Na Skrzydłach Marzeń 5 – Scena 03


TOM II


CZĘŚĆ II


SCENA III



 – Jak ci idzie, Pancham? – zapytałam Pokemona. – Rozumiesz już ten… inny styl?

Zażenowany Pancham spojrzał na mnie z wyrzutem. Na łapkach założone miał bokserskie rękawice, które były na niego zdecydowanie za duże. Pokemon miał przez nie trudności z utrzymaniem równowagi, a podczas wyprowadzania ciosów zawadzał o podłogę. Jego przeciwnikiem była wyjątkowo wredna, drewniana kukła. Była skonstruowana w ten sposób, że po każdym przyjętym ciosie, “wyprowadzała” kontratak, z którymi mój Pancham średnio sobie radził. Gdy kolejny raz dostał drewnianą belką po karku, strasznie się zirytował i zaczął na mnie wrzeszczeć, okazując tym samym swoje niezadowolenie. 

 – Zaraz do ciebie dołączę… – ratowałam się uśmiechem, z trudem dźwigając wiadro z wodą. – Zostało mi zmyć jeszcze jedno pomieszczenie…

 – Jak się już z tym uporasz… – rzekł muskularny mężczyzna, z odsłoniętą klatką piersiową. – To nie zapomnij podlać kwiatów na parapecie. A, no i w zlewie uzbierało się trochę brudnych naczyń. Ci chłopcy, którzy byli tu przed tobą naprawdę umieli zjeść. Nic dziwnego, mężczyźni potrzebują energii!

 – Tak, panie Bruno! Zaraz się tym zajmę. – ukłoniłam się, kiwając głową na Panchama. –  Tymczasem, gdyby pan mógł pomóc Panchamowi… Chyba nie do końca podoba mu się pański trening. Wygląda na dość bolesny…

 – Nic się nie bój! – zachrypiał. – Dobry trening musi boleć! Jak boli to znaczy, że działa!

 – Nie jestem przekonana, czy do końca się zrozumieliśmy. Ja i Pancham występujemy na scenie. Rozumie pan? S-C-E-N-A! Nie ring! Nam nie potrzeba treningu siłowego, chodziło nam o coś innego…

 – Spokojnie! – mężczyzna klepnął mnie w plecy, pozbawiając tchu. – Będzie dobrze! 

Zażenowana, udałam się do następnego pomieszczenia. Nie tak się umawiałam z Siostrą Joy. Jej tajemniczym znajomym okazał się Bruno, wielki mięśniak, który kiedyś należał do Elitarnej Czwórki Kanto. Prowadził on w tej dzielnicy swoiste dojo, w którym trenował zarówno ludzi, jak i Pokemony. Gdy wyjawiłam mu cel, w jakim do niego przychodzę, ten uśmiechnął się i odparł, że ma idealne metody treningowe zarówno dla Panchama, jak i dla mnie. Początkowo nawet mnie to ucieszyło, jednak szybko okazało się, że moje szkolenie ograniczać będzie się do biegania z odkurzaczem, potem z mopem, a na końcu z konewką. Znosiłam te prace w pokorze i starałam robić się je jak najwolniej, gdyż w tym czasie Bruno trenował mojego Panchama. Przynajmniej do tego treningu podszedł profesjonalnie. Pokemon jednak nie pałał szczególnym entuzjazmem. Denerwował się, złościł i irytował. Od czasu do czasu zerkał na mnie z wyrzutem, jakby domagając się, żebym też z nim trenowała. Miał rację. Powinniśmy robić to razem.

 – Pancham, skup się! – ryknął nagle Bruno. – Za słabo trzymasz gardę! Przy każdym ataku, musisz spodziewać się kontry! Jesteś mały, powinieneś to wykorzystać! 

Pokemon splunął na podłogę i rzucił rękawice, odmawiając walki z głupią, drewnianą kukłą.

 – A więc kukła cię upokarza? Wolałbyś zmierzyć się z Pokemonem? – Bruno ponownie zaśmiał się w irytujący sposób. – Skoro sobie tego życzysz… Machamp, wychodź!

