłach Marzeń 5 – Scena 02


TOM II


CZĘŚĆ II


SCENA II



 – N-Nie idziesz ze mną? – pisnęłam przeraźliwie, odruchowo próbując złapać May za rękę. – Sama mogę sobie nie poradzić!

 – Weź się w garść! – warknęła. – Sama stwierdziłaś, że chcesz poznać inny typ relacji łączący Trenerów i Pokemony… Spojrzeć na nie z trochę innej perspektywy, prawda?

 – Tak, ale… 

 – No to zrób to! – May westchnęła. – Poza tym, nie masz się czego bać. To tylko tak strasznie wygląda. Ci ludzie naprawdę kochają swoje Pokemony, a Pokemony kochają ich. Po prostu przejawiają to w trochę inny sposób.

 – No dobrze! – zacisnęłam zęby, wyciągając Poke Ball z Sylveon. – W końcu moi przyjaciele i tak będą ze mną, więc nie powinnam się bać! To idę!

 – Z-Zaczekaj! – krzyknęła May, gdy już zdążyłam obrócić się na pięcie. – Masz tu Blazikena… Na wszelki wypadek…

 – Mówiłaś, że tu jest… – momentalnie zbladłam. – …bezpiecznie…

 – To cześć! – rzuciła na odchodne, po czym błyskawicznie się oddaliła.

Trzymając w lewej ręce kulkę z Sylveonem, a w prawej z Blazikenem, jeszcze raz rozejrzałam się po otoczeniu, szukając czegoś co dałoby mi odwagę do postawienia tego pierwszego kroku. Ściany budynków były obskurne, na ziemie dosłownie sypał się tynk, a gdzieniegdzie widniały dość wulgarne napisy. I choć w oknach widać było światła, wątpiłam by ktokolwiek miał ochotę przez nie wyglądać. Okolica była bowiem zaniedbana i po prostu brzydka. Ze śmietników wysypywały się odpady, które z kolei przyciągały mnóstwo Trubbishy oraz Grimerów. Pokemonom w ogóle nie przeszkadzała moja obecność i ani myślały o przerwaniu swojej niekulturalnej konsumpcji. Zapalczywy odgłos mlaskania, oprócz oczywistego odoru, wypełniał powietrze. 

W pewnym momencie mnie olśniło. A może wcale nie potrzebuję walczącego czy mrocznego Pokemona?! Trujący też nie byłby zły. Gdyby udało mi się złapać teraz jednego z tych obżartuchów, wcale nie musiałabym udawać się do tego strasznego miejsca. A jeśli wydobyłabym z tak nieatrakcyjnych Pokemonów piękno na Pokazie, zyskałabym sławę i uznanie. Tak, to jest myśl! Schowałam Poke Balle z Pokemonami do torby i wyjęłam z niej pusty. Ostrożnie zbliżyłam się do pobliskiego śmietnika, podnosząc z podłogi jakąś niedojedzoną czekoladę. 

 – Ekhm… – chrząknęłam, próbując zwrócić na siebie uwagę Trubbisha. – Ekhm! Ekhm! Ekhm!

Pokemon w końcu zwrócił na mnie swe ślepia. Wyciągnęłam rękę, próbując skusić go słodkim odpadem. Trubbish pokraśniał radośnie, wnosząc swoje niby-łapy do góry. Błyskawicznie znalazł się przy mnie, przystanął i spojrzał mi w oczy.

 – Proszę, proszę! To dla ciebie! Pyszna czekoladka! – spojrzałam na papierek. – Przeterminowana jakieś pół roku… Powinna ci smakować!

Trubbish delikatnie wziął ode mnie tabliczkę i zaczął wcinać ze smakiem. Wykorzystałam tą okazję by wycelować w niego Poke Ballem. Pokemon, gdy tylko to zobaczył, pochłonął resztę łakocia, nawet go nie gryząc, odskoczył i wystrzelił we mnie fioletowy pocisk. Jeśli miałabym zgadywać, prawdopodobnie był to Sludge Bomb. Uchyliłam się w ostatniej chwili, unikając ataku. Niestety, mój kapelusz nie miał tyle szczęścia. Impet pocisku zwalił go z mojej głowy, a żrąca trucizna po chwili niemal doszczętnie go strawiła.

