Rozdział I: Ultra Necrozma


Rozdział I

Ultra Necrozma!


Odgłosy walki usłyszałam już będąc w windzie. Gdy kabina nagle się zatrzymała, zamarło mi serce. Mimo, iż jeszcze kilka chwil temu byłam taka zuchwała i zdecydowana, teraz czułam jak opuszcza mnie odwaga. Pomyślałam sobie, że może lepiej byłoby, gdyby drzwi windy nigdy się nie otworzyły. Niech się jakoś zatrzasną, zawieszą czy odmówią posłuszeństwa. Te jednak jak na złość musiały działać bez zarzutu. Brzęczyk i metaliczny głos oznajmiły mi, że właśnie dojechałam na ostatnie możliwe piętro Megalo Tower. Już miałam nacisnąć guzik i zjechać na partner, wycofać się, uciec gdy nagle coś mnie zaniepokoiło. Zrobiło się strasznie cicho, a przecież jeszcze kilka chwil temu coś waliło, trzaskało i zgrzytało. Czyżby było już po wszystkim? To koniec? Kto zwyciężył? Oni czy Olśniewający?

Odsunęłam palec od kasety z przyciskami. Ostrożnie wystawiłam głowę zza windy i poleciłam swoim Pokemonom by za mną podążały. Powolutku wymsknęłam się z kabiny na stalowe schody oplatające wieże z zewnątrz. To one prowadziły na samiuteńki szczyt Megalo Tower, czyli dokładnie na miejsce gdzie powinna trwać właśnie walka. Musiałam być bardzo, bardzo wysoko. Przypomniałam sobie Dulse’a jak w Vast Poni Canyon, podczas przekraczania wąwozu po drewnianej kładce, mówił mi “Tylko nie patrz w dół”. Wtedy go nie usłuchałam i teraz też nie zamierzałam. Na dole nie zobaczyłam zupełnie nic. Ciemność. Absolutna, bezgraniczna ciemność. Sztuczne oświetlenie Megalopolis dawało tak słabe światło, że nie było go widać z tej wysokości. Zakręciło mi się w głowie tak, że musiałam mocniej ścisnąć poręcz.

Wtem drzwi windy z sykiem zamknęły się, a z środka usłyszałam dźwięk informujący, że kabina zmierza na sam dół. Starałam się nie panikować, lecz spostrzegłam, że mój Poipole wciąż znajdował się w środku, a przy mnie został tylko ten kudłaty Pokemon. Pogłaskałam go, a jego ogon znów zaczął wariować.

– Tylko spokojnie… – mówiłam sama do siebie. – To pewnie Dulse. Przemyślał swoje zachowanie i jedzie do mnie. Muszę na niego po prostu poczekać.

– Suuuun! – ktoś krzyknął, prawdopodobnie ze szczytu wieży i ponownie usłyszałam odgłosy starcia.

Tam się coś dzieje, oni wciąż z nim walczą. Co robić? Co robić? Jak teraz tu zostanę będę tego żałować do końca życia. W końcu po to tu przyszłam. Pokonałam pierwszy stopień schodów prowadzących na górę, potem drugi i trzeci. Przystanęłam. Spojrzałam jeszcze raz w kierunku windy, licząc na to, że zaraz wyjdzie z niej Dulse, Soliera czy Kapitan Phyco. Zamiast nich na to miejsce spadło coś wielkiego i niemal okrągłego. Całe rusztowanie schodów zatrzęsło się, a poręcze w miejscu uderzenia zaczęły się obrywać.

– Golem! – usłyszałam męski głos. – Nieee!

Przynajmniej ktoś ułatwił mi zadanie. Teraz droga jest tylko jedna. W górę.

– Idziemy! – przywołałam kudłacza i ruszyliśmy przed siebie.

Stopni było zdecydowanie zbyt wiele, a przez ich szerokość trudno było się wspinać. Ja średnio dawałam sobie radę, a co dopiero mój nowy przyjaciel. Próbowałam go nawet wziąć na ręce, ale niewątpliwie ważył więcej ode mnie. Nad nami wciąż słychać było dźwięki używanych ataków, przeraźliwe komendy wydawane kobiecym głosem i trochę spokojniejsze, wygłaszane przez chłopaka. Gdy dotarłam na szczyt, wreszcie go zobaczyłam. Był… przepiękny.


