Rozdział II: Gasimy światełka!


Rozdział II

Gasimy światełka!


Necrozma nie czekał. Wzbił się w powietrze, wykręcił beczkę, a następnie odwrócił się w stronę Lycanroków. Jego górna para skrzydeł zrobiła się nagle czarna, a on sam zaczął pikować prosto na Pokemony. Stwór nie tylko wyglądał groźniej niż poprzednio. Zdawało mi się, że stał się szybszy, bardziej zwinny i silniejszy. Mimo iż starałam się wytężać wzrok, przykładać uwagę do każdego detalu tak, abym mogła to później opowiedzieć innym, wszystko trwało ułamki sekund, a mój mały mózg nie nadążał z myśleniem.

– Counter! – usłyszałam nagle, a chwile potem powietrze wypełniło skomlenie.

Gdy tumany kurzu opadły, ujrzałam jak Sun biegnie do swojego Lycanroka, głaszcze go, dziękując mu za wspaniałą walkę. Dla odmiany, wyglądało na to, że Pokemon Moon nie ucierpiał. Zamiast tego był wielce zdziwiony, podbiegł do Suna i zaczął obwąchiwać swojego pobratymca. Wyglądał na bardzo zmartwionego.

– Spokojnie! – powiedział Sun, klepiąc Lycanroka Moon po głowie. – Wyjdzie z tego!

– Sun… N-Nie wiem co powiedzieć… – Moon niemal zalała się łzami. – Nie musiałeś tego robić… Nie musiałeś.

– Nie musiałem, ale chciałem. – uśmiechnął się chłopak. – I Lycanroc też na pewno chciał, choć teraz tego nie przyzna.

– D-Dziękuję… – dziewczyna odwróciła się w stronę Necrozmy i wykrzyczała przez zęby. – Ty obrzydliwa, przerośnięta świetlówko! Myślisz, że możesz tak bezkarnie wpadać do naszego świata, kraść słońce i księżyc, niszczyć nasze życia i ranić naszych przyjaciół?! Niedoczekanie!

Moon wyciągnęła ręce przed siebie, stukając w czarną bransoletę, którą miała na nadgarstku. Ta rozpromieniała natychmiast żółtym blaskiem. Lycanroc dziewczyny momentalnie znalazł się koło niej, wyprostował się i podniósłszy lewą przednią łapę do góry, przybrał odpowiednią pozycję. Widać było, że wiedział o co chodzi.

– Zróbmy to! – krzyknęła Moon. – Niech twymi pazurami pokieruje moc Z-Pierścienia, by niczym Góra Hokulani na Ula’ula, rozdarły bezkresne niebo! SPLINTERED STORMSHARDS!

Blask bransolety w tym momencie przeskoczył z nadgarstka dziewczyny, wprost na Lycanroka. Pokemon zawył przeciągle, niemal tak samo strasznie jak Necrozma sprzed chwili. Konstrukcja Megalo Tower zaczęła drżeć. Wszelkie luźne kamyki, skały czy oderwane elementy budowli zadrżały i powoli unosiły się ku górze. Zupełnie jakby reagowały na wycie Pokemona i były mu posłuszne.  Miałam wrażenie, że Lycanroc przyciąga do siebie kamienie znajdujące się i na samym dole wieży. Każdy z nich zajął z góry określoną pozycję w powietrzu, przykrywając całe pole bitwy dziurawym cieniem.

– Moon! – zawołał chłopak. – Wiem, że to Z-Atak i w ogóle, ale chyba to nie wystarczy…

Necrozma, jakby rozumiejąc jego słowa wzbił się w powietrze, chcąc uniknąć ewentualnej kolizji z kamieniami. Najwidoczniej wyciągnął jakieś wnioski z wcześniejszego Stealth Rocka. Kamiennych przeszkód było jednak tak dużo, że Legendarny Pokemon miał olbrzymie problemy z manewrowaniem. Poirytowany, zaczął strącać uparte skały za pomocą machnięć skrzydłami i ciosów ogona. Jednak w miejsce wybitych kamyków, natychmiast pojawiały się nowe. Necrozma zrozumiał, że musi pokonać Lycanroka, które je kontroluje. W jego paszczy znów pojawiła się kula tęczowej energii.