 – Mój kapelusz! Zabiłeś go! – wrzasnęłam, wskazując palcem na Trubbisha. – Zapłacisz mi za to! Blaziken, Sylveon! Zróbcie mi z niego nowy!

Spanikowany Pokemon natychmiast wskoczył wprost do śmietnika, zagrzebując się w czarnych, plastikowych workach, gdzie miał nadzieję znaleźć sojuszników.

 – Nic z tego! Choćbym miała przetrzepać każdy śmietnik w Mauville, skończysz na mojej głowie! – krzyknęłam jeszcze głośniej niż poprzednio. – Sylveon, Hyper Voice! Blaziken, Overheat!

Zanim Pokemony zaczęły jeszcze atak, usłyszałam rozpaczliwy szloch. Ręką nakazałam im się wstrzymać. Szloch po chwili przerodził się w regularny płacz i smętne zawodzenie. Początkowo myślałam, że Trubbish używa jakiegoś ruchu typu Fake Tears by mnie zmylić, głos jednak dochodził z innego miejsca. Westchnęłam i odwołałam Pokemony, dając za wygraną. Następnie skierowałam się w kierunku źródła płaczu, który najwyraźniej znajdował się w jednej z bocznych uliczek Mrocznego Zaułka. Ostrożnie postanowiłam to sprawdzić. May mówiła, że znajduje się tu mnóstwo Pokemonów duchów, więc być może któryś z nich próbował spłatać mi figla. Niepewnie wyjrzałam zza rogu. Zobaczyłam chłopca, na pewno sporo młodszego ode mnie. Siedział na chodniku z głową schowaną w kolanach. To on właśnie płakał. Obok niego stał równie przerażony Plusle, który dostrzegł mnie jako pierwszy.

Zrobiło mi się szkoda chłopczyka, więc postanowiłam go pocieszyć. Wybrałam więc ponownie Sylveon, licząc na jej przyjazny i sympatyczny wygląd, który powinien pomóc mi rozweselić dziecko. Plusle, widząc nas powoli oddalał się od chłopca, piszcząc przy tym przeraźliwie. Gdy jego towarzysz w końcu mnie zobaczył, natychmiast zerwał się na nogi, przetarł nos i oczy i stanął na baczność, przyjmując bojową postawę. Nogi jednak trzęsły mu się tak mocno, że byłam pewna, iż za chwilę się przewali, co też się stało. Bał się. Bał się mnie…

 – Cześć! – powiedziałam wesoło, wyciągając rękę w geście przywitania. – Jak masz na imię?

 – Odejdź! Nie podchodź! – oczy chłopaka ponownie wybuchnęły łzami. – Nie podchodź, proszę! Nie rób ze mnie kapelusza!

 – C-Co takiego?! – zdziwiłam się, a Sylveon wyszła do przodu, próbując przywitać się z Plusle.

 – Odejdź! – małolat zerwał się, chwytając żółtego Pokemona na ręce. – Odejdź! Przepadnij, maro nieczysta!

 – Czemu się mnie boisz? – spróbowałam użyć uśmiechu numer trzynaście. – Coś ze mną nie tak?

 – Jesteś straszna! Nigdy nie widziałem tak okropnej dziewczyny! – zawyło dziecko. – Mamusia ostrzegała bym tu nie przychodził, a ja nie posłuchałem! I teraz skończę na twojej głowie!

 – N-Nie… – trzynastka nie zadziałała, wzięłam więc piętnastkę. – Nie mówiłam wtedy do ciebie…

 – Zawsze bałem się Gengarów… – przyznał chłopak. – …ale ty jesteś dużo straszniejsza! Jesteś chyba najgorszą osobą na calutkim świecie!

 – Mylisz się! – tylko lekko podniosłam głos. – Zaraz ci to udowodnię!

 – Aaaa! Plusle, uciekamy!

Chłopczyk chwycił Pokemona za ogonek w kształcie krzyżyka i ile sił w nogach, zaczął się od nas oddalać. Sylveon spojrzała na mnie, demonstracyjnie wymachując wstążkami.

 – Nie, Sylveon. – uśmiechnęłam się. – Nie łap go. Niech idzie.

Przestraszyłam kogoś. Ja, słodka i cukierkowa Serena, wystraszyłam tego chłopca niemal na śmierć. I choć było to tylko małe dziecko, które w dodatku źle zrozumiało całą sytuację, czułam się jakoś… dziwnie. Właściwie powinnam czuć żal, że ponoć jestem straszniejsza od Gengara, mi jednak było całkiem przyjemnie. Spojrzałam jeszcze raz na drogę prowadzącą do Mrocznego Zaułka Mauville, a potem na resztki swojego kapelusza i zgraję Trubbishów, która ponownie przystąpiła do konsumpcji.

 – Idziemy! – powiedziałam do Sylveon, po czym ją odwołałam. – Nie ma się czego bać! W końcu to ja tu jestem najstraszniejsza…



Udało ci się, dopingowałam się w myślach, zrobiłaś to. Pierwszy, najtrudniejszy krok postawiony. Byłam w Mrocznym Zaułku Mauville i muszę przyznać, że robił on wrażenie. Spodziewałam się tutaj jakiejś absolutnej ciemności, myślałam, że znów będę musiała używać Braixen w charakterze latarki. Tymczasem jednak było tu całkiem widno. Wszystko dzięki wszędobylskim neonom, które rozświetlały jedną z głównych ulic. Jak na opuszczoną czy upadającą dzielnicę, nie było tu tak źle. Owszem budynki sprawiały wrażenie zniszczonych i zaniedbanych, ale o dziwo, tętniło tu życie. Nie miałam pojęcia, czy było tak tylko podczas tej jednej nocy w miesiącu, czy może też na co dzień. Kolorowymi światełkami kusiły sklepy, w których można było zakupić wątpliwej jakości specyfiki dla Pokemonów. Na jednej z wystaw zauważyłam, że ktoś próbuje sprzedawać zwykle kamyki, pomalowane na różne kolory, reklamując je jako najlepsze Kamienie Ewolucyjne w całym Hoenn. Przez okno spostrzegłam, że pomieszczenie było całkiem puste, zatem nikt raczej nie nabierał się na ten trik.

Spodziewałam się tu mnóstwa ludzi i tak też było. Gdy przechodziłam obok wejścia prowadzącego do podziemnego metra, wypełza z niego przynajmniej pięćdziesiątka osób. W ich garderobach dominowały smutne i ciemne kolory: czarny, szary, brązowy czy granatowy. Inaczej było bowiem z ich fryzurami. Niemal co druga osoba, mężczyzna czy kobieta, miała postawnego irokeza, upstrzonego w jakąś ekstrawagancką barwę: różową czy zieloną. Cześć osób z kolei w ogóle nie miała włosów. Faceci z reguły byli silnie umięśnieni, podczas gdy kobiety przyozdabiały swoje twarze nadmierną ilością biżuterii, albo przynajmniej czymś, co miało ją przypominać. Odstawałam od nich. Pewnie dlatego przyciągałam mnóstwo gniewnych spojrzeń. Ludzie patrzyli się na mnie jak na zbłąkane, zagubione dziecko. Niektórzy oferowali mi nawet pomoc twierdząc, że odprowadzą mnie do mamusi. Gdy na swój własny, uprzejmy i przesłodzony sposób odmawiałam, ludzie niemal próbowali załatwić mnie samym wzrokiem. To nie było miejsce dla mnie. Nie zamierzałam się jednak poddawać i postanowiłam dalej ich obserwować.

Kierowałam się w stronę największego tłoku, licząc na to, że znajdę tam odpowiedzi na palące mnie pytanie. Jak mogłabym wzbogacić swój styl na scenie i odkryć swoje groźne ja? Po kilkunastu minutach zwiedzania, doszłam do czegoś, co przypominało ring bokserski. Ludzi było tutaj tak wiele, że nic nie widziałam. Musiałam się więc przepychać do pierwszych rzędów.

 – Przepraszam, przepraszam. – kłaniałam się, nadeptując na stopy kolejnych obserwujących wydarzenie. – Nic nie widzę! Przepraszam! Najmocniej przepraszam!

Gdy w końcu dotarłam do ringu spostrzegłam, że znajdują się tam cztery postacie. Dwójka Trenerów i dwa Pokemony. Nic dziwnego, pomyślałam. To pewnie tutaj toczą się najbardziej widowiskowe walki wieczoru. Po chwili dojrzałam istotny detal. Trenerzy mieli na rękach założone rękawice bokserskie. Na dźwięk gongu ruszyli na siebie, wraz ze swoimi Pokemonami. Hitmonlee bezlitośnie okładał kopnięciami przeciwnego Trenera, a z kolei jego Hitmonchan próbował właśnie przebić gardę partnera Hitmonlee. Ludzie walczą z Pokemonami, co za absurd, pomyślałam. Gdy Boksujący Pokemon pozbawił przytomności boksującego człowieka potężnym Focus Blastem, walkę przerwano. 

 – A może ty chcesz wystąpić? – krzyknął do mnie jakiś elegancko ubrany mężczyzna, rzucając w moją stronę różowe rękawice. – Wyglądasz na kogoś zwinnego, szybkiego i z ogromnym potencjałem! Odważysz się wkroczyć na PokéRing?

 – N-Nie! Dziękuję! – odparłam przerażona, ciskając w mężczyznę rękawice. – N-Nie lubię różowego!

Gdy ludzie zaczęli się ze mnie śmiać pomyślałam, że to dobry moment na mój taktyczny odwrót. Przeciskając się między nimi z powrotem, tym razem w drugim kierunku, w końcu udało mi się opuścić zbiegowisko. Wzięłam kilka głębszych wdechów i ruszyłam dalej. Spacerując po Zaułku dotarłam w końcu do budynku opuszczonej szkoły. Było jasne, że nikt jej już od dawna nie używa. Okna były powybijane, jedna trzecia części budynku zawalona, a na pozostałe ściany wpełzała obrzydliwa pleśń. Coś jednak nie dawało mi spokoju. Zdawało mi się, że słyszę odgłosy walki i komendy ataków. Obeszłam więc szkołę na około, docierając do boiska. Tej nocy służyło ono za arenę do walk Pokemon. Normalnych, zwykłych starć Pokemon kontra Pokemon. Bez żadnych udziwnień w stylu walczących Trenerów. To mogło być to. Postanowiłam poprzyglądać się trwającej potyczce. 

 – Weavile, Low Kick! – krzyknął rudowłosy chłopak, mniej więcej w moim wieku. – Bez litości! Złam mu golenie!

Przełknęłam ślinę. Nie słyszałam by ktokolwiek używał takich komend.

 – Nie tak szybko! – brzydko uśmiechnął się przeciwnik rudzielca. – Tyranitar! Poczekaj aż podejdzie i przywal mu swoim ogonem! Aqua Tail!

Kamienny Pokemon nie zdążył jednak wykonać kontry i upadł na jedno kolano, raniony Low Kickem Weavile’a. Mroczny Pokemon po udanym ataku, wbił pazury w ziemie i wykorzystując swoją prędkość zawrócił o 180 stopni.

 – Świetnie, Weavile! Zrób z niego bryłę lodu! Ice Punch!

 – Tyranitar! Złap go!

Tym razem Tyranitar zdążył i chwycił głowę Weavile’a w swoje łapska. Następnie zawył przeciągle w geście tryumfu i niemal pewnego zwycięstwa. 

 – Zmiażdż go! – krzyknął wygrywający Trener.

Nie mogłam na to patrzeć. Oni naprawdę walczą aż do takich ekstremów? Ten Tyranitar naprawdę zamierza… zmiażdżyć swojego przeciwnika? Przecież… przecież… po takim czymś nawet Siostra Joy nie będzie w stanie wiele zrobić. Muszę ich powstrzymać! Tak nie wolno!

 – A, a, a! – zaśmiał się rudowłosy. – To jeszcze nie koniec! Weavile, Substitute!

W miejscu zakleszczonego Weavile pojawiła się zielona maskotka, która momentalnie znikła, wybuchając kłębami puchu. Sam Pokemon przeskoczył nad Tyranitarem i znalazł się za jego plecami.

 – Dobrze! Teraz naostrz swoje pazury, Hone Claws!

 – Tyranitar! Jest za tobą! Odwróć się i szybko machnij ogonem! Aqua Tail!

 – Czas na nasz wielki finał! Weavile… wyrwij mu serce!

Dość. Mam dość, pomyślałam. Uciekam stąd. Nie chcę na to patrzeć. Nie mogę. Wolę być słodką i cukierkową Serenką, niż zostać kimś takim jak oni. Nawet jeśli to miałoby być tylko na scenie. Odwróciłam się i niemal z płaczem w oczach uciekłam. Postanowiłam opuścić to przeklęte miejsce jak najszybciej. Na domiar złego ludzi było jeszcze więcej niż przedtem. Biegnąc przed siebie co chwila wpadałam na jakiegoś rozjuszonego zbira. Po kilku minutach biegu zorientowałam się, że krążę w kółko. Zgubiłam się! Nie wiedziałam w którą stronę powinnam się udać. Wszędzie widziałam te szpetne, obrzydliwe twarze. Spróbowałam się uspokoić i wypatrzeć jakieś znajome elementy w otoczeniu. Wtem, przed oczyma mignęło mi coś różowego. Nie miałam pojęcia co to mogło być, ale było dla mnie jak światełko w tunelu. Różowe światło, jaśniejące w ten czarnej beznadziei. Musiałam za nim podążać. 

Okazało się, że ta różowa barwa to były… włosy Siostry Joy, która rozstawiła się w tej dzielnicy z polowym Centrum Pokemon. 

 – Serena? To ty? – zdziwiła się kobieta. – Co ty tu robisz?

 – Zna mnie pani? 

 – No, oczywiście! Jestem Siostrą Joy z Mauville, nie poznajesz mnie?

 – A, tak! Rzeczywiście, teraz już poznaję! – skłamałam. – Jestem tu… bo chciałam odkryć swoje drugie ja…

 – Drugie ja?

 – Tak! Uznałam, że jestem trochę zbyt słodka, a moje występy są na jedno kopyto. Liczyłam, że tutaj znajdę inspiracje, ale… A zresztą! Nieważne! Muszę się stąd wydostać! Proszę mi pomóc!

 – “Drugie ja…” Chyba cię rozumiem. – pielęgniarka zignorowała moje błaganie o pomoc. – Wybrałaś dobre miejsce. Ja też tutaj odkryłam swoje drugie ja…

 – Ja chcę do do… Słucham? Może pani powtórzyć?

Siostra Joy skinęła głową na zaplecze swojego pokemonowego ambulansu. Krzątał się tam Mienshao, który ze wszystkich sił próbował pomóc rannym Pokemonom. Robił to niezwykle sprawnie i z ogromną precyzją. Przez chwilę sądziłam, że jest lepszy od standardowej Chansey czy Audino.

 – Wiem o co chcesz zapytać… – uśmiechnęła się kobieta. – Czemu nie Wigglytuff, Chansey, Blissey czy Audino? Ano, widzisz… Nigdy nie mogłam się dogadać z tymi klasycznymi Pokemonami leczącymi, a próbowałam to robić niemal przez całe swoje życie. Ludzie często patrzyli na mnie krzywo, gdy w Centum, zamiast od razu wziąć się za kurację Pokemonów, ja zlecałam to zadanie właśnie Chansey, a sama wypytywałam się o szczegóły walk, w których te Pokemony zostały ranne. Wszystko skrzętnie notowałam, a gdy klienci wracali po odbiór Pokemonów, ja im tłumaczyłam co zrobili w danym starciu źle i jakich ataków powinni używać. Zmartwione Siostry widząc moje dziwne zainteresowanie, radziły mi bym udała się do Mrocznego Zaułka Mauville. Po tym co miałam tu zobaczyć, wszelka fascynacja walkami miała ze mnie zejść.

 – I co?

