Na Skrzydłach Marzeń 5 – Scena 04


TOM II


CZĘŚĆ II


SCENA IV



 – Tak! Jestem pewna! – krzyknęłam po raz kolejny. – I powtarzam ponownie, nie traktujcie tego jak walki! Chcę coś po prostu sprawdzić!

 – Z-Zgoda… – pierwszy z osłupienia wyrwał się Bruno. – Twój Pancham jest całkiem silny, ale nie sądzę byś dała radę nam obu…

 – Hmph! – parsknął Marshal. – Przybyłem tutaj pokonać Bruno, a nie walczyć z nim ramię w ramię, ale niech ci będzie. Zaciekawiłaś mnie swoją decyzją…

Westchnęłam. Ciężko było przekonać tą dwójkę by sprzymierzyli się i walczyli przeciwko mnie. Ich niedowierzanie było bardzo irytujące. Czyżby wstydzili się, że dwóch… “prawdziwych wojowników”, wyzywa mała, wątła dziewczyna? Zresztą, tak jak im wspominałam kilkukrotnie, to nie miała być standardowa walka. Musiałam wypróbować mój nowy pomysł w praktyce, a wielkie i masywne walczące Pokemony były do tego idealnym celem. W trosce o dojo Bruna, musiałam ubłagać ich byśmy stoczyli ten pojedynek na zewnątrz, a nie tak jak oni chcieli, na ringu bokserskim. Niby istniała między nimi jakaś rywalizacja i różnica w poglądzie na treningu Pokemonów, ale obaj byli tak samo uparci, niczym blokujący drogę Snorlax.

 – Pancham… – zwróciłam się do Pokemona. – Przed chwilą walczyłeś z Machampem, teraz będziesz musiał to powtórzyć…

Pokemon oparł ręce na biodrach i kiwnął potwierdzająco głową. Emanowała od niego olbrzymia odwaga oraz duma z nowo nauczonego ataku. Stanął przede mną, rzucił wyzywające spojrzenie w kierunku Bruna i nakazał mu przywołanie Machampa.

 – To jednak nie wszystko… – kontynuowałam. – Będziesz musiał walczyć też z Conkeldurrem Marshala… W tym samym czasie…

Pancham posmutniał trochę. Nie wiedziałam czy to ze strachu lub niepewności, czy po prostu z czystej niechęci do walki z członkiem Elitarnej Czwórki Unovy. Wiedziałam bowiem, że Marshal okropnie mu zaimponował. Pokemon spojrzał na mnie, pomyślał chwilę, po czym z uśmiechem przystał na mój pomysł, choć wiedziałam, że nie za bardzo mu się podoba.

 – Jest jeszcze coś… – Pancham przeraził się perspektywy walki z trzema Pokemonami. – Nie, nie. Nie będzie trzeciego przeciwnika, ale… Tą walkę musisz stoczyć sam. Ty jeden przeciwniko Machampowi i Conkeldurrowi. Przynajmniej przez jakiś czas…

Pokemon wytrzeszczył oczy. Tego się najprawdopodobniej nie spodziewał. Myślał, że będzie to starcie dwóch na dwóch. Być może liczył na pomoc Braixen albo Sylveon, a ja pozbawiłam go złudzeń. Musiałam jednak coś przetestować…

 – Pancham! Nie było cię wtedy jeszcze z nami, więc nie będziesz wiedział o czym mówię. Gdy Ash walczył o swoją trzecią Odznakę w Shalour ubzdurał sobie pewną dziwną taktykę, która oczywiście mu nie wyszła, bo się do tego kompletnie nie nadawał, ale jeśli ją odpowiednio zmodyfikujemy…

 – Hej, hej! – warknął Marshal. – Walczymy czy gadamy?!

 – Nie popędzaj dziewczyny! – skarcił go Bruno. – Przygotowanie mentalnie jest bardzo ważne!

 – Hmph! A co ty możesz o tym wiedzieć?!

 – Już, już! – westchnęłam. – Jestem gotowa!

Wyjście z tą walką na zewnątrz działało no moją korzyść. Był środek nocy, toteż wszędzie było ciemno. Podwórko przed dojo Bruna było słabo oświetlone, a mój Pancham miał maskujące kolory. To w połączeniu z jego niewielkimi rozmiarami oraz szybkością, dawało nam niewielką przewagę. Chociaż wątpiłam by Pokemony moich przeciwników aż tak bardzo polegały na zmyśle wzroku. 

 – Pancham! Wybieram cię!

 – Machamp, pokaż wszystkim swoje bicepsy!

 – Wychodź, Conkeldurr! Tylko nie błaznuj tak jak ten pajac…

Conkeldurr i Machamp zwarli się w bokserskim uścisku i gotowi byli do okładania się po buziach. Widać było, że walczyli ze sobą przynajmniej kilka razy i byli swoistymi rywalami. Zanim Marshal i Bruno przemówili im do rozsądku i wyjaśnili w czym rzecz, miałam chwilę na przemyślenie swojej taktyki. Już wcześniej udało mi się rozgryźć ruchy Machampa. Szybko zrozumiałam, że największa zaleta czwororękiego Pokemona jest również jego wadą. Obie pary rąk przeszkadzały sobie nawzajem. Gdy Pokemon wykonał cios dolną parą łapsk, istniały wolne miejsca, w które nie mógł dosięgnąć już górną. To dawało pewną przestrzeń do manewrów i uników. Gorzej było z Conkeldurrem, którego właściwie nie znałam i nie wiedziałam jak zareagować. Uderzenie tymi kamiennymi filarami na pewno musiało boleć, choć sam zamach wymaga pewnie sporo miejsca.

 – Zaczynajmy! – wrzasnęłam w końcu. – Pancham! Musisz trzymać się jak najbliżej przeciwników! Im mniejsza odległość będzie was dzielić, tym bezpieczniej będzie ci walczyć!

Pancham spojrzał na mnie jak na wariatkę, potem popatrzył na przeciwników, pomyślał trochę, przeanalizował i przyznał mi rację. Następnie rozpędził się, by jak najszybciej dotrzeć do rywali.

 – Conkeldurr! – zagrzmiał Marshal. – Rzuć w niego!

Ogromny Pokemon wbił jeden z filarów w ziemię, a drugi uniósł nad głowę i z wielką lekkością cisnął nim pod nogi Panchama. Podwórze zanurzyło się w tumanach kurzu.

 – Pancham, skacz! 

 – Machamp, złap go! – Pokemon wynurzył się z kłębów dymu. – Circle Throw!

Partner Bruna chwycił Panchama za głowę, a następnie cisnął nim w kierunku Conkeldurra. Ten z kolei chwycił drugi z filarów i zamachnął się, jakby grał właśnie w PokéGolfa, przymierzając uderzenie w Panchama, który z kolei świsnął mu tylko przed oczami, wymijając kamienny “kij” niedoszłego golfisty. Najwyraźniej mrok działał jednak na moją korzyść. 

 – Świetnie, Pancham! – pochwaliłam go. – Teraz podbiegnij do Machampa, zmuś go do wysiłku i wytęż słuch! 

W tym momencie zaczęłam wybijać w dłoniach rytm. Pancham całkiem nieźle radził sobie z unikami Dual Chopów Machampa, miał już bowiem z tym doświadczenie, ale gdy w końcu zestroiłam swoje klaskanie i udało mi się opracować takt, odpowiadający uderzeniom Machampa, Pancham stał się nieuchwytny. Klaśnięcie w dłonie oznaczało nadciągający cios, a cisza szansę na wyprowadzenie kontrataku. Po kilku chwilach, mój Pokemon nauczył się tego rytmu na pamięć i unikał niemal wszystkich ciosów, a w każdej wolnej luce atakował Arm Thrustem.

 – To jeszcze nie wszystko! – krzyknęłam dumna z siebie, widząc Conkeldurra ruszającego z odsieczą Machampowi. – Pancham, Parting Shot!

