Profesor Oak: To wam nie ujdzie płazem! Oddajcie Pokemony!

Tracey: Azumarill, Water Gun!

Jessie: Ahahaha! Nic z tego, głąbie!

James: Jesteśmy za wysoko! Nędzna psikawka Azumarilla nas nie dosięgnie! Meowth, pora na naszą wielką ucieczkę!

Meowth: Robi się! Wyciśnijmy z tego balonu, ile się da!

Tracey: Profesorze! Uciekają nam! Co robimy?

Profesor Oak: Musimy jakoś odzyskać Pokemony Asha!


James: Nie mogę uwierzyć, że ten przylot do Kanto tak nam się opłacił!

Jessie: To była najlepsza decyzja, jaką w życiu podjęłam!

Meowth: Ty? A kto się zarzekał, że prędzej zostanie nauczycielką w Szkole Pokemon niