KONKURS ZAKOŃCZONY

ZWYCIĘZCĄ ZOSTAŁA  My Se


Kukui: Bardzo dobrze, Machamp! Teraz weź jeszcze tamtą belkę i daj ją tu, a to stąd przenieś tam… O dokładnie w ten róg. W takim tempie uwiniemy się szybciej niż myślałem…

Ash: Profesorze…

Kukui: O, Ash! Wcześnie dziś wstałeś!

Ash: No… bo tego….

(burczenie w brzuchu)

Kukui: To o to chodzi. Przecież zostawiłem ci śniadanie w lodówce. Zajrzałeś tam?

Ash: W lodówce?! Ale Rotom wskazał mi drogę i powiedział, że najlepiej będzie jeśli sam się pana spytam…

Rotom: Oczywiście, zzt! Moja funkcja namierzania satelitarnego jest w stanie znaleźć Profesora w całym regionie Alola, zzt!

Ash: Rany… a nie mogłeś namierzyć nam śniadania z tej swojej satelity?

Mallow: Ash? Profesor Kukui? Co wy tutaj robicie tak wcześnie?

Kukui: Witaj, Mallow! Wracasz z porannych zakupów?

Mallow: Tak. Musiałam wyjść po świeże pieczywo do naszej restauracji.

Ash: (rzuca się na koszyk Mallow) Jedzenie?! Mogę gryza?!

Rotom: Katastrofa, zzt! Żołądek Asha jest pusty w 102%, zzt. Jeśli szybko czegoś nie zje, będziemy mieli problem, zzt!

Mallow: P-Proszę. Częstuj się. Profesorze?

Kukui: Tak?

Mallow: Co… Co tutaj się dzieję?

Ash: Mm… Właśnie… O co… w… tym… chodzi?

Kukui: Ash… Nie gadaj z pełnymi ustami. Zwłaszcza przy dziewczynie…

Mallow: Mi to… nie przeszkadza. Przywykłam do tego dzięki pracy w restauracji.

Kukui: No dobrze, powiem wam. I tak miał to być temat jutrzejszych zajęć w plenerze. Te Machampy budują właśnie pierwszą Salę w regionie Alola!

Ash: Poważnie?

Kukui: Poważnie, poważnie. Dostaliśmy pozwolenie. Sierżant Jenny załatwiła mi tą specjalną jednostkę szybkiego reagowania, czyli te właśnie potężne Pokemony. Wygląda na to, że budowa nie powinna trwać długo.

Mallow: To znaczy, że w Regionie Alola będzie Liga Pokemon? I Sale? Takie, które widzieliśmy w Kanto?

Ash: POWAŻNIE?!

Kukui: Spokojnie. Do tego z kolei, jeszcze bardzo daleko. Chcemy najpierw postawić jedną Salę by stopniowo przekonać mieszkańców do tej idei. Alolanie są bardzo tradycyjni, a Wyzwanie Wysp to dla nich świętość, niczym włosy Dugtrio. Żeby połączyć te dwa zagadnienia, musimy działać bardzo przemyślanie.

Mallow: Na pewno się uda! Będę trzymała za pana kciuki!

Ash: Profesorze, Profesorze!

Kukui: Słucham?

Ash: A kto będzie Liderem?!

Kukui: Ha ha! Tak myślałem, że o to spytasz!

Ash: No, powiedz! Proszę! Kahuna Hala?

Mallow: Może Kiawe…?

Ash: Albo Sophocles!

Rotom: Kamerdyner James, zzt?

Ash: Już wiem! Ty będziesz Liderem, Profesorze!

Kukui: Nie wygłupiaj się, Ash! Lider nie został jeszcze wybrany. Ciągle nie możemy się zdecydować. A może… ty chciałbyś nim zostać?

Ash: Ja?!

Mallow: Ash?!

Rotom: Nie można przetworzyć… Nie można przetworzyć…

Tajemniczy głos: On?

Mallow: Słyszeliście to?

Ash: Ja?! Ja mam zostać Liderem!?

Rotom: Ash nie słyszał, zzt…

Kukui: Rzeczywiście, chyba słyszałem jakiś głos.

Tajemniczy głos: On Liderem? Nie rozśmieszajcie mnie…

Ash: Kto to?!

Tajemniczy głos: Ash z pewnością nie nadaje się na Lidera… Niech wraca do Kanto.

Ash: A skąd ty to możesz wiedzieć?! Pokaż się! Stoczymy walkę Pokemon?!

Tajemniczy głos: Hihihi…

Kukui: To chyba dochodzi stamtąd! (wskazuje palcem na skraj lasu)

Ash: Pokaż się! Zmierz się ze mną to się przekonasz do czego się nadaję, a do czego nie. Rowlet, Litten, Lycanroc, wychodźcie!

Tajemniczy głos: Będę na ciebie czekać…

Ash: Już do ciebie biegnę!

Mallow: Ash, stój! (łapie go za rękę) To może być niebezpieczne!