Pancham wspiął się na swojego przeciwnika, serwując mu po drodze kilka lekkich ciosów, ale za to w czułe miejsca, w pachwinę, w brzuch czy pod żebra. Będąc już na głowie Machampa odskoczył w przeciwną stronę, pokazując mu język. Następnie zniknął w blasku różowawego światła i wrócił do swojego Poke Balla. Jego miejsce zajęła Sylveon i właśnie tu był problem. Pokemon pojawił się dokładnie w tym samym miejscu z którego znikł Pancham, czyli wprost pod uderzeniem rozwścieczonego Conkeldurra. Sylveon oberwała kamiennym filarem, który wgniótł ją w ziemie, aż zapiszczała z bólu.

 – Sylveon! Sylveon?! – wrzasnęłam zrozpaczona. – Sylveon, jesteś cała?!

Pokemon powoli podniósł się z ziemi i ledwo stojąc na nogach zasygnalizował, że jest gotów na ataku. Niestety nie dane było jej go wyprowadzić. Rozwścieczony Machamp buchnął w nią i potężnym Low Kickiem posłał ją w moją stronę. Dobiegłam do niej, próbując ocenić jej stan. Wyglądała na wycieńczoną, ale gdy chciałam wrócić ją do Poke Balla, ta odmówiła. Wtem wpadł mi do głowy pewien pomysł. Skoro nowy Pokemon, po użyciu Parting Shota, pojawia się dokładnie w tym samym miejscu, można to będzie wykorzystać.

 – Sylveon, mam pewien plan. – odparłam z uśmiechem, biorąc ją na ręce i sadzając obok siebie. – Odpocznij chwilę, ale obserwuj uważnie Panchama. Ze wszystkich moich Pokemonów, tylko ty będziesz w stanie to zrozumieć. 

Zaciekawiony Pokemon przekręcił pyszczkiem, a następnie usiadł obok mnie i oplótł moją rękę wstążką. To mogło się udać! Sylveony odczytują emocje Trenerów jeśli są z nimi połączeni, a o to mi właśnie chodziło. Uśmiechnęłam się do niej raz jeszcze, po czym ponownie wybrałam Panchama.

 – Pancham! Powtórka z rozrywki! – zakomunikowałam. – Tym razem skupmy się na Conkeldurrze!

Pokemon przytaknął i w mgnieniu oka znalazł się przy przeciwniku, a ja ponownie zaczęłam wybijać rytm. Ruchy Conkeldurra było ciężej przewidzieć, wbrew pozorom. Pokemon atakował wolniej, ale za to z większą siłą, często też zmieniał kierunek ataku. Pancham miał z nim dużo większe problemy. Jego filary były dużo większe niż pięści Machampa, dlatego uniki musiały być wyprowadzane zdecydowanie wcześniej. 

 – Conkeldurr! – warknął Marshal. – Przestań się z nim bawić! Kończmy to! Focus Punch!

 – Machamp! – zawtórował Bruno. – To my musimy zadać ostatni cios! Dual Chop!

 – Sylveon, wiesz już o co chodzi? – kiwnęła głową, a ja odwołałam ją do Poke Balla.

Conkeldurr cofnął się o krok, odrzucił swoje kamienne filary i zaczął gromadzić energię w swojej pięści. W tym samym czasie na Panchama szarżował Machamp, zasypując go gradem dzikich ciosów. Wiedziałam, że Focus Punch będzie wymagał chwili na naładowanie się, więc ponownie zaczęłam wyklaskiwać rytm, a Pancham przystąpił do swojego cudacznego tańca.

 – Pancham, teraz! Parting Shot!

Pokemon, nie przerywając swoich ruchów, znikł w różowym świetle i wrócił do mnie. W dokładnie tym samym miejscu znów pojawiła się Sylveon, z jedną zasadniczą różnicą. Od razu była w ruchu. Przejście z Panchama do Sylveon było płynne. Wyglądało to tak, jakby Sylveon kontynuowała taniec Panchama. Znajdując się pomiędzy Machampem, a Conkeldurrem po prostu wbiegła w tego pierwszego. Dual Chop Pokemona Bruna dosłownie odbijał się od Sylveon, która oplotła go wstążkami za barki, skoczyła i wylądowała tuż za nim, robiąc sobie z niego żywą tarczę przed Focus Punchem Conkeldurra.

 – Co ty wyprawiasz, kretynie?! – przejął się Bruno. – Jesteśmy w jednym zespole!

 – To ja kazałem atakować smoczym atakiem typ baśniowy? – zadrwił Marshal. – A no tak, zapomniałem. Wielki Bruno nie przywykł jeszcze do istnienia tego typu!

 – Przepraszam, że przerywam, ale… – skupiłam na nich swoją uwagę. – Sylveon! Hyper Voice!

 – Hyper Voice? – zapytał Mistrz z Kanto. – Ten atak typu normalnego?

 – Nic nam nie zrobi, chyba, że…

 – Tak! Dokładnie! “Chyba, że”! Hyper Voice mojej Sylveon jest typu baśniowego…

Nie skończyłam mówić, gdy nagle rozbrzmiała piękna, żywa i skoczna melodia. Zaczęłam przytupywać nawet nogą w jej rytm. Choć była trochę ckliwa i zbyt urocza, całkiem mi się podobała.

 – Co to za dziadostwo…?! – Bruno i Machamp zakryli uszy.

 – Aach! Takiego czegoś mogą tylko słuchać zakochane nastolatki! – głos Marshala był ledwie słyszalny. – Conkeldurr! Conkeldurr, słyszysz? Zrób coś! Wal filarami w ziemie!

Pokemon, który również nie gustował w takim typie muzyki, z wielkim trudem chwycił za swoją kamienną broń i zaczął uderzać nią w podłoże. Zrobił się przy tym straszny hałas, który w jakimś stopniu zagłuszył Hyper Voice Sylveon. Nie przejęłam się jednak i odwołałam moją partnerkę. 

 – Pancham, wychodź! – krzyknęłam radośnie. – Pancham! Pora to kończyć! Teraz wyobraź sobie, że to nie walka! To pokaz!

Pokemon kiwnął głową. 

 – W takim razie… otocz całą przestrzeń Stone Edgem! 

Pancham przyłożył jedną z łapek do ziemi i biegnąc po obwodzie koła, wytworzył kilkanaście olbrzymich kamieni, które szczelnie oplotły podwórze. Pokemon, dumny z siebie, wyzywająco spojrzał w oczy swoich przeciwników. 

 – Pancham! – zwołałam go. – Chodź tutaj!

Pokemon rozpędził się w moją stroną, a ja złożyłam dłonie. Gdy dobiegł, wskoczył na nie i pomogłam mu wzbić się w powietrze. 

 – Dark Pulse! Wyrzuć pierścienie na każdy z kamieni!

Pancham doskonale wiedział co zrobić i w kilka chwil na każdym skalnym ostrzu, wytworzonym przez Stone Edge, wisiał czarny pierścień. Przypominało to trochę zabawę dla dzieci, nie mniej jednak wyglądało bardzo efektownie, a to był dopiero początek. Istotną rzeczą w pokazach są kombinacje, których istnieje niezliczona ilość, dlatego tak bardzo mi się one podobają. Każdy Koordynator może wyrazić przez nie samego siebie. Ich wizualne efekty mogą być niezwykle zjawiskowe, a dwie takie same kombinacje nie istnieją. Można zatem powiedzieć, że praca Koordynatora przypomina trochę malowanie obrazu, a ja zamierzam własnie zamalować wszystko na czarno.

 – Teraz! – zawołałam, a Pancham zawył entuzjastycznie.

Mroczne pierścienie zaczęły się roztapiać, przekazując swoją czarnofioletową barwę do kamiennych ostrzy. Te natomiast zaczęły rosnąć wyżej i wyżej, a ich kontury kompletnie się rozmyły. Po chwili z połączenia Dark Pulse’a i Stone Edge’a powstał czarny puch, który zwalił się na ziemię i rozprzestrzenił po otoczeniu. Naszą małą arenę walki opanował totalny mrok. Nie była to zwykła ciemność, jaka panuje w nocy. Przypominała bardziej nicość, jakąś czarną dziurę. Czułam się jakbym unosiła się właśnie w jakiejś przestrzeni kosmicznej, pozbawionej gwiazd czy planet.

 – Co się dzieje, Machamp?! – spanikował lekko Bruno. – Nic nie widzę! Jesteś w stanie coś dostrzec?

 – Conkeldurr, nie przejmuj się tym! Skup się na dźwiękach! 

 – Pancham? – zapytałam. – W-Widzisz coś?

Pokemon potwierdził, a ja poczułam, że stoi tuż obok mnie. Zastanawiałam się jak to jest możliwe. Jego ewolucja była wprawdzie typem mrocznym i być może to przez to mógł dostrzec swoich przeciwników w tej nieprzeniknionej ciemności. 

 – Idź… – szepnęłam. – Podręcz ich trochę!

Usłyszałam cichy śmiech Pokemona. Kilka sekund później powietrze wypełnił odgłos ciosu, a następnie jęk Machampa. Po chwili dołączył do niego Conkeldurr, który najwyraźniej upuścił sobie filar na nogę. Pokemon Bruna ryknął, zamachnął się i przywalił w coś pięścią. Odpowiedzią na to był odgłos trzaskanego kamienia. 

 – Machamp, Dual Chop w Panchama!

 – Conkeldurr, nie stój tak! Seissmic Toss!

 – Pancham, uważaj!

Usłyszałam głos swojego Pokemona… tuż koło siebie. Za chwilę coś pociągnęło mnie za ubranie. Wytrzeszczyłam oczy, choć nic nie widziałam.

 – Pancham… – syknęłam. – To ty jesteś tutaj? To znaczy, ze oni… Jeszcze sobie coś zrobią!

Pokemon zarechotał wesoło, w ogóle nie myśląc o tym, by ich powstrzymać. Zanotowałam ledwie słyszalny szept. Najwidoczniej Bruno i Marshal próbowali obmyślić jakąś sprytną taktykę. Powinni chyba zrobić coś z tą ciemnością w pierwszym rzędzie, jednak nie sądziłam aby dali radę. Gdyby posiadali jakieś elektryczne, może psychiczne Pokemony, mieliby jakąś szansę, a tak to tylko…

 – Machamp! – usłyszałam nagle Bruna. – Fire Punch w Conkeldurra!

 – Conkeldurr! – tym razem to był głos Marshala. – Fire Punch w Machampa!

Pokemony wymieniły ciosy. Było to dla mnie niezrozumiałe. Czemu ranili siebie? Na pewno istniała w tym gdzieś jakaś logika, nie znałam się za bardzo na typowo walczących Pokemonach. Pancham zaśmiał się jeszcze głośniej, nie wiedział bowiem co go czeka. Zarówno Machamp jak i Conkeldurr rozświetlili się na czerwono, a ich skóra zmieniła barwę, zupełnie jakby płonęła. Wydawało mi się też, że stali się więksi. O dziwo, Pokemony nic nie robiły sobie z poparzenia. No tak! Podobny efekt zauważyłam przecież już wcześniej. Blask bijący od Pokemonów rozświetlił postacie Trenerów.

 – Prawdziwy wojownik… – zaczął Bruno.

 – …rodzi się wśród bólu, łez i zgrzytania zębów! – dokończył Marshal.

 – C-Co się stało?!

Mężczyźni zarechotali.

 – Guts to Zdolność naszych Pokemonów!

 – Będąc w tarapatach, takich jak paraliż czy podpalenie, stają się dużo silniejsi!

 – A towarzyszy temu właśnie ta ognista aura!

 – Jest to efekt uboczny, ale jak widzisz, tym razem się przydał!

 – Machamp, widzisz swój cel?

Pokemon kiwnął głową i ruszył w kierunku Panchama, który wybiegł mu na przeciw. Conkeldurr również nie próżnował i ciskając oba filary w Panchama, rzucił się do ataku. Pancham zręcznie uniknął pierwszego kamienia, natomiast drugi go przygniótł. Choć zdołał spod niego wypełznąć, tuż nad nim znalazł się Machamp, który wymierzył potężny Dual Chop, pozbawiając Panchama ledwo odzyskanej równowagi. Następnie dopadł do niego Pokemon Marshala i przytrzymując go jedną ręką, drugą obijał mu głowę Wake-Up Slapem, następnie odrzucił Panchama w moją stronę. Podbiegłam do niego. Otworzył oczy. Chciałam się spytać, czy da radę dalej walczyć, ale on sam dzielnie wstał, zmierzył przeciwników wzrokiem i ponownie na nich ruszył. Zauważając, że mrok zaczyna rzednąć, dźwignęłam się z ziemi i zaczęłam wybijać znajomy rytm. Wszystko szło dobrze zaledwie przez kilka sekund. Wycieńczony Pancham pogubił się w unikach, wpadając na Fire Punch Conkeldura i Cross Chop Machampa.

