06. Hai, Sensei!

Alola!

Zapewne zdecydowana większość z Was niedawno zakończyła swoje zmagania w roku szkolnym, być może niektórzy ruszyli już na zasłużone wczasy bądź się do nich właśnie przygotowują. W każdym bądź razie przed Wami dwa bądź trzy miesiące błogiego lenistwa. Wiedzcie jednak, że nie wszyscy maja tak dobrze. I nie, nie chodzi mi tutaj o studentów przygotowujących się do kampanii wrześniowej. Mam tu na myśli naszych japońskich rówieśników, którzy w momencie publikacji tego wpisu wracają dopiero do domu, po dniu ciężkiej i żmudnej pracy. Mamy świadomość, że nie powinniśmy przypominać Wam o szkole w wakacje, ale doszliśmy do wniosku, że lepiej zrobić to na ich początku niż na końcu. A zatem witajcie w szóstym wpisie z naszego “japońskiego” cyklu. Jego ostatnia odsłona ukazała się… rok temu, zatem mamy teraz dobry pretekst do jego kontynuacji! ^^

W anime Sun & Moon po raz pierwszy w historii serii Ash uczęszcza do szkoły. Jeśli oglądacie inne anime, na pewno wiecie, że jest to bardzo popularny motyw w japońskich “kreskówkach”. Szkolne życie często jest motorem napędowym, nadającym sens życiu animowanych bohaterów. Nawet w najbardziej absurdalnych produkcjach, gdzie do czynienia mamy z kosmicznymi mocami, tajemniczymi stworzeniami, magią, wampirami i czym tylko dusza zapragnie, motyw szkoły może być dość mocno zaznaczony. W Pokemonach jest troszkę inaczej, gdyż przygody Asha nie ograniczają się tylko do Wyspy Melemele i klasy Profesora Kukui, która, swoją drogą, jest bardzo nieliczna. We wpisie postaramy się rzucić nieco światła na system edukacji w Japonii, skupiając się głównie na jego początkowych szczeblach. Zamiast stawiać tylko na suche informacje, przyjrzymy się życiu japońskiego ucznia, porównując je z naszymi realiami. W podsumowaniu zestawimy sobie różnice w oświacie, a na koniec chciałbym, abyście sami się zastanowili, czy warto zamienić szkołę, którą znacie, na jej japoński odpowiednik. Zaczynajmy!

System edukacji w Japonii

Struktura pierwszych trzech etapów edukacji w Japonii

Japoński system nauczania dzieli się na cztery etapy:

  • shōgakkō – odpowiednik naszej “starej” podstawówki, nauka trwa tu 6 lat, a dzieci rozpoczynają ją w wieku 6 lat;
  • chūgakkō – nasze “stare” gimnazjum, podobnie jak u nas, nauka trwa tu 3 lata;
  • kōtōgakkō – podobnie jak wcześniej, odpowiednik naszego liceum ogólnokształcącego, młodzi Japończycy uczą się tutaj również przez 3 lata;
  • daigakuuniwersytet, trwa 4 i więcej lat, w zależności od stopnia, o który stara się student.

Rok szkolny

Rok szkolny w Japonii zdecydowanie różni się od naszego. Japończycy zdają się bardzo poważnie traktować pracę, co znajduje odzwierciedlenie już w początkowych etapach ich edukacji. Zanim przejdziemy do konkretnych informacji, wspomnę tylko, że japońskie dzieci spędzają w szkołach więcej czasu niż my, a ich system edukacji jest momentami bezlitosny, wymagając od uczniów niezwykłej wytrwałości i zaciętości.

  • rok szkolny rozpoczyna się 1 kwietnia, a kończy 30 marca, niezależnie od stopnia edukacji;
  • średnia ilość dni szkolnych w ciągu roku wynosi 210, choć większość szkół, ze względu na liczne festiwale i zajęcia kulturowe, dodatkowo rozszerza je o kolejne 30 dni; daje to nam zatrważającą liczbę 240 dni szkolnych, podczas gdy w Polsce jest to zaledwie 180 dni;
  • uczniowie chodzą do szkół od poniedziałku do piątku, choć w niektórych szkołach praktykowane jest nauczanie również w soboty.