Przed Panchamem wyrósł olbrzymi, czteroręki Pokemon, który natychmiast demonstracyjnie napiął mięśnie. Jego Trener zrobił to samo. Musiałam przyznać, że dla mnie przynajmniej, wyglądało to komicznie. Pancham ponownie splunął na ziemie, nie odrywając jednak wzroku od Machampa. Powoli zaczynałam martwić się o mojego Pokemona. To mogło się źle skończyć. 

 – Muszę ci to przyznać. – powiedział Bruno. – Jesteś odważny! Niejeden Pokemon byłby przerażony, mając w perspektywie walkę z moim Machampem! Jesteś tego pewien?

Chciałam krzyknąć “Nie!”, ale sądząc po wyrazie twarzy Panchama, nie sądziłam by to zadziałało. Pokemon za to spokojnie kiwnął głową, zatarł ręce i przyjął postawę bojową. 

 – Ostrzegam, że nie będę się powstrzymywać! Prawdziwi wojownicy rodzą się tylko wśród bólu, łez i zgrzytania zębów! – zawył “prawdziwy wojownik”. – Machamp! Pokażmy mu jak silny jesteś! Nokaut pierwszym uderzeniem! Fissure!

 – Pancham, uważaj! – krzyknęłam z sąsiedniego pokoju. – Ten ruch…

 – Nie podpowiadamy! – warknął Bruno, trzaskając drzwiami. – On sam musi wiedzieć jak zareagować!

Nie mogąc otworzyć drzwi, spojrzałam przez dziurkę od klucza. Machamp napuchł cały jeszcze bardziej, jego skóra zmieniła kolor na czerwony. Właściwie wyglądało to, jakby się palił. Błyskawicznie zbliżył się do Panchama, próbując chwycić go w jedną z rąk. Pokemon uskoczył, odbijając się od bicepsa drugiej ręki. Poirytowany Machamp podskoczył i uderzył trzecią ręką z góry, o mało nie trafiając Panchama. Cios Machampa trafił jednak w drewniane panele, doszczętnie je niszcząc.

 – Oj! – zaniepokoił się Bruno. – Mam nadzieję, że Serena się na tym zna…

Pancham opadł na ziemie i wślizgiem próbował przemknąć pomiędzy nogami Machampa. Gdy już wydawało się, że mu się to uda, czteroręki Pokemon schylił się i wyciągnął go spod siebie. Trzymając go jedną ręką, drugą próbował wymierzyć cios. Pancham jednak wytworzył czarne pieścienie, korzystając z ataku Dark Pulse i cisnął je w oczy przeciwnika. Cios Machampa trafił w powietrze. To dało szanse Panchamowi na ucieczkę z żelaznego uścisku.

 – Jesteś niezły! – pochwalił go Bruno. – Zobaczymy jak poradzisz sobie z szybkością Machampa! Machamp, Dual Chop! Używaj go bez przerwy, dopóki nie trafisz! Chcę ocenić pracę nóg Panchama!

Mój Pokemon w odpowiedzi na atak przeciwnika, postanowił zastosować Arm Thrust. Choć był mniejszy, nie był tak samo zwinny jak Machamp. Na początku Pokemony wymieniały ciosy po równo, Pancham szybko jednak zaczął odstawać. Jego uderzenia stały się rzadsze, mniej precyzyjne i wolniejsze. W końcu Pokemon zaczął ograniczać się wyłącznie do uników. Choć te szły mu dość sprawnie, Machamp dzięki swojej dodatkowej parze rąk, wyprowadzał tak wiele ciosów na raz, że Pancham szybko się pogubił. Gdy udało mu się odskoczyć przed jednym ciosem, trafiał wprost pod drugi. Mimo, iż obserwowałam to wszystko przez dziurkę od klucza, udało mi się dojrzeć pewną zależność. Zdawało mi się, że umiem przewidzieć ciosy Machampa. Wtedy przypomniała mi się pewna walka Asha w Kalos. Szarpnęłam za drzwi, domagając się ich otworzenia. Za wszelką cenę chciałam pomóc swojemu Pokemonowi, tym bardziej, że chyba wiedziałam jak.

 – Bruno! – wrzasnęłam, rzucając mopem o podłogę. – Wypuść mnie! Trener i Pokemon powinni walczyć razem!