 – Świetnie, Conkeldurr! – zawył Marshal, imitując ruchy swojego Pokemona. – Skończmy to! Dynamic Punch!

 – P-Pancham! P-Parting Shot! 

Pokemon nie reagował. Leżąc na ziemi, beznamiętnie wpatrywał się w lecącą pięść przeciwnika. Gdy ta w niego gruchnęła, runął twarzą o piasek. I przestał się ruszać. Czym prędzej dopadłam do niego i ukucnęłam, przepychając się przez Walczące Pokemony. Gdy dotknęłam ręką jego głowy wydawał mi się taki zimny. Potrząsnęłam nim lekko. Zero reakcji.

 – Siostrę Joy! Zawołajcie mi Siostrę Joy!

 – J-Już pędzę! – zaniepokoił się Bruno.

 – Ja pójdę! – zaoferował Marshal. – Ty znajdź jakieś medykamenty! Na pewno masz ich tu trochę!

 – P-Poczekajcie… – zawróciłam ich.

Z otoczeniem zaczęło dziać się coś dziwnego. Rzedniejący mrok nagle ponownie zgęstniał i zaczął gromadzić się przy Panchamie. Czarnofioletowy puch kłębił się wokół mojego Pokemona i napierał na niego ze wszystkich stron. Pancham drgnął lekko. Poczułam na swojej twarzy przebijające się promienie poranka. Nie wiedziałam czy to przez to, ale z jakiegoś powodu wstąpiła we mnie nowa nadzieja. Pokemon ponownie drgnął, tym razem próbował nawet wspiąć się na łapki.

 – P-Pancham! – krzyknęłam uradowana i pomogłam mu wstać.

Stanął niemrawo na dwóch nogach, rozejrzał się po okolicy, w końcu zawieszając swe oczy na mnie. Mroczny energia, która się wokół niego zgromadziła, zmieniła kolor na krystalicznie biały. Pancham uśmiechnął się do mnie i puścił oczko. Następnie, spojrzawszy na Machampa i Conkeldurra, uniósł wzrok ku górze i zaczął uderzać łapami w swoja pierś, rycząc przy tym jak jakieś ogromne monstrum. W końcu cały się rozświetlił…

 – P-Pancham… – w moich oczach pojawiły się łzy. – Czy ty…

 – Czy on…

 – …ewoluuje?

Zabrakło mi tchu. Nie wiedziałam co mam myśleć. Dla mojej głupiej zachcianki posiadania mrocznego Pokemona, mój Pancham gotów był się poświęcić… Doskonale wiedziałam jak wygląda jego ewolucja i rzeczywiście, była typem mrocznym. Mroczno-walczącym dokładniej. Tylko czy… czy to na pewno fair? Czy Pancham naprawdę chcę tej ewolucji? Czy robi to sam z siebie czy tylko dla mnie? Pancham jest uroczym Pokemonem, a jego wdzięk i charyzma rozbójnika, często przydawały mi się w Pokazach. Jako Pangoro będzie inny… Jednak wciąż będzie moim Pokemonem, ukochanym partnerem…

Jeśli chcę zatrzymać ewolucję mam tylko jedną szansę i muszę zrobić to teraz. Czas posłuchać swojego serca. Czas podjąć decyzję…

Spoiler

Dlaczego to teraz tak wygląda? Dowiesz się tutaj!

Wybór: Głosowanie większościowe (co to jest? kliknij tutaj)

Głosowanie trwa do najbliższego czwartku, do godz. 23:59. Następna scena pojawi się w niedzielę.

Przypominamy o startującym niedługo PBF-ie “Na Skrzydłach Marzeń”! Więcej info tutaj!