Tak jak widzicie, żywot japońskiego ucznia nie jest taki różowy, mimo iż zaczyna się w okresie kwitnienia japońskich sakur, czyli drzew wiśni. Dzieci spędzają w szkole dwa pełne miesiące więcej niż my, muszą brać udział w różnego rodzaju aktywnościach pozalekcyjnych, a w dodatku niektórzy uczęszczają do szkół także w soboty, mając zaledwie jeden pełny dzień na odpoczynek. Skoro już przy wolnym jesteśmy, przyjrzyjmy się feriom Japończyków. Mają oni bowiem tylko trzy dłuższe wypoczynki w ciągu roku:

  • 6-tygodniowe wakacje zaczynające się w połowie lipca i trwające do początku września;
  • ferie zimowe w okresie od 26 grudnia do 7 stycznia;
  • krótką przerwę po zakończeniu roku.

Dla porównania, my mamy:

  • 2-tygodniowe ferie;
  • przerwę bożonarodzeniową, która przy dobrych wiatrach może trwać i przeszło 2 tygodnie;
  • przerwę wielkanocną, trwającą zwykle 6 dni;
  • 9-tygodniowe wakacje;
  • weekend majowy;
  • inne święta okolicznościowe, takie jak Dzień Niepodległości, Wszystkich Świętych, Boże Ciało, Trzech Króli czy nawet Dzień Nauczyciela.

Jak widzicie, wcale nie mamy tak źle. Zdajemy sobie sprawę, że jak dużo by tego wolnego nie było, zawsze będzie nam go mało. Jednak jeśli kiedykolwiek złapie Was podobna myśl, przypomnijcie sobie wtedy o Waszych rówieśnikach z Japonii. Oni to dopiero mają przerąbane! ^^

Różowe sakury zwiastują początek roku szkolnego w Japonii

Życie japońskiego ucznia

Żywot młodego Japończyka, przynajmniej z naszej perspektywy, nie jest usłany różami. Wystarczy, że wspomnę o pracy domowej zadawanej na ferie, a nawet wakacje, a już zaczyna robić się niesmacznie, prawda? Jednak to jeszcze nie wszystko!

Lekcje

Standardowy szkolny dzień w podstawówce trwa 6-7 godzin lekcyjnych, które dzielą z reguły 5-minutowe przerwy i jedna dłuższa, przeznaczona na drugie śniadanie czy też obiad. Każda klasa ma swoją… cóż… klasę, do której przychodzą nauczyciele od poszczególnych przedmiotów. Nie wiem, czy dalej tak jest, ale za moich czasów to my musieliśmy latać do klas nauczycieli. Japończycy podchodzą do szkoły bardzo poważnie. Opuszczają zajęcia jedynie w wyjątkowych sytuacjach, takich jak poważna choroba. Dzieci nawet rzadko kiedy spóźniają się na lekcje i niemal gdy tylko wejdą do klasy, są gotowe do chłonięcia nowej wiedzy. U nas, zanim rozpoczną się zajęcia, uczniowie muszą się usadowić, potem jest szansa na zgłoszenie nieprzygotowania, sprawdzenie listy i zrobienie kawy przez panią nauczycielkę.

