KONKURS ZAKOŃCZONY 

ZWYCIĘŻCZYNIĄ ZOSTAŁA AGNIESZKA D.


Lusamine: Na pewno nic ci nie trzeba? Podróż musiała być męcząca? Chcesz sobie odpocząć? A może podać coś do jedzenia? Gdzieś tu powinnam mieć jakieś zabawki…

Lillie: Mamo! Mówiłam ci to już tyle razy – nie jestem już dzieckiem!

Lusamine: A jak tam w szko…

(dryń dryń dryń)

Lusamine: Oj, przepraszam na momencik. Halo? Tak, z tej strony Lusamine. Tak, tak, pamiętam…

Lillie: (szeptem) Rany… mamo…

Lusamine: No już, już! Musiałam tylko coś potwierdzić. Już nikt nam nie powinien przeszkadzać. A gdzie masz swojego Pokemona?

Lillie: Śpi w PokeBallu…

Lusamine: Wezwij go! Tak bardzo chciałam zobaczyć jak się razem bawicie.

(dryń dryń dryń)

Lusamine: O, w końcu! To ważny telefon, muszę odebrać. Zajmie tylko chwilę. Tak, tak. Wszystko jest już przygotowane. Całe wydarzenie odbędzie się zgodnie z planem.

Lillie: (szeptem) Mamo… przypłynęłam tu specjalnie dla ciebie aż z Melemele… Skoro tak bardzo chciałaś się ze mną spotkać, dlaczego tak się zachowujesz…

Lusamine: No, już skończyłam. Na czym stanęło? A tak! Twój Vulpix! Chciałabym go zobaczyć. Jak miał na imię? Shi? Shiii…?

Lillie: Shiron!

(dryń dryń dryń)

Lusamine: Ładne imię! Poczekaj chwilę! Oj, jaka tam Pani Prezes! Niech pan mi mówi po prostu Lusamine. Wywiad? A tak, z chęcią! Moja prawa ręka, Wicke, zadzwoni do Pana i umówimy termin.

Lillie: MAM DOŚĆ! Wychodzę!

(wstaje z sofy i zmierza do drzwi)

Lusamine: Czemu? Lillie? Zrobiłam coś nie tak? Lillie, córeczko! Proszę, zostań!

(dziewczyna zatrzymuje się)

Lusamine: Obiecuję, że już żadnych telefo….

(dryń dryń dryń)

Lusamine: Ten będzie ostatni! Halo?

Lillie: Żegnaj, matko!

(kobieta zrywa się gwałtownie z miejsca)

Lusamine: (nerwowym głosem) Co?! Halo! Czy to są jakieś żarty?! Kto mówi?!

(Lillie podbiega do matki)

Lillie: Mamo? Kto to? Co się dzieję?

Głos w słuchawce: Yo, yo, yo, to my! Nie gorączkuj się tak, bo nam nerwy nie w smak!

Lusamine: Co za “my”?

Głos w słuchawce: No, my! Zespół Czaszki! Porwaliśmy Fabę i mamy zabawę!

(od lewej)Rapp, Tupp, Zipp

Lillie: Zespół Czaszki?!

Lusamine: Znasz ich?

Lillie: Tak! Są tu? Nie należą do zbyt bystrych, ale właśnie tą swoją głupotą mogą narazić przebywające tu Pokemony!

 Głos w słuchawce: To jak będzie, yo? Profesorek będzie nienaruszony, ale w zamian chcemy wszystkie Pokemony!

Lusamine: Pożałujecie tego!

Lillie: Rozłączyłaś się?!

Lusamine: Tak. Chyba wiem gdzie mogą być. Idziemy!

Lillie: Poradzimy… Poradzimy sobie same? Może powinniśmy wezwać jakąś pomoc?

Lusamine: Nie pozwolę, by ktokolwiek krzywdził moich pracowników. Musimy uratować Fabę!

Lillie: Ale ja… jakoś za nim nie przepadam…

Lusamine: Ma swój charakter, to prawda. Jednak to mój najlepszy naukowiec.

Lillie: Bardziej martwią mnie Pokemony…

Lusamine: Lillie?

Lillie: Tak, mamo?

Lusamine: Mogę na ciebie liczyć?

Lillie: Na… mnie? O-Oczywiście! Ja i Shiron zrobimy wszystko co w naszej mocy…

Lusamine: Dziękuję. Chodź, powinni być w tym pomieszczeniu!

Lillie: Skąd ta pewność?