– Wiem co robię! – dziewczyna naburmuszyła się. – Lycanroc… Teraz…

Świetlisty smok był jednak szybszy. Wystrzelony Photon Geyser zniszczył część kamieni dzielących go od Lycanroka, dając mu trochę więcej miejsca na atak. Necrozma błyskawicznie złożył się do potężnego Night Slasha, który bezpośrednio trafił jego przeciwnika. Siła uderzenia była tak wielka, że Pokemon przetoczył się między Sunem i Moon, lecąc wprost na skraj dachu wieży.

– Złapię ją! – krzyknął bohatersko Sun.

Chłopak rzucił się pędem za bezradnym Pokemonem, ledwie wyhamowując przed krawędzią, wyciągnął dłoń i chwycił… powietrze. Lycanroc, w akompaniamencie żałobnego skamlenia i pisku Moon stoczył się w przepaść. Dziewczyna znalazła się tuż obok Suna, spojrzała w bezkresną ciemność, którą mieli pod sobą i zaczęła szlochać.

– Lycanroc! – przecierała łzy z policzków. – Lycanroc! Taiga! Ja… straciłam cię!

– Moon! Moon! – chłopak potrząsnął nią. – Wiem, że ci ciężko, ale… Musimy to skończyć!

– Niby jak?! Nie mamy już więcej Pokemonów! Poza tym… Zawiodłam ją! Zawiodłam jako Trenerka! Zresztą… co ja mówię?! Nie mam prawa nazywać siebie Trenerką!

Wszystkie kamienie, które zostały sprowadzone na górę przez Lycanroka Moon, zaczęły nagle opadać, przysparzając problemów zarówno im jak i Necrozmie. Północny Lycanroc Suna, mimo skrajnego wyczerpania, dobiegł do swojego Trenera i próbował chronić towarzyszy, używając ruchu Protect. Wiedziałam, że nie wytrzyma tak zbyt długo. Musiałam coś zrobić. To był mój czas. Wiem, że nie powinnam się wtrącać, gdyż po pierwsze miałam inne rozkazy, a po drugie nie miałam doświadczenia w walkach Pokemon. Poza tym patrząc na Necrozmę, ogarniał mnie strach. Coś jednak nie pozwalało mi stać teraz bezczynnie.

– Kudłaczu… – poklepałam Pokemona po głowie, westchnęłam. – To będzie nasza pierwsza wspólna walka…

Wtem stało się coś niespodziewanego. Usłyszałam szczeknięcie. Nie, to było raczej warknięcie. Na początku było bardzo cichutkie, myślałam nawet, że mi się przesłyszało. Drugi raz był głośniejszy i bardziej zdecydowany.

– Moon! – Sun klepnął ją w ramię.

– Zostaw mnie! – odparła ciągle szlochając. – To koniec…

– Moon! Słyszysz?!

Kolejne szczeknięcie, tym razem dużo lepiej słyszalne.

– Czy to… – dziewczyna wychyliła się za krawędź wieży. – To… niemożliwe!

W ścianę budowli dosłownie wbity był Lycanroc. Zaparł się mocno pazurami, których używał do wspinaczki, niczym wybitni turyści wędrujący na szczyt Góry Lanakila. Pokemon, gdy tylko dojrzał twarz swojej Trenerki, natychmiast przyśpieszył kroku. Lycanroc Suna nie dawał sobie już rady z ochranianiem Trenerów. Jego osłony były niepełne, przez co Sun oberwał odłamkiem skalnym w nogę. Necrozma również znajdował się pod gradobiciem kamieni. Nie wyrządzały mu one może zbyt wielu szkód, ale przynajmniej zajmowały jego uwagę.