 – Jak się możesz domyślić, spotkałam tu Mienshao. Szybko odkryłam, że oprócz świetnych zdolności bojowych, Pokemon ten może też bardzo skutecznie leczyć. Jego poprzedni Trener używał go wyłącznie do walk, podczas gdy on za wszelką cenę chciał pomagać innym. Innymi słowy, był taki jak ja. Rozbity między swoim docelowym przeznaczeniem, a zainteresowaniami. Nie muszę chyba mówić, że dogadaliśmy się świetnie. Dzięki niemu jestem szczęśliwa.

 – A jaki to ma związek ze mną? – zapytałam zniecierpliwiona. – Nie widzę tu żadnych podobieństw.

 – Chciałam przez to powiedzieć, że jeśli nie będziesz otwarta na nowe doświadczenia to w twoim życiu nic się nie zmieni. A przecież chcesz, by coś się zmieniło, skoro tu przyszłaś, prawda?

 – Ale oni tutaj miażdżą sobie głowy i wyrywają serca! – wrzasnęłam oburzona. – Jak pani może to tolerować?!

Siostra Joy zarechotała i w tym momencie, jak na znak, podbiegło do niej dwóch mężczyzn. Byli to dokładnie ci sami Trenerzy, których przed chwilą oglądałam. 

 – Siostro Joy! – krzyknęli chórem. – Uleczysz nasze Pokemony?!

 – Z przyjemnością! – kobieta uśmiechnęła się. – Pokażcie je!

Zamknęłam oczy, spodziewając się jakiś drastycznych scen. Ciekawość jednak nie pozwalała mi być nieświadomą i wyjrzałam ostrożnie przez palce. Przede mną stał zarówno Tyranitar jak i Weavile. Zdziwiona podbiegłam do tego większego i zaczęłam go oglądać. Oprócz kilku zadrapań i siniaków, wyglądał całkiem normalnie.

 – On żyje! – krzyknęłam z niedowierzaniem. – Nie wyrwałeś mu serca!

Przeskoczyłam do Weavile’a, którego też dokładnie obejrzałam.

 – Głowa cała! A przecież chciałeś ją zmiażdżyć!

Mężczyźni i Siostra Joy parsknęli śmiechem, patrząc na mnie z niedowierzaniem.

 – Na serio uwierzyłaś w te groźby? – zapytał rudowłosy. – Przecież my nie mówiliśmy tego serio…

 – Właśnie! Po prostu w ten sposób wydajemy komendy! – zawtórował mu drugi trener. – To nasz unikalny… styl…

 – Styl…? – zamyśliłam się.

 – Chwila, Sereno… – uśmiechnęła się pielęgniarka. – Ty naprawdę myślałaś, że oni tak na poważnie? Po prostu podczas walki wstępuje w nich adrenalina i czasami powiedzą coś dziwnego, ale zapewniam cię. Ani oni, ani ich Pokemony nawet nie pomyśleli o tak niecnych czynach. Zresztą, ta dwójka to na co dzień aktorzy, więc musieli sobie trochę pograć… To co? Odwieźć cię do domu?

Potrzebowałam chwili na powiązanie faktów.

 – Nie! – zwróciłam się do mężczyzn. – Chcę go poznać! Chcę poznać wasz unikalny styl! Nauczcie mnie, proszę!

Mężczyźni zbledli, rudowłosy oblał się rumieńcem i przypominał teraz dorodnego buraka. 

 – Sereno! – skarciła mnie Joy. – Jesteś bezlitosna! To stare chłopy, a zobacz jak ich zawstydziłaś. Pozwól, że ja ci pomogę. Głównymi atrakcjami tej dzielnicy jest PokéRing, gdzie Trenerzy i Pokemony walczą na ringu, oraz PokéArena, gdzie prowadzone są standardowe walki Pokemon. Jako, że jesteś Koordynatorką, odradzam ci udział w walkach tego pierwszego rodzaju. Możesz pochwalić się niezwykłą urodą, co w twojej profesji jest ważne. A na ringu czasami i zęby lecą, wiec zabraniam ci tam wchodzić. Nie mniej jednak istnieje pewien mężczyzna, który przygotowuje początkujących do takich starć. Podczas treningów walczą oni z reguły z jakimiś kukłami, więc ryzyko obrażeń jest stosunkowo niskie. Tak się składa, że jest on moim dobrym znajomym, dlatego mogę załatwić ci jedną lekcję już teraz. O Arenie nie będę dużo mówić, bo to po prostu zwykła walka Pokemon. Jeśli się nie mylę, za chwilę powinien wystartować turniej walk podwójnych, w których zostaniesz sparowana z innym, losowym Trenerem by stoczyć walkę dwa na dwa z innym duetem. 