Jedną z rzeczy, która podoba mi się w japońskim szkolnictwie, jest sposób prowadzenia zajęć. Japończycy wierzą, że najlepszą metodą utrwalania wiedzy jest przekazywanie jej komuś innemu. W ten sposób dany materiał można przyswoić ponoć w 90%, podczas gdy naturalne, “nasze” metody pozwalają ogarnąć go zaledwie na 40%. Wyobraźmy sobie zatem lekcję zapewne uwielbianej przez Was matematyki. Pan czy Pani wypisuje na tablicy jakiś przykład i każe samemu go rozwiązać w zeszycie. Gdy zgłasza się pierwsza osoba, nauczyciel podchodzi do niej i sprawdza poprawność wykonania zadania. Jeśli jest ono dobrze, uczeń wstaje i idzie do… kąta. Gdy następna osoba podnosi rękę, sygnalizując wykonanie zadania, to nie nauczyciel, a ów pierwszy uczeń podchodzi do niej i sprawdza jej pracę. Jeśli jest to potrzebne, wprowadza odpowiednie poprawki i korekty. W ten sposób dzieciaki uczą się jednej i tej samej rzeczy, wpierw samemu ją rozwiązując, a potem pomagając w tym innym. Nie ma się co dziwić, że potem więcej zostaje w głowie. Jeśli już jesteśmy przy matematyce, uczeń piątej klasy podstawówki, czyli jedenastolatek, jest podobno w stanie rozwiązać układ równań z kilkoma niewiadomymi. Jeśli tego jeszcze nie mieliście, musicie uwierzyć mi na słowo, że nie jest to takie trudne, jak brzmi i po odpowiednim przygotowaniu polscy uczniowie też daliby radę to zrobić.

Klasa w japońskiej podstawówce

W “podstawówce” i “gimnazjum” dzieci nie mogą uciec od nauczyciela nawet podczas przerwy na posiłek. Zarówno uczniowie, jak i wychowawca jedzą razem w klasie. Ma to służyć wspólnej integracji i zacieśnianiu więzi, jak również dawać nauczycielowi okazję do wykładu na temat zdrowego odżywiania się. To zjawisko bardzo dobrze widać było w niektórych odcinkach Sun & Moon, gdzie Ash i reszta zsuwali ławki ze sobą i wspólnie jedli tzw. bentō.

Zajęcia pozalekcyjne

Wyobraźmy sobie, że własnie zabrzmiał ostatni dzwonek. Co robimy? Przebieramy się i czym prędzej uciekamy ze szkoły! Zapewne tak to wygląda w przypadku większości polskich uczniów, zapewne tak wyglądało to w przypadku mnie. Jednak w Japonii jest nieco inaczej. Dzieciaki, chcąc czy nie chcąc, muszą angażować się w różne zajęcia pozalekcyjne. Warto teraz wspomnieć o wyposażeniu szkół. Niemal każda placówka posiada swój własny gabinet lekarski z personelem medycznym, bogate wyposażenie sportowe, bibliotekę, najczęściej kilka boisk, a ponad 3/4 szkół ma swój własny basen. Tak wiele rzeczy wymaga stosownej opieki, którą zajmują się… uczniowie. Może z wyjątkiem jakichś specjalistycznych prac, wszyscy uczący się w danej szkole Japończycy są za nią odpowiedzialni. Zamiatanie podłóg, sprzątanie sali, konserwacja sprzętu, szorowanie łazienek, zajmowanie się szkolnymi zwierzakami czy roślinami – wszystko to leży w obowiązkach uczniów. W szkołach niemal nie zatrudnia się oddzielnego personelu do tych rzeczy. Nie spotkamy tam zatem żadnej “pani woźnej”.

Sprzątanie po lekcjach

Można by pomyśleć, że 6-godzinny dzień zajęć da się jakoś przeżyć. Nawet wliczając w to te dodatkowe obowiązki, powinno nam zostać jeszcze kilka wolnych godzin, które moglibyśmy przeznaczyć na zabawę, prawda? Cóż, nieprawda. Przynajmniej dla większości japońskich uczniów, którzy swoje popołudnia spędzają na warsztatach zajęciowych, czyli, powiedzmy, korepetycjach. Choć termin “egzamin wstępny” w Polsce pojawia się głównie dopiero na studiach, to w Japonii występuje on niemal przed każdym szczeblem systemu edukacji. Rodzice starają się, by ich pociechy dostały się do najlepszego gimnazjum, a potem liceum. Wysyłają je więc na zajęcia dodatkowe, za które z reguły muszą płacić niebagatelne sumy. Widok maluchów wracających do domu wieczorem nie dziwi tam więc nikogo. Podsumowując, wyobraźcie sobie zatem, jakbyście każdy powszedni dzień spędzali na nauce, zaczynając o 8 rano, a kończąc o 19-20. O zgrozo! Mnie osobiście przerażałaby taka wizja!