 – Nie ma mowy! – warknął. – Dobrze mu idzie! Jak cię zobaczy to się rozklei i nie będzie umiał się skupić!

 – Wypuszczaj mnie!

 – Powiedziałem, nie! Zaufaj mi! Prawdziwi wojownicy rodzą się w… 

 – B-Bruno?! – zapytałam. – Czemu przerwałeś? C-Coś się dzieje?!

 – T-Twój Pancham… – mężczyzna był wystraszony. – R-Robi coś dziwnego!

Po chwili usłyszałam jak w zamknięte drzwi coś stuka. Coraz głośniej i głośniej. W końcu hałas stał się nie do wytrzymania. Zobaczyłam, jak przez dziurkę od klucza do pomieszczenia sączy się jakieś dziwne, różowe światło. Bruno w końcu otworzył drzwi, a na mnie wpadła chmara blasku, która skumulowała się i weszła do Poke Balla Panchama. Dosłownie w tym samym momencie, z innej kulki wyszła Sylveon. Zaskoczona, spojrzała to na mnie, to na Bruna, obdarzając nas swoim, słodkim jak zwykle, uśmiechem. Natychmiast ponownie wezwałam Panchama, by sprawdzić czy nic mu nie jest. Pokemon pojawił się tuż obok mnie, założył ręce na biodra i dumnie spojrzał na Bruna. 

 – P-Pancham! Udało ci się! – krzyknął uradowany mężczyzna i radośnie rzucił się w kierunku mojego Pokemona. – Chodź no tu! Niech cię wyściskam!

 – Proszę uważać… – ostrzegłam cichutko. – Śliska po…

Nie zdążyłam dokończyć. Rozpędzony Bruno poślizgnął się, upadł na ziemie i leciał w stronę Panchama. Ten, zamiast ratować faceta w tarapatach, uskoczył tylko, chichocząc. Mężczyzna sunął po podłodze niczym po lodowisku, aż w końcu gruchnął w przeciwległą ścianę. Natychmiast spróbował podnieść się z niegodnej pozycji, ale gdy próbował ustać na obu nogach, na jego twarzy pojawił się grymas cierpienia. Może właściwie nie chodziło tu o ból, a bardziej o zażenowanie. Bruno podparł się o ścianę i bezradnie opuścił na niej do pozycji siedzącej.

 – Nic panu nie jest? – zapytałam z udawanym zatroskaniem, podchodząc do niego.

 – Nie, nie! – odparł. – Prawdziwi wojownicy rodzą się tylko wśród bólu, łez i…

 – Skręconych kostek? – dokończyłam.

 – Ta. Skręconych kostek…

 – Zanim pobiegnę po pomoc, dowiem się w końcu co tu zaszło?

 – Twój Pancham nauczył się nowego ataku… – wystękał Bruno, masując kostkę. – To Parting Shot.

 – Parting Shot? – zapytałam, szukając w PokeDeksie.

 – Parting Shot. – zabrzmiał metaliczny dźwięk.  – Atak statusowy typu mrocznego. Atakujący osłabia przeciwnika, a następnie samoczynnie wraca do swojego Poke Balla, powodując wybranie innego Pokemona.

 – A nie mówiłem, że mój trening będzie skuteczny? – rzucił mężczyzna. – Ciężka praca się opłaca!

 – Aha… – zignorowałam go.

Pancham warknął na niego gniewnie, jakby chciał powiedzieć, że to wcale nie była jego zasługa. Nauczył się nowego ataku, pomyślałam i zaczęłam się zastanawiać. Mojemu Pokemonowi tak bardzo brakowało mojej obecności i wspólnego treningu, że nauczył się ruchu, który sam go do mnie wraca. Byłam poruszona. 

 – Dobra, Pancham! – pogłaskałam go po głowie. – Starczy nam już tego miejsca! Pójdziemy po Siostrę Joy, a potem ruszamy w swoją stronę!

Pokemon posmutniał. Wskazując mi rękawice, leżace w kącie sali, domagał się treningu. Tym razem tylko ze mną, bez ingerencji Bruna.

 – Nie, Pancham! – uśmiechnęłam się. – Podczas twojej walki z Machampem coś zrozumiałam. Wydaje mi się, że jesteśmy coraz bliżej wynalezienia nowego stylu. Będzie on inny od tego, który już znasz, ale to wciąż będzie nasz własny styl. Potrzebuję tylko okazji, by móc go wypróbować. 