 – Czyli mam tylko dwie opcje?

 – Możesz zostać jeszcze ze mną. W sumie przydałaby mi się dodatkowa para rąk, gdyż mój asystent gdzieś przepadł. Podczas pracy w polowym Centrum będziesz miała okazję spotkać mnóstwo ludzi. Gdy będą czekać na kurację swoich Pokemonów, będziesz mogła zasypywać ich pytaniami czy poprosić o jakieś rady. Choć osoby tu przebywające mogą wydawać ci się straszni, w rzeczywistości jednak tak nie jest. Większość chętnie dzieli się swoimi doświadczeniami. W końcu spotykają się raz w miesiącu…

 – Dziękuję za pomoc! – uśmiech numer pięć. – W takim razie wybieram…

Spoiler

Dlaczego to teraz tak wygląda? Dowiesz się tutaj!

Wybór: Głosowanie z losowaniem (co to jest? kliknij tutaj)

Opcja 1: Serena skorzysta z uprzejmości Siostry Joy i uda się na trening, przeprowadzany pod czujnym okiem znajomej postaci z Kanto. Podczas tej aktywności dziewczyna oraz jej Pokemony będą uczyli się bokserskich ruchów, które potem mają nadzieję wykorzystać podczas Pokazów. W pewnym momencie jednak pojawi się nowe wyzywanie…

Opcja 2: Koordynatorka zignoruje zakaz pielęgniarki i stanie w śmiertelnie niebezpieczne szranki z innym Trenerem na ringu. Przeciwnik zadziwi czymś zarówno Serenę jak i widownie, co przyprze dziewczynę jeszcze bardziej do ściany…

Opcja 3: Serena stoczy walkę 2 v 2, podczas której sparowana zostanie z pewną osobą z bogatej rodziny. Para będzie musiała współpracować by pokonać swoich rywali, a Serena będzie miała okazję poobserwować ruchy mrocznych Pokemonów.

Opcja 4: Dziewczyna zgodzi się na pomoc Siostrze Joy i razem z nią, jej asystentem i Mienshao będą leczyć ranne Pokemony. Po jakimś czasie odwiedzi ich niezwykły klient.

Głosowanie trwa do najbliższego niedzieli, do godz. 23:59. Następna scena pojawi się we wtorek.

[collapse]
By |2018-05-03T19:10:19+00:00Maj 3rd, 2018|Na Skrzydłach Marzeń|15 komentarzy

15
Dodaj komentarz

avatar
8 Liczba wątków
7 Liczba odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najwięcej reakcji
Najgorętszy wątek
8 Komentujący
InesDiamondTigeraPiotrex125adminDiamondTigera Ostatni komentujący
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Ines
Gość
Ines

Ja wolę czwartą. Śmiesznie będzie. A i od czwartej można przejść tak naprawdę do każdej pozostałej!

Piotrex125
Gość
Piotrex125

Spoko muzyka admion. Naprawdę interesuje mnie gdzie ją znalazłeś. (myślałeś że nikt się nie skapnie?)

DiamondTigera
Gość
DiamondTigera

Wybrałam 2 opcję, by Serena oberwała :F

TheSylveon
Gość
TheSylveon

Biedna Serena 😀

Piotrex125
Gość
Piotrex125

Kurdeł! Nie pomyślałem!

DiamondTigera
Opiekun Postaci

Możesz cofnąć głos :F

Mewtwo
Gość
Mewtwo

Świeeeetne 😉

Enderus
Gość
Enderus

Nie mogę uwierzyć! Ja się nie zgadzam z takim rozdziałem do tej opowieści

Adam
Gość

POKEARENA!

TheSylveon
Gość
TheSylveon

Wybrałam trzecią opcję bo chce wiedzieć z kim będzie walczyć Serena