Rotom: To na nic, zzt. Istnieje 90% szansy na to, że Ash pobiegnie za tym tajemniczym głosem, zzt.

Kukui: Mallow ma rację. Jeśli chcesz być przyszłym Liderem, musisz umieć się opanować. Nie wolno działać pochopnie.

Rotom: 99%, zzt…

Mallow: Odpuść, Ash! Chodź, wracajmy! Zrobię ci pyszne śniadanie…

Rotom: Niesamowite, zzt! Szanse na to, że Ash z nami zostanie wynoszą 50%, zzt! Prawdopodobieństwo tego, że pobiegnie wgłąb lasu również wynosi 50%, zzt!

Kukui: Nie pomagasz, Rotom…

Ash: Co powinienem zrobić…?


– Najlepiej jak z nami zostaniesz. – Mallow wysunęła w stronę Asha swój koszyk. – Kupiłam kilka pączków Malasada… – dodała pewna wygranej.

Oczy Asha zrobiły się wielkie.

-Rotom! Pomóż! Musi być jakieś inne wyjście!

– Niestety ale nie możesz mieć obu rzeczy naraz, zzt.

– Rusz głową! Jesteś w tym dobry!! – objechał go zaraz Ash.

– Ewentualnie, zzt… Istnieje pewien kompromis, zzt!

– Jaki, JAKI!? – Ash zaczął podskakiwać. Rotom wskazał w stronę domu.

– Profesor zostawił ci w końcu śniadanie w lodówce, zzt! Możesz je wziąć po czym ruszyć w drogę za nieznajomym, zzt!

– ROTOM!! – wrzasnęli naraz Mallow i Profesor Kukui.

– Nieee, to za długo potrwa… – odezwał się niespodziewanie Ash, wprawiając wszystkich w osłupienie. – Po za tyyym… – zastanowił się. – Mallow robi przepyszne śniadania… – zrobił błogą minę.

– Em… – Mallow podrapała się zakłopotana po głowie. -… dziękuję ale…

– Lycanroc, wychodź!! – przerwał jej niespodziewanie Ash po czym chwycił ją za rękę. – Wsiadaj, jedziemy szukać tego tajemniczego nieznajomego!!

– Co!? Aaaah!!!

I za nim ktokolwiek zdołał zareagować Mallow i Ash znaleźli się na grzbiecie Lycanroc’a i zniknęli w głębi lasu…

Zapadła cisza, która nie trwała jednak długo…

– ROTOM!!! ZA NIMI!! – wrzasnął Profesor jak oparzony.

– Spokojnie, zzt! Znajdę ich dzięki mojej funkcji namierza… Profesorze, zzt!? Proszę zaczekać, zzt!!

*

– Ash zwolnij!!! – piszczała przerażona Mallow trzymając się nieporadnie jedną ręką sierści Pokemona.

– Za chwilę! Musimy najpierw znaleźć…

– Ale zaraz upuszczę moje zakupy!

Na te słowa Lycanroc nieco zwolnił, poproszony przez Asha.

– Po co w ogóle mnie zabrałeś!?

– No jak to po co? – zdziwił się chłopak. – Obiecałaś zrobić mi śniadanie! Auuu! – zawył zaraz, gdy Mallow zdzieliła go po głowie. – Za co?

– Oszalałeś!? Mam ci w lesie śniadanie robić!? I to jeszcze podczas jazdy na twoim Lycanroc’u!?

– Ehehe… taaak…

Zabójcze spojrzenie Mallow mówiło samo za siebie.

– Albo wiesz co? – zmienił nagle ton Ash. – W sumie to masz rację. Nie masz jeszcze aż takiej wprawy żeby dać radę przygotować jedzenie na grzbiecie biegnącego Pokemona… w sumie racja…

– Że co, proszę!? – oczy Mallow błysnęły. – Że niby ja nie umiem!? – wyciągnęła z koszyka świeżą bułkę i jakieś warzywa. – Zaraz się przekonasz, że potrafię przyrządzić posiłek nawet w ekstremalnych warunkach! Ha! I to nawet bez sztućców i eee… talerza i… przyjmuję wyzwanie!! – oznajmiła bojowo.

Ash już miał się odezwać gdy nagle Lycanroc się zatrzymał.

– Co jest?

Zaczął węszyć i wskazał głową na pobliskie zarośla.

– Ktoś tam jest!? To on!?

– Nie ważne… – mruknęła Mallow nieco rozczarowana tym, że nie udowodni już Ashowi, że zrobi śniadanie na grzbiecie biegnącego Pokemona. – W takim razie idź sprawdzić kto tam jest a ja… – kucnęła obok niewielkiego pnia. – Zabiorę się za robienie swojego popisowego dania. Wróć za parę minut, ok?

– No jasne! Dzięki Mallow!

Kiwnęła tylko głową po czym zaczęła szperać w koszyku.

*

– Przestań latać w kółko, zzt! – zirytował się Rotom, obserwując z góry zezłoszczonego Pikachu. – Już ci mówiłem, że Ash był zbyt przejęty nieznajomym żeby cię ze sobą zabrać, zzt!

– Pika, pi!!

– On ma rację Pikachu. – odezwał się Profesor. – Nie bądź na niego zły.

– Pikaa…

Szli od jakiegoś czasu leśną ścieżką, bacznie rozglądając się na boki. Budowa Sali została tymczasowo wstrzymana ale Profesor Kukui i tak stwierdził, że Machampy zasłużyły na porządną przerwę.

– Za opóźnianie budowy, Ash nie powinien zostać Liderem, zzt!

– Nie bądź dla niego taki surowy, Rotom.

– Oddalili się kilka minut temu a według danych satelitarnych są daleko stąd, zzt! Niemożliwe, zzt! To musi być jakiś błąd w oprogramo…

– Wątpię. – Profesor się uśmiechnął. – Jeśli chodzi o Asha, wszystko jest możliwe…

*

– Hej, ty! Wychodź i stań do walki!! – krzyknął Ash, przedzierając się przez zarośla.

– Chcesz ze mną walczyć!? – odezwał się głos. Dopiero teraz Ash rozpoznał, że należał do jakiegoś chłopaka.

– Gdzie jesteś!? Wychodź i się przedstaw!!

– Nie poznajesz mnie!? – zadrwił głos. – Hahaha, tego się nie spodziewałem… minęło zaledwie kilka lat… czy to już powód do sklerozy?

– Nie ma żadnej sklerozy!! – zdenerwował się Ash.

– Nie?

Nagle liście zaszeleściły tuż nad Ashem po czym smukła postać zeskoczyła zwinnie z gałęzi drzewa i wylądowała naprzeciwko niego.

– Kopę lat, no nie?

*

– Daleko jeszcze? – Profesor wsadził ręce do kieszeni, wyraźnie znużony długą wędrówką.

– Według moich obliczeń Ash i Mallow powinni być…

– A WŁAŚNIE, ŻE STANIESZ ZE MNĄ DO WALKI!!! – rozległ się nagle przeraźliwy wrzask.

– NIE MA MOWY! NIE WALCZĘ Z KŁAMCAMI!

– JUŻ STO RAZY CI MÓWIŁEM, ŻE TAPU KOKO NAPRAWDĘ DAŁ MI…!

– Myślę, że ich znaleźliśmy, zzt! – oznajmił bez entuzjazmu Rotom.

– Taaak, to na pewno Ash… – Profesor podrapał się zakłopotany.

– Ash, zzt! Na kogo tak krzyczysz, zzt!? – Rotom wraz z Profesorem przeszli przez zarośla i znaleźli się na niewielkiej polance na której trwała w najlepsze zażarta kłótnia. Profesor przyjrzał się z zainteresowaniem brązowowłosemu chłopakowi z obrażoną miną, którzy skrzyżował ramiona.

Ale zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć pomiędzy młodych trenerów wskoczyła pałająca nienawiścią, żółta kulka.

– Pikaaaaa…. chuuuuuuuu!!!!!!!

Potem było już po wszystkim…

*

– Jak mogłeś Pikachu! – jęknął osmolony Ash.

– Pika, pi!!

– Oj no przepraszam! Byłem zbyt zajęty poszukiwaniem nieznajomego, który… – tutaj spojrzał się w stronę chłopaka. – …okazał się tylko irytującym znajomym…

– Hej, nie zapominaj kto cię pokonał w pierwszej walce!!!

– To było dawno i nieprawda! – odgryzł się Ash. – A poza tym później cię pokonałem i… w ogóle mam pełno odznak a teraz to nawet zaliczyłem Wyzwania Wysp i otrzymałem Z-Kryształ od Tapu Koko, prawda Profesorze?

– Tak to prawda. Um… a więc jak dobrze zrozumiałem… – zwrócił się do chłopaka Profesor. – …przyjechałeś tutaj…?

– …żeby zapoznać się nieco z kulturą i regionalnym odmianami Pokemonów. – odpowiedział chłopak. Ash szturchnął go w bok. – Eh… No i przy okazji moja mama powiedziała, że miło by było gdybym odwiedził kuzyna mojego dziadka…

– Dyrektor na pewno się ucieszy…! W przeciwieństwie do mnie! – rozległ się nagle głos Mallow, targającej ze sobą wielki kosz, na którego wierzchu, na jakimś wielkim liściu, poukładane były kawałki przeróżnych owoców. – Zrobiłam sałatkę owocową… MIAŁEŚ PRZYJŚĆ KWADRANS TEMU!!! – wrzasnęła w stronę Asha.

– Ooo, hehe… faktycznie!

– Sałatkę? – zdziwił się Gary Oak.

Donośne burczenie rozległo się po polanie.

– Dokładnie. – odparł Ash rzucając się na kosz.

– Hej, za co z naszą walką!?

– Nie teraz! Muszę coś zjeść!

– Że co!?

– Prawdopodobieństwo, że Ash zmieni zdanie wynosi 0, zzt!