– Myśl, Moon! Myśl! – mówiła do siebie dziewczyna. – Musi być jakiś sposób… Aha! Lycanroc, słyszysz mnie?!

Pokemon szczeknął potwierdzająco, pokonując następne kilkanaście centymetrów wspinaczki.

– Lycanroc! Puść się! – zaskoczyła go Trenerka. – Użyj Accelerock by wspiąć się po spadających kamieniach! Tak będzie szybciej!

Partnerka dziewczyny usłuchała i w kilka susów znalazła się tuż obok Moon. Trenerka wstała z kolan, wyprostowała się, spojrzała na swojego Pokemona i potwierdzająco kiwnęła głową.

– Jeszcze raz! Użyj Accelerock by wspiąć się jeszcze wyżej!

Lycanroc przeskakiwał na kolejne kamienie, a poprzednie starał się kopać w stronę Necrozmy, co dodatkowo go irytowało. Parę skoków później, wilk znalazł się dobre kilkanaście metrów nad świetlistym smokiem. Przeskakując na trochę większy głaz, przycupnął na nim i zawył przeciągle. Wszystkie obecne jeszcze odłamki zwróciły się ostrymi czubkami w stronę Legendarnego Pokemona i ruszyły na niego z wściekłością.

– Świetnie Lycanroc! – Moon dyszała ciężko. – A teraz… gasimy światełka! Skocz na Necrozmę! Użyj Accelerock by nabrać prędkości, a następnie skończ to! Crunch! Nie oszczędzaj zębów!

Zobaczyłam tylko smugę brązowawego światła uderzającą z góry w Olśniewającego. Potem coś huknęło, zatrzęsło się chyba całe Megalopolis. Impet uderzenia był tak wielki, że zwalił mnie z nóg. Mój kudłaty towarzysz zaoferował mi pomóc, próbując dźwignąć mnie z ziemi. Przetarłam oczy ze zdumienia. Nie dowierzałam im. Światło, które przez ostatnie kilkadziesiąt minut walki niemal oślepiało, teraz całkiem zgasło. Po przepięknym świetlistym smoku zostały tylko kawałki czarnego metalu.

– Zrobiłaś to, Moon!

– Udało mi się dzięki tobie, Sun!

Dwójka Trenerów rzuciła się sobie w ramiona, a chwilę potem odskoczyła od siebie jak poparzona. Oboje oblali się obfitym rumieńcem. Ponownie spojrzałam na Necrozmę…. Leżał na ziemi, kompletnie bez ruchu. Tuż obok niego dyszał zmęczony Lycanroc, niezwykle dumny z wykonanej roboty. A więc stało się. Necrozma został pokonany! Tym razem już na poważnie. Nie mogłam dłużej kryć ekscytacji! Musiałam się ujawnić! Zresztą i tak bez mojej kamiennej zasłony, na pewno zdążyli mnie już przyuważyć. Wybiegłam więc do nich.

– Spisałaś się! – dziewczyna i jej Lycanroc przytuliły się do siebie. – Zasłużyłaś na solidny odpoczynek i ogromną kość!

– P-Pokonaliście go! – wskazałam palcem. – Pokonaliście Necrozmę!

– A co ty tu robisz, dziewczynko?! – zapytała Moon. – Tu było bardzo niebezpiecznie!

– J-Jestem w wieku Suna… – zawstydziłam się.

– Daj spokój, Moon! – powstrzymał ją chłopak. – Ja ją znam! Jesteś… jesteś….

– Jestem Zossie! Należę do Ultra Recon Squadu! – zameldowałam wesoło, kątem oka spostrzegając Dulse’a, Solierę oraz Kapitana Phyco. – I mam przechlapane na bardzo długi czas…

By |2018-03-01T13:39:44+00:00Luty 25th, 2018|Ósmy Kolor Tęczy|0 Comments

Dodaj komentarz

avatar
  Subskrybuj  
Powiadom o