 

Smok, utkany ze skradzionego światła Legendarnych Pokemonów Aloli oraz dwójka Trenerów, prowadzących z nim nierówną walkę. Stawka była ogromna. Całe światło regionu zostało pochłoniętę przez tego potężnego stwora. Alola spowita była w ciemnościach. Jeśli tych dwoje tutaj polegnie, ich świat spotka dokładnie taki sam los jak nasz. Czemu Necrozma jest taki zły? Kapitan Phyco mówił, że przecież nie zawsze tak było. Nie miałam jednak czasu na zastanawianie się, czemu świetlisty smok wpadł w taki amok. Czym prędzej przycupnęłam za kawałkiem zniszczonej konstrukcji wieży, przyciągając do siebie mojego kudłacza, który dopiero teraz wyraźnie się przestraszył. Wystawiłam oczy i zaczęłam obserwować. Za chwilę może nastać wiekopomny moment, chociaż patrząc na stan walecznych Trenerów, miałam co ku temu poważne wątpliwości.

– Golisopod! – tuż obok mnie runął olbrzymi stwór z wieloma odnóżami, który momentalnie zamienił się w smugę czerwonego światła. – Wracaj!

– Sun, zostały nam dwa Pokemony! – zaalarmowała zdyszana dziewczyna w słomianym kapeluszu. – I to są TE Pokemony…

– Wiem, Moon! Wiem! – odparł chłopak, przykładając Poke Ball do czoła. – I wiem też, że mimo wszystko, zawsze możemy na nie liczyć!

– Ch-chyba masz rację! – Trenerka wyprostowała się dumnie, strząchając z siebie kurz.

– Lycanroc! – powiedzieli oboje w tym samym czasie. – Wybieram Ciebie!

Obok nich pojawiły się dwa, przypominające wilki stworzenia. Z tego co zrozumiałam nazywały się tak samo, jednak wyglądały trochę inaczej. Jeden z nich był czerwono-biały i poruszał się na dwóch łapach, drugi zaś był kremowo-biały i wolał stąpać po ziemi wszystkimi czterema kończynami. Oba Pokemony zawarczały drapieżnie, najpierw na Necrozmę, a potem na siebie nawzajem.

– Nasze Lycanroki nie lubiły się już przed ewolucją – zaśmiała się Moon. – A teraz będą musiały ze sobą współpracować w walce o taką stawkę. Kto by pomyślał…

– Wiesz, Moon… – chłopak zarumienił się. – Ja też za tobą na początku nie przepadałem. A teraz? Zwyciężymy razem albo zginiemy razem. Kto by pomyślał!

– N-Nie… Nie zginiemy! – dziewczyna zaplotła warkocz na palec. – Dobrze, ze nadaliśmy im inne imiona. Inaczej by się nam myliły!

– Racja! – Sun uśmiechnął się. – Zróbmy to razem! Saito, do boju!

– Taiga, gotowa?

Trenerzy spojrzeli na siebie nawzajem. Identycznie zachowały się ich Pokemony.

– Stone Edge! – krzyknęli jednocześnie.

Z lewej i prawej strony Necrozmy wystrzeliła kanonada olbrzymich, kamiennych głazów, uformowanych w niby-ostrza, które zmierzały wprost w świetlistego smoka. Olśniewający odskoczył na jedną stronę i opancerzoną nogą roztrzaskał atak Północnego Lycanroka. Następnie obrócił się gwałtownie, wykonując zamaszysty atak ogonem, który bezproblemowo unieszkodliwił drugi atak. Necrozma rozdziawił paszcze, w której zaczęła kumulować się energia przybierająca kolory tęczy.

– O nie! – zmartwiła się Moon. – To znowu to…

– Photon Geyser, roto! – zawołało małe czerwone urządzenie, latające nad głowami Trenerów. – Poziom niebezpieczeństwa niewyobrażalnie wysoki! Zalecana ewakuacja, roto!

– Pff! – fuknął Sun. – Mówiłeś to i przy poprzednim razie, a my wciąż żyjemy!

– Taiga, użyj Accelerock by tego uniknąć!

– Saito, stój! – rozkazał chłopak. – Wbij pazury w posadzkę i użyj… teraz! Protect!

Kula energii wystrzeliła z pyska potwora wprost w stojące przed nim Pokemony. Południowy Lycanroc w jednej sekundzie zniknął i pojawił się za plecami Necrozmy. Północny zaś przyjął na siebie całą siłę ataku. Byłam przekonana, że już po nim. Gdy światło towarzyszące temu manewrowi przygasło, dostrzegłam Lycanroka chłopaka otoczonego wielkim, niebieskim bąblem. Wyglądało na to, że nie odniósł żadnych obrażeń.

– Świetnie, Taiga! – pochwaliła ją Trenerka. – Teraz, Iron Tail!

– My też nie będziemy próżnować, druhu! – zawtórował jej Sun. – Użyj Stealth Rock!

Ogon kremowego Lycanroka wyprostował się, błysnął metalicznym światłem i uderzył w świetliste ciało Necrozmy. W tym samym momencie wokół stwora pojawił się okrąg lewitujących kamieni, który kilka chwil potem zniknął. Smok, wyraźnie niezadowolony, zaczął szykować się do ataku. Rozpostarł skrzydła, wyciągnął szyję i już miał wyprowadzać kontratak, gdy nagle coś wybuchło. Necrozma przechylił się na bok. I znowu coś huknęło. Za chwilę jeszcze raz i jeszcze.

– Moon, nie stójcie tak!

– A-Aa… Nie spodziewałam się! – dziewczyna była zdumiona pomyślną strategią chłopaka. – W porządku, Taiga! Teraz Crunch!

Pokemon kłapnął zębiskami, próbując wgryźć się w Necrozmę. O dziwo, było to bardzo efektywne. Smok runął na ziemię, zwijając się z bólu. To koniec! Udało im się! Necrozma został pokonany! Światło wróci na Alolę i być może do Megalopolis też! Puknęłam się w czoło. Gdzie się podziały moje maniery? Ktoś musi im podziękować, uścisnąć dłonie, przytulić i opatrzyć ich Pokemony. A z całej populacji mojego świata to ja byłam najbliżej! Wypełzłam więc zza kamiennej zasłony.

– Hej! – krzyknęłam i natychmiast zamilkłam.

Coś zgrzytnęło po ziemi, długo i przeciągle. Z przerażeniem uniosłam wzrok. W ślad za mną poszli Trenerzy. Necrozma ponownie stanął na nogi i zawył złowieszczo. Byłam pewna, że całe Megalopolis i cały Ultra Świat go teraz słyszą. Zobaczyłam jak na twarzach Trenerów maluje się niedowierzanie. Ich Lycanroki momentalnie zbladły. Smoka zaś otoczyła pulsująca, pomarańczowa aura. Szpony na skrzydłach stały się większe, a pazury na nogach jakby bardziej ostre. Miałam również wrażenie, że światło, z którego był utkany, było teraz jaskrawsze. Necrozma trzepnął skrzydłami, zrywając z głowy słomiany kapelusz Moon. Lycanroc Suna stracił równowagę i uderzył w niego. Ten jednak przekręcił głową z uśmiechem, zapewniając, że nic mu się nie stało. Południowy Lycanroc zdążył natomiast zaprzeć się pazurami, warcząc przy tym wściekle.

– Moon…? – zapytał chłopak. – Pamiętasz te aury, które otaczały Totem Pokemony?

– Aha… – potwierdziła dziewczyna.

– To jest chyba to samo…

 

By |2018-03-01T13:44:04+00:00Luty 25th, 2018|Ósmy Kolor Tęczy|1 Comment

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Liczba wątków
0 Liczba odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najwięcej reakcji
Najgorętszy wątek
1 Komentujący
Piotrex125 Ostatni komentujący
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
Piotrex125
Gość
Piotrex125

Theme Ultra Nekrozmy jest świetny.???