[collapse]
By |2018-05-14T17:29:24+00:00Maj 14th, 2018|Na Skrzydłach Marzeń|29 komentarzy

29
Dodaj komentarz

avatar
8 Liczba wątków
21 Liczba odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najwięcej reakcji
Najgorętszy wątek
9 Komentujący
NetaroKarolInesAbsol123TheSylveon Ostatni komentujący
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Pandek123
Gość
Pandek123

Mam pytanie do pana admina. Czy wolisz ewolucję czy nie? 😛

Ines
Gość
Ines

Bezzzz ewolucji… zawsze pok musi ewoluować… czemu??? Raz niech to się cofnie!

TheSylveon
Gość
TheSylveon

Tak, bez ewolucji!

Pandek123
Gość
Pandek123

BEZ EWOLUCJI!!!!

Karol
Gość
Karol

Z ewolucją 😉

TheSylveon
Gość
TheSylveon

Bez ewolucji!

Absol123
Gość
Absol123

Ps.Jak się zgłosić do zespołu SM?Plis prosze o odpowiedź.

Piotrex125
Gość
Piotrex125

Tutaj wszystko wyjaśnione: http://forum.alola.pl/viewforum.php?f=67
Na razie chyba zapisy są wstrzymane, ale tylko na jakiś okres. To nie znaczy że nie możesz wysłać podania. 🙂

Absol123
Gość
Absol123

Dzięki

Absol123
Gość
Absol123

Mam nadzieje że ona go powstrzyma.Albo niech on chce ewoluować.

Absol123
Gość
Absol123

Nie wyobrarzam sobie pokazów z pangoro w zespole z sylveon i braixen.On nie pasuje ani do Sereny ani do pokazów.Mam nadzieje że Pancham zostanie.Nic go nie zastąpi.

Piotrex125
Gość
Piotrex125

,,Skoro Serena przyszła tu poznać swoje ,,drugie ja”, to chyba dobrze że jej słodki Pancham ewoluuje i doda troche grozy do pokazów. Po za tym to zwykłe fanfiction, więc nie masz się czego obawiać ?” Cytuję z dołu

Absol123
Gość
Absol123

Rozumiem,lecz po prostu pancham tak mi się podoba,że nie chce by się zmieniał

Pandek123
Gość
Pandek123

Piona, mi też

Ines
Gość
Ines

A czy teraz nie poznała swojego drugiego ja???
I admin musiałby się ostro napracować, by pokazać, że Pangoro jest zajebisty w pokazach. Niech panna lepiej zdąży na walkę o pierwszą wstążkę…

Netaro
Gość

Nie przeklinajmy 😛

Absol123
Gość
Absol123

Chciałabym by Serena złapała Espurra

Absol123
Gość
Absol123

Albo cokolwiek nowego i fajnego

TheSylveon
Gość
TheSylveon

No Espurr jest fajny

Absol123
Gość
Absol123

Niech złapie cokolwiek byle by by pasowało do niej?

TheSylveon
Gość
TheSylveon

Niech Pancham nie ewoluuje!

Pandek123
Gość
Pandek123

Właśnie niech nie ewoluuje! Ale prawnie tak nie będzie bo inni chcą ewolucji a to jest głosowanie większościowe a więcej głosów ma ewolucja 🙁

Pandek123
Gość
Pandek123

Pewnie*

Pandek123
Gość
Pandek123

Ehh teraz to zepsuliście inne wybory jeszcze były dosyć dosyć ale ten już nie. Ja nie chcę żeby pancham ewoluował! Mi się podoba taki jak jest. Panie administracji niech pan wróci starą wersję prosze. To już nie ma sensu

Pandek123
Gość
Pandek123

Więc ja przepraszam. Odchodzę z tego głosowania

Piotrex125
Gość
Piotrex125

Skoro Serena przyszła tu poznać swoje ,,drugie ja”, to chyba dobrze że jej słodki Pancham ewoluuje i doda troche grozy do pokazów. Po za tym to zwykłe fanfiction, więc nie masz się czego obawiać 😛

Hiveli
Gość
Hiveli

Serena, wciśnij klawisz B!!! xD