Egzaminy

Egzamin wstępny. Bardzo powszechna fraza w Japonii. Jak wspomnieliśmy wcześniej, są one niemal wszędzie. W skrajnych przypadkach nawet przed przyjęciem do szkoły podstawowej. Co ciekawe, zarówno w japońskiej podstawówce, jak i gimnazjum i liceum, promocja do następnej klasy jest automatyczna, nie zdarza się, żeby jakiś uczeń powtarzał rok. Każda szkoła ma na celu przygotowanie do egzaminu wstępnego na następnym szczeblu edukacyjnym, który tak naprawdę jest największym sprawdzianem dla wszystkich uczniów. Dostanie się do renomowanej szkoły o wysokim miejscu w rankingu jest w teorii gwarantem dobrej pracy w przyszłości bądź zwiększa szansę na pójście na studia.

Egzaminy wstępne

Szczeble systemu edukacyjnego

Przedszkola

Przedszkola i żłobki nie wchodzą w skład oficjalnego systemu edukacji, jednak ponad 90% dzieci w wieku do pięciu lat korzysta z tych instytucji. Co ciekawe, większość japońskich maluchów chodzi do przedszkoli prywatnych, które z reguły uważane są za lepsze niż publicznie. Mimo iż w przedszkolach dzieci głównie “uczą się przez zabawę”, już na tym etapie są one przyzwyczajane do współzawodnictwa. Rodzice, wysyłając swoje pociechy do prywatnych placówek, chcą zapewnić im jak najlepszy start w “wyścigu szczurów”, który rozpoczną wraz z pierwszą klasą podstawówki.

Shōgakkō

Japońska podstawówka trwa dokładnie tyle samo lat co nasz “stary” odpowiednik, czyli 6 lat. Dzieci, które skończyły szósty rok życia mają obowiązek uczęszczania do szkoły. Większość rodziców posyła je do podstawówek publicznych, choć istnieją również prywatne, na które często trzeba zdać specjalne egzaminy wstępne! Trudno w to uwierzyć, ale dzieci zaczynają ze sobą rywalizować już na samym początku swojej edukacji. Nie jest to może taki rodzaj współzawodnictwa jak w jakiejś sportowej konkurencji. Chodzi tutaj bardziej o presję społeczeństwa. Gdy taki maluch rozpocznie naukę w podstawówce, przestaje się z reguły przedstawiać swoim wiekiem. Nie mówi “Jestem Ash i mam dziesięć lat”, tylko “Jestem Ash i jestem uczniem piątej klasy podstawówki”. Wygląda na to, że w japońskiej kulturze pozycja społeczna jest najważniejsza, nawet na pierwszych etapach rozwoju japońskich dzieci.

Czego jak czego, ale japońskiemu szkolnictwu nie można odmówić dobrego zorganizowania. Nauka w podstawówkach jest bezpłatna, a potrzebne podręczniki i ćwiczenia finansuje Ministerstwo. Nie wiem, jak jest z tym teraz, ale za czasów mojej edukacji rodzice musieli wydawać porządny pieniądz na książki. Dodatkowo plecak wypełniony stertą książek był zdecydowanie za ciężki. Japońskie pomoce naukowe są z reguły kompaktowe i łatwe w użyciu. Klasa liczy średnio około trzydziestu uczniów, a kadrę nauczycielską tworzą z reguły kobiety czy świeżo upieczone absolwentki uniwersytetów. Do władzy, jak to w Japonii bywa, pchają się za to panowie, dlatego widok “Pani Dyrektor” jest z reguły bardzo rzadki. Sytuacja kobiet w Kraju Kwitnącej Wiśni ulega jednak poprawie, więc, drogie panie, nie traćcie wiary! ^^

Pierwsze trzy lata podstawówki kładą nacisk na wychowanie i maniery. Dzieciaki uczą się szanować innych ludzi, zwierzęta i otaczającą ich przyrodę. Dowiadują się, co to szczodrość, współczucie czy empatia. Wyrabiają sobie charakter i pewność siebie, uczą się nad sobą panować, a także próbują wykształcić w sobie poczucie sprawiedliwości. Podstawówka kładzie główny nacisk również na pisanie i czytanie. Maluchy muszą nauczyć się hiragany i katakany w pełni, jak również poznać pierwsze tysiąc znaków kanji, co wcale nie jest taką łatwą sztuką. O japońskim “alfabecie” pisaliśmy w poprzednich odsłonach tego cyklu.