Pożegnawszy się z Brunem, skierowałam się w kierunku drzwi. Nagle usłyszałam wielką wrzawę za nimi. Zanim je otworzyłam, wyjrzałam przez okno. Przed wejściem stała grupa dziwnie ubranych osiłków. Po strojach stwierdziłam, że prawdopodobnie pochodzą z jakiegoś innego regionu niż Hoenn czy Kalos. Mężczyźni demonstrowali sobie jakieś dziwne ruchy, kopnięcia i ciosy. Przodował w tym czarnoskóry facet, o krótko przyciętych, rudych włosach. Stwierdziłam, że przed wyjściem dobrze będzie poinformować Bruna o tych dziwnych gościach. Słysząc ostrzeżenie, wstał, poprosił Panchama by rozwalił na kawałki kukłę, z którą przed chwilą walczył, a następnie zaczął używać jej w charakterze kuli. Gdy doczłapał się do okna, westchnął.

 – Nie jest dobrze… – skwitował. – Mówiono mi, że ponoć kręci się w pobliżu, ale nie dawałem temu wiary.

 – Trudno… – uśmiechnęłam się, nic z tego nie rozumiejąc. – Ja wychodzę!

Gdy podeszłam do drzwi, te świsnęły mi nagle przed nosem. Stał w nich ten sam rudowłosy mężczyzna. Zmierzył mnie wzrokiem, a następnie rozejrzał się po pomieszczeniu.

 – Bruno! – ryknął. – Pokaż się! Wiem, że tu jesteś!

 – Z szacunkiem proszę! – warknął nasz gospodarz, wychodząc zza drzwi. – Jestem Bruno, były członek Elitarnej Czwórki Kanto!

 – Phi! – syknął rudowłosy. – A ja jestem Marshal, AKTUALNY członek Elitarnej Czwórki Unovy! To stawia mnie ponad tobą!

 – Bardzo elitarnie nam się tu zrobiło… – powiedziałam pół-szeptem. 

 – Bruno! – mężczyzna ponownie zawył. – Przybyłem na mój obiecany rewanż! Gdzie twój Machamp? Wołaj go!

Przedstawiciel regionu Kanto demonstracyjnie odrzucił kulę i spróbował stanąć na obie nogi. Samo stanie nie sprawiało mu może tyle problemu, ale poruszanie się to była już zupełnie inna bajka. 

 – Uhuhu! Wielki Mistrz Bruno kuleje! – zaśmiał się gardłowo Marshal, po czym spojrzał na mnie. –  Któż ci to zrobił? Ta mała?

 – J-Jestem S-S-Serena… – chciałam się przywitać, ale zostałam tak zbesztana wzrokiem, że natychmiast zamilkłam.

 – Ta mała jest tu na treningu! – oświadczył Bruno. – Pokazywałem jej Panchamowi mistrzowskie techniki bokserskie!

 – Cały ty! Myślisz, że to, co kiedyś sprawdzało się w Kanto, będzie pasować do wszystkich Pokemonów! Otwórz oczy! Pancham to nie Hitmonchan! Conkeldurr to nie Machamp! Pokemony z innych regionów mają zupełnie odmienną naturę i zmuszając je do treningu po kantyjsku, tylko im szkodzisz! Sztuki walki muszą ewoluować!

Było trochę mądrości w słowach Marshala. Podczas treningu Panchama też miałam wrażenie, że średnio mu się to podoba. Zresztą sam fakt, że nauczył się Parting Shota o czymś przecież świadczył. Mój Pokemon również był pod wrażeniem unoviańskiego mistrza, gdyż przystanął do niego i założonymi rękoma kiwał głową, potwierdzając jego słowa. Na ten widok Bruno poczuł się trochę zmieszany. Nie za bardzo wiedział co ma robić. 

 – Sereno… – odezwał się w końcu do mnie. – Pomożesz mi w tej walce?

Zaniemówiłam. Pancham z kolei bardzo się naburmuszył na tą propozycję i wskazał łapą Marshala, chcąc pomóc raczej jemu.

 – Co tam, mały przyjacielu? – mężczyzna poklepał go po głowie. – Chcesz pokazać siłę walczących Pokemonów z Kalos?

Obaj wojownicy patrzyli na mnie, czekając na moją decyzję. Jak zwykle, nie wiedziałam co robić i musiałam się zastanowić. Bruno był naszym gospodarzem, przyjął nas pod swój dach, starał się wytrenować Panchama, choć nie za dobrze mu to wychodziło. Poświęcił mu swój cenny czas, no i przeze mnie skręcił sobie kostkę. Powinnam mu się jakoś odwdzięczyć, chociaż… to podlewanie kwiatków, zmywanie podłogi i sprzątanie powinno być wystarczającą zapłatą. Z drugiej strony Marshal wydawał się mieć lepsze podejście do Pokemonów, rozpatrując je indywidualnie. Od razu dostrzegł to, że Pancham potrzebuje szkolenia innego rodzaju, zobaczył w nim jego indywidualizm, co wyraźnie Pokemonowi zaimponowało. Ciężki wybór… W sumie to i tak miałam stąd już wychodzić, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by zostawić ich samym sobie. Mogłabym też ich zaskoczyć i wyzwać do walki i jednego i drugiego na raz. Wtedy miałabym idealną okazję, aby sprawdzić czy mój wymyślony przed chwilą styl, rzeczywiście ma szanse powodzenia.

Spoiler

Dlaczego to teraz tak wygląda? Dowiesz się tutaj!

Wybór: Głosowanie większościowe (co to jest? kliknij tutaj)

Opcja 1: Serena wstawi się za Brunem i w jego imieniu walczyć będzie z Marshalem.

Opcja 2: Serena wstawi się za Marshalem i w jego imieniu walczyć będzie z Brunem.

Opcja 3: Dziewczyna zaskoczy wszystkich i wyzwie do walki obu męzczyzn na raz.

Opcja 4: Dziewczyna zostawi mężczyzn samym sobie i odejdzie, szukając możliwości przetestowania swojego nowego stylu.

Głosowanie trwa do najbliższego czwartku, do godz. 23:59. Następna scena pojawi się w niedzielę/poniedziałek.

Przypominamy o startującym niedługo PBF-ie “Na Skrzydłach Marzeń”! Więcej info tutaj!

[collapse]
By |2018-05-08T14:15:27+00:00Maj 8th, 2018|Na Skrzydłach Marzeń|10 komentarzy

10
Dodaj komentarz

avatar
6 Liczba wątków
4 Liczba odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najwięcej reakcji
Najgorętszy wątek
7 Komentujący
PokeTramekTheSylveonKarolAliVixRobin55 Ostatni komentujący
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Karol
Gość
Karol

Tak na ogól wciąż nie widzę tutaj wyników głosowania ,że Serena miała zgłębiać swoje bardziej agresywne ja. Mam nadzieję ,że to jeszcze zobaczymy bo ten wątek nie został prawie o ogóle rozwinięty nie licząc wyprawy do mrocznego zaułka 😀 Ciesze się ,że pojawił tu się Bruno i o ile się nie mylę to takie mrugnięcie okiem do starych fanów pokemon. Kto oglądał tamten odc to wie o co chodzi 🙂

TheSylveon
Gość
TheSylveon

Bruno najlepszy !

AliVix
Gość
AliVix

A niech będzie “wyzwać ich obu”, bo inaczej się nie zdecyduję :v

AliVix
Gość
AliVix

Ech…. Nie umiem avatara ustawiać xD

Karol
Gość
Karol

Nie jest tak źle 😉

Robin55
Gość
Robin55

Z chęcią to czytam i czekam na kolejne

DiamondTigera
Opiekun Postaci

Pomóż Marshmallowi :F

PokeTramek
Gość
PokeTramek

Popieram

TheSylveon
Gość
TheSylveon

Chyba mi się nie podoba(oczywiście nie chce nikogo urazić). Takie trochę nudne więc wybrałam opcję 4 żeby Serena sobie poszła :). Ale chociaż był Bruno(najlepszy!).

Hiveli
Gość
Hiveli

Chyba opcje 3 i 4 są odwrotnie… W tym spoilerze