Lusamine: Faba nie opuszcza go przez całe dnie. Tylko tu mogli go dorwać. Poza tym… dzwonili z jego telefonu…

Lillie: Mówiłam, że nie są zbyt ogarnięci… A właśnie! Shiron, wybieram cię!

Faba: Pani Prezes! Przybyła mnie pani uratować!

Lusamine: Faba! Co tu się dzieję?

Faba: Niech pani spojrzy, co ci kretyni zrobili!

Tupp: Zabierzcie to! Zabierzcie!

Rapp: Braciszku, nie chcę umierać!

Zipp: Zrób coś, braciszku!

Tupp: Skąd to się tu wzięło?!

Rapp: Mówiłam, że to podejrzane miejsce!!

Zipp: Co nas podkusiło, żeby się tu wkradać!

Lusamine: Milczeć…! O…! Czy to…Wielkie nieba! To jest…

Lillie:

Lusamine: Lillie, wszystko w porządku?

Lillie:


Lillie stanęła w drzwiach laboratorium Faby jak wryta. Z przerażeniem w oczach wpatrywała się przed siebie. W tej chwili każda komórka ciała dziewczyny odmówiła współpracy a strach malował się na jej twarzy. Liillie, drobna blondyneczka, zrobiła się bladsza na twarzy niż kiedykolwiek.
Tak  jakby to, co widzi przed sobą, wżerało się w najmroczniejszy element jej duszy. Dziewczyna odetchnęła głęboko.

Tuż przed nią stał potwór.

Stojąca przed nią istota niczym z wyglądu nie przypominała pokemona. Wielkością zbliżony do Rhydona, lecz o smukłej, smoczej budowie ciała. Pysk zakuty miał w przerdzewiałej zbroi zwieńczoną ciężkim toporem. Stał na potężnych szponach, częściowo wyglądających jak u Staraptora, a tylne nogi do złudzenia przypominały ciężkie łapy Luxraya. Potwór kołysał miarowo swoim długim, rybim ogonem. Swym wyglądem wzbudzał grozę – co więcej, całkowicie sparaliżował Lillie i jej ruchy. Nawet Shiron nie ruszył się o krok podzielając przestrach swojej trenerki.

– To… niemożliwe! To za wcześnie! – Wykrzyknęła Lusamine. Widziała, że reakcja jej córki na widok tego stworzenia nie jest przesadzona. Po tym, co spotkało ich zeszłego lata tym bardziej obawiała się jej reakcji. – Faba, mówiłam ci, że nie ma na niego miejsca w naszym laboratorium! – Matka Lillie doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak na Type:Null zareaguje córka. Od pamiętnych wydarzeń w laboratorium minął rok. I o ile Shiron pomógł w zacieraniu ran po tym incydencie, tak teraz wszystko to wróciło do Lillie ze zdwojoną siłą. Trenerka dokładnie pamiętała ten moment.
To były sekundy, gdy ostre szpony Type:Nulla mignęły przed jej twarzą, a potężny ryk rozniósł się po okolicy. Rzucił się na nią. Rzucił. A ona nie mogła go powstrzymać.
Strach wymazał z jej pamięci część wspomnień.  
Najgrubszy mężczyzna z grupki Skull nie myślał długo – od razu ewakuował się z miejsca, trącając dość boleśnie Lillie w przejściu. Uciekł najszybciej jak to możliwe.
– Zipp, ty zdrajco! – Krzyknął za nim niebieskowłosy. Gdy Type:Null skierował swój ogromny pysk
w stronę uciekiniera, reszta Team Skull schowała się za pobliskim filarem. Szare oczy potwora i wzrok Lillie spotkały się.
Niczym cień do przodu rzucił się Shiron – stanął on między tą dwójką, zaciekle warcząc na dużo większego od siebie przeciwnika. Lusamine stanęła obok córki, Faba odsunął się od potwora aż pod ścianę swojego laboratorium.
– Shiron, użyj Powder Snow! – Krzyknęła Lillie, gdy zebrała się w sobie na tyle, by z jej gardła wydobył się głos. Młody Vulpix wykonał polecenie swojej trenerki i bezbłędnie trafił potwora prosto w pierś. Ten lekko osunął się na tylnych łapach i wsparł się na nich mocniej. Nie atakował.
– Teraz Shiron, Qucik Attack! – Type:Null podniósł się do góry tak, by zablokować atak Shirona. Matka Lusamine wpatrywała się w swoją córkę z niemałym zaskoczeniem. Strach, który gościł w jej oczach zniknął. W jego miejsce zjawiło się coś, co ona dostrzegła pierwszy raz. Jej waleczne dziecko pierwszy raz ukazuje właśnie, że potrafi walczyć. Że w wyniku strachu wyzwala w sobie zupełnie inne emocje niż kiedyś.
Już nie była jej małą Lilu.
– Shiron, a teraz… – Lillie nie dokończyła, szarpnięta przez kogoś za ramię. Biały pokemon obrócił się
w stronę swojej trenerki, czekając na dalsze polecenia. Za dziewczyną stał chłopak – nieco wyższy od niej, z wyglądu bardzo do Lillie podobny. Syn Lusamine i brat Lillie – Gladion. Jego wzrok z wściekłością lustrował siostrę, a gdy tylko ją minął, odepchnął ją w tył.
– Lycanroc, idź! – Krzyknął, a z Pokeballa wydostał się kamienny pokemon. Type:Null ze zdziwieniem wpatrywał się w blondyna. Tak, jakby oczekiwał po nim zupełnie innej reakcji. Zdrada? Lycanroc rzucił się w przód, odbijając się na tylnych łapach zaatakował.
Tuppa.
Wilczy Pokemon wyrwał mu trzymany w ręce Pokeball i pochwycił do swojego pyska. Gdy niebieskowłosy próbował mu go odebrać, pokemon warknął groźnie i nie pozwolił na to. Forma Północna budziła niemałe przerażenie w oczach wrogów. Gdy tylko Lycanroc znalazł się z powrotem
u swojego Trenera, podał mu Pokeball. Wtedy Type:Null zrozumiał.
– Jak… pytam się was jak śmialiście narazić go na niebezpieczeństwo?! – Ryknął wściekły chłopak. Gniew wyraźnie malował się na jego twarzy. – Po tym wszystkim, co on dla was zrobił… i dla ciebie, Lillie! – Faba powoli podchodzł od tyłu w stronę potwora. Gdy jednak ten zbliżył się do ogona, Type:Null podskoczył na przednich łapach tak, że tylnymi łapami sieknął naukowcowi przed twarzą. Znokautował go na pobliskim filarze. Lillie z niezrozumieniem wpatrywała się w brata, nie rozumiejąc jego wypowiedzi. W tej chwili chciała tylko chronić siebie i matkę przed potworem, nie miała pojęcia, co ma na myśli Gladion.
– Silvally, chodź. Zbieramy się stąd. – Rzucił w jego stronę odebranym od Tuppa Pokeballem. Pokemon z chęcią wszedł do środka kuli, którą blondyn zręcznie podniósł z ziemi. Lycanroc stanął
u jego boku. – Lusamine, nie zasługujesz, by nazywać się moją matką. Nie po tym, co stało się z Lillie
i Silvally. – Warknął, a następnie wyminął ich w drzwiach laboratorium, chcąc jak najszybciej oddalić się z tego miejsca. Matka wybiegła za nim, jednak nie zdążyła go dogonić. Nie mogła odejść i zostawić Lillie teraz samej. Miała miliony pytań w głowie, a ona na żadne z nich nie mogła córce odpowiedzieć. Dziewczyna nie powinna wiedzieć o Ultra Tunelach i dobrze się stało, że nie pamięta, że prawdziwym złem była Ultra Bestia. Zrzucenie winy na Type:Null było najlepszym możliwym wyjściem z sytuacji. Gdyby Lillie poznała prawdę, załamałaby się lub bała jeszcze bardziej. Teraz, gdy jest Shiron, gdy ona sama jest inna… nie może pozwolić na to, by jeszcze bardziej krzywdzić swoją córkę.
– Mamo, czy mogłabyś mi wytłumaczyć, co się tu stało? – Zapytała Lillie, podchodząc do matki.
Ta spojrzała na nią z wyraźnym smutkiem w oczach. Dziewczyna w oczach matki ujrzała łzy.
– To moja wina, tego, że nie poświęcałam ci dostatecznie dużo czasu. Tego, że nie byłam dobrą matką. – Westchnęła ciężko, a głos kobiety się załamał. – Przepraszam.
Lillie spojrzała wprost w zapłakane oczy swojej mamy. Wciąż była roztrzęsiona po tym, co się stało. Nie mogła jednak zignorować słów własnej mamy.
– Wybaczam. – Wyszeptała dziewczyna, a następnie podeszła do mamy i pozwoliła jej się przytulić.
W kieszeni płaszcza Lusamine zadzwonił telefon.
Nie odebrała.