Przedmioty w japońskiej podstawówce:

  • język japoński;
  • nauki społeczne;
  • arytmetyka;
  • nauki ścisłe;
  • (dodatkowe) zajęcia techniczne, muzyczne, domowe, fizyczne;
  • (dodatkowe) moralność.

Co ciekawe, japońskie szkoły podstawowe wysyłają do rodziców pierwszaków specjalne listy, w których informują, jakich zachowań ich pociecha powinna być nauczona, zanim rozpocznie pierwszy rok swojej edukacji. Przykład na poniższym obrazku.

Pierwszak powinien:

  • aktywnie słuchać, gdy ktoś mówi;
  • grzecznie się witać i odpowiadać głośno na zadawane pytania;
  • siedzieć prosto;
  • mieć świadomość, że to, co należy do innych, nie jest jego;
  • ustawiać ładnie buty w szafce;
  • mieć schludne i niewygniecione ubranie (najczęściej jest to mundurek);
  • zachować porządek na biurku;
  • chodzić wcześnie spać i budzić się bez pomocy rodziców;
  • jeść zdrowe śniadania;
  • zawsze myć zęby;
  • nigdy nie oszukiwać;
  • nie urażać innych dzieci;
  • pomagać innym z ich problemami;
  • nie obgadywać kolegów;
  • bawić i uczyć się ze wszystkimi, a nie tylko z ulubionymi;
  • nie bawić się samemu;
  • przebywać dużo na świeżym powietrzu;
  • przepraszać za swoje błędy.

Jak widzicie, wymogów jest sporo, a niektóre są ciężkie do spełnienia nawet dla dorosłego człowieka, inne są moim zdaniem po prostu dziwne. Wiadomo, że nie zawsze udaje nam się mówić wyłącznie prawdę, a i chętniej spędzamy czas z tymi osobami, które po prostu lubimy. Zatem zmuszanie nas do bawienia się ze wszystkimi na siłę wydaje mi się być kiepskim pomysłem. Również zakaz samodzielnej zabawy by u mnie osobiście nie przeszedł.

Chūgakkō

“Gimnazjum” w systemie japońskiego szkolnictwa obejmuje trzy lata nauki i jest ostatnim obowiązkowym etapem w kształceniu młodego Japończyka. Po zdaniu tej szkoły, czyli w wieku 15 lat, uczniowie mogą od razu przystąpić do poszukiwania pracy. Jednak prawie 96% z nich kontynuuje naukę w liceum. Podobnie jak było to w przypadku podstawówki, istnieją placówki publiczne i prywatne. Kadra nauczycielska również ulega znacznej zmianie. 2/3 nauczycieli to mężczyźni. Gimnazjum w Japonii zaliczają wszyscy, nie ma możliwości nie zdania do następnej klasy. Klasy w “gimbazie” są liczne, często sięgają około 40 uczniów. Nauczanie opiera się głównie na działaniu w niewielkich zespołach. Na tym etapie edukacji duży nacisk kładzie się na język angielski, który staje się coraz popularniejszy wśród młodych Japończyków.

Kōtōgakkō

“Liceum”, czyli miejsce, w którym z reguły rozgrywają się przytoczone na początku tekstu anime. Szkoły średnie wyższego stopnia nie są obowiązkowe i w związku z tym są odpłatne. Zarówno prywatne, jak i publiczne. Sumy, które muszą płacić rodzice za każdy rok liceum wynoszą średnio, w przeliczeniu na złotówki, ok. 17 tysięcy w przypadku placówki publicznej i 35 tysięcy w przypadku prywatnej. Zatem za cały okres licealnej edukacji rodzice płacą od 55 do 110 tysięcy złotych. Możecie sobie wyobrazić, jak kolosalna suma to jest. Miesięcznie wychodzi to od 1,4 do 2,8 tys. złotych. A do tego dochodzą również inne koszta, które muszą ponosić rodzice. Podsumowując, rok w japońskim liceum publicznym kosztuje więcej niż rok studiów na polskich uczelniach. Istotnym elementem w wyborze liceum przez młodych Japończyków jest ranking szkół, tworzony na podstawie ilości absolwentów, którzy dostają się do renomowanych uczelni wyższych. Nie trzeba nawet wspominać, że szkoły prywatne zajmują w tym zestawieniu górne miejsca, dlatego tak wielu uczniów chce się do nich dostać.

Po pierwszym roku w japońskim “liceum” uczniowie wybierają kierunek, w którym chcą się dalej kształcić: ogólny bądź specjalistyczny. Pierwsza opcja przygotowuje ich do egzaminów wstępnych na studiach i traktuje praktycznie o wszystkim, natomiast druga to taki trochę odpowiednik naszej “zawodówki”, gdzie Japończycy są kształceni w kierunku wykonywania odpowiednich zawodów. Ponad 70% uczniów decyduje się jednak na studia, a pozostałej części liceum pomaga w znalezieniu zatrudnienia, dlatego procent bezrobocia w tej grupie wiekowej jest wyjątkowo niski. Uczęszczanie do liceum wiąże się z pewnym rygorem, który muszą spełniać uczniowie. Często dotyczy on również ich życia pozaszkolnego. Nie wspominając o obowiązku noszenia mundurków, Japończycy muszą się odpowiednio zachowywać, nosić godne fryzury czy podejmować tylko określoną pracę dorywczą. Również sposób, w jaki bawią się w swoim wolnym czasie jest ściśle definiowany przez szkołę.

Piekło egzaminacyjne

Koniec liceum jest początkiem tzw. piekła egzaminacyjnego, podczas którego uczniowie starają się dostać do najlepszych uniwersytetów w Japonii. Prawdopodobnie większość z Was nie przeżyła jeszcze “sesji”, więc to uczucie będzie Wam obce, dlatego postaram się to trochę wytłumaczyć. W czasie egzaminacyjnego piekła Japończycy niemal całkowicie poświęcają się nauce, zakuwając od świtu do zmierzchu. Pomimo nieustannego wkuwania, przerywanego jedynie na modlitwę przy ołtarzach shinto, ponad dwie trzecie niedoszłych studentów odpada już na wstępie. Egzaminy na japońskie uniwersytety polegają głównie na popularnej zasadzie “zakuj i zapomnij”, dlatego coraz częściej są one krytykowane przez opinię publiczną. Uważa się, że japoński system edukacji kształci sobie trutnie, które w przyszłości mają stać się idealnymi pracoholikami. Zabija się w ten sposób kreatywność młodych Japończyków, skazując ich na gnicie w korporacjach po dwanaście (lub więcej) godzin dziennie. Statystyczny Japończyk w ciągu roku bierze jedynie 8 dni wolnego, a zwolnienie chorobowe jest tam tak rzadkie, jak zwycięstwo naszych piłkarzy w meczu fazy grupowej na mundialu. Przejście przez egzaminacyjne piekło gwarantuje jednak pewną nagrodę, czyli wakacje życia. Takim terminem określa się okres studiowania w Japonii. Ludzie uważają, że jest to czas na złapanie ostatniego oddechu przed zanurzeniem się w wir pracy.

Ritsumeikan Uji High School (Uji, Kyoto, Japan).JPG

Ritsumeikan Uji High School

University of Tokyo

Przykład japońskich mundurków

O-soji (sprzątanie) w szkołach

Podsumowanie

Uff! Udało nam się dobrnąć do końca tego tekstu. Jeśli wytrzymaliście – gratulacje. Cały wpis został oparty na wykładzie z PJA (link niżej) oraz zagranicznych artykułach, które, łagodnie mówiąc, mogą być trochę podkoloryzowane. Czytając komentarze pod wymienionymi źródłami, nabrałem przekonania, że rzeczywistość w pewnym stopniu odbiega od tego, co zostało w nich opisane. Osobiście przyznam, że chciałbym chociaż na miesiąc wcielić się w rolę japońskiego nauczyciela (bo na ucznia jestem już za stary ^^), by zobaczyć, jak to wszystko funkcjonuje w praktyce.

Wydaje mi się, że japoński system edukacji na pewno nie sprawdziłby się w Polsce, gdyż w zasadzie jest on warunkowany przez styl pracy Japończyków. Jak zostało wcześniej wspomniane, japońskie szkoły zdają się przyzwyczajać swoich uczniów do bycia pracoholikami. Wyobraźcie sobie teraz, że nagle nakazują, aby w Polsce wszyscy dorośli pracowali po 12-14 godzin dziennie, przez 6 dni w tygodniu. Na pewno całkiem szybko pojawiłby się jakiś bunt. Być może zabrzmi to trochę zbyt krytycznie, ale w Japonii dzieciaki od najmniejszych lat są nauczani, że żyje się po to, by pracować, a praca jest sensem życia. Być może dlatego są oni w stanie wytrzymać taki styl życia. Mimo iż w kontraktach często zapisaną mają pracę po 8h dziennie, na większości stanowisk zmienia się to w 12 bądź więcej godzin. Również japońska kultura jest ukierunkowana na pracę, doprowadzając do takich skrajności, że szeregowy pracownik wychodzi z pracy dopiero po swoim przełożonym, bo przecież inaczej byłoby “niekulturalnie”.

Dzieciaki niemal od małego uczą się przez całe dnie, często spędzając je najpierw w szkole, a potem na jakichś dodatkowych zajęciach czy korepetycjach. Co za tym idzie, nie są obecni w domu tak często jak my. Można się zatem domyślać, że szkolne środowisko w jakimś stopniu zaczyna zastępować im rodzinę, biorąc odpowiedzialność za ich wychowanie. Rodzice mają zatem na pewno mniejszy wpływ na kształtowanie swoich pociech niż w Polsce. Często skupiają się oni na zarabianiu pieniędzy, by opłacić dzieciakom korepetycje czy szkołę, które wcale nie są takie tanie, jednak Japończycy też zarabiają więcej od nas (dwudziestokilkulatek zarabia 110-120 tys. złotych rocznie). Odpowiedź na pytanie, czy powierzanie losu swoich dzieci szkole, a w zasadzie państwu, jest dobrym wyborem, zostawiam Wam. Osobiście uważam, że nie jest to za mądra decyzja. W ten sposób ładujemy wszystkich maluchów do “jednego wora”, zabijając tym samym ich indywidualność i charakter.

W ocenie zdolności matematycznych czwartoklasistów podczas badania TIMSS w 2015 r. Japonia i jej system nauczania znalazły się na piątym miejscu, podczas gdy Polska na siedemnastym (na 49 krajów biorących udział). Nasz wynik można więc uznać za średni, jeśli ktoś jest optymistą, może powiedzieć, że jest nawet dobry. Wspominam o tym dlatego, żebyście mieli świadomość, że wcale nie jest tak, że jesteśmy nie wiadomo jak słabi w porównaniu do Japończyków. Nasz system edukacji jest, jaki jest (choć przechodzi właśnie reformy), ale jak mawia poeta, “Polacy nie gęsi, swój rozum mają” ^^

Na koniec, jeśli ktoś z Was chciałby poczuć namiastkę wyidealizowanej japońskiej szkoły, nie ruszając się z fotela, najprostsze, co możecie zrobić, to odpalić sobie jakiekolwiek anime o szkolnym życiu. Ze swojej strony polecam takie tytuły jak: Toradora, Golden Time czy Bang Dream. A jeśli dysponujecie konsolą PlayStation, gorąco polecam Wam gry z serii Persona, dzięki którym możecie poczuć się jak japoński licealista. W maksymalnym uproszczeniu, produkcja opowiada o uczniach, którzy za dnia parają się egzaminami, zaliczeniami i ogólnie pojętą nauką, w nocy zaś walczą ze złem i występkiem.

Mam nadzieję, że ten kilkuminutowy powrót myślami do szkoły nie zepsuł Wam całkiem wakacji. Pamiętajcie, że rzeczywisty obraz japońskiego systemu edukacji można mieć dopiero, gdy się w nim uczestniczy. Niemniej jednak myślę, że czytając ten wpis, udało nam się zajrzeć chociaż na chwilę do japońskiej klasy i zobaczyć, jak bardzo różni się ona od naszej. Do szkół wrócimy jeszcze przy okazji omawiania klubów, jednak wszystko w swoim czasie ^^

JAPONIA

Wiek: 6-7 lat

Początek roku szkolnego: 1 kwietnia

Koniec roku szkolnego: 31 marca

Obowiązkowa edukacja: do 15 roku życia

Ilość ferii: 3 (wakacje + ferie zimowe + koniec roku)

Ilość dni szkolnych: ok. 210 (240)

POLSKA

Wiek: 7 (lub 6) lat

Początek roku szkolnego: 1 września

Koniec roku szkolnego: koniec czerwca

Obowiązkowa edukacja: do 18 roku życia

Ilość ferii: 4 (wakacje + ferie zimowe + 2x ferie świąteczne)

Ilość dni szkolnych: ok. 180


Źródła informacji:

http://edu.pjwstk.edu.pl/wyklady/hkj/scb/HKJ/edukacja/Japonia/index.htm

https://www.tokyo-icc.jp/guide_eng/educ/01.html

https://brightside.me/wonder-places/10-distinctive-features-of-the-japanese-education-system-that-made-this-nation-the-envy-of-the-world-214655/

https://soranews24.com/2018/01/31/japanese-elementary-schools-list-of-behavior-requirements-would-be-hard-for-most-adults-to-clear/

Źródła grafik:

Schemat: https://www.tokyo-icc.jp/guide_eng/educ/img/illust_edu2.gif

Sakury: https://files.brightside.me/files/news/part_21/214655/5911255-HimejiCastle_Spring-1470374131-650-d35eec9458-1492170681.jpg

Japońska podstawówka: http://jpninfo.com/wp-content/uploads/2015/06/Japanese-Elementary-School2.jpg

Sprzatanie: https://zenstatic.blob.core.windows.net/blog/p1bm17k35a9cp16fv1gk91b5p143vi.png

Egzaminy wstępne: https://www.japantimes.co.jp/wp-content/uploads/2013/12/p3-fyi-a-20131203-870×582.jpg

Wymogi dla pierwszaków: https://pbs.twimg.com/media/DUn_G4vVMAAPGT_.jpg

By |2018-07-16T22:56:34+00:00Czerwiec 27th, 2018|Poketto Monsutaa!|5 komentarzy

5
Dodaj komentarz

avatar
5 Liczba wątków
0 Liczba odpowiedzi
0 Obserwujący
 
Najwięcej reakcji
Najgorętszy wątek
5 Komentujący
MiszczFezorowskiWojzenPiotrex125BuszmenekBednariusz Ostatni komentujący
  Subskrybuj  
najnowszy najstarszy
Powiadom o
MiszczFezorowski
Gość
MiszczFezorowski

Zanim doczytałem liceum było nawet fajnie, ale doczytałem do końca i nie jest fajnie.

Wojzen
Gość
Wojzen

Pfff mi i tak został tylko rok i to niecały, bo do maja

Piotrex125
Gość
Piotrex125

Coś jednak dawało graniew Personę. Takie rzeczy to się wie :F

Buszmenek
Gość
Buszmenek

Po części to mają całkiem fajnie, ale trochę ich żal, że muszą tak długo siedzieć w szkołach

Bednariusz
Gość
Bednariusz

A ja myślałem że seria Poketto Monsuta jest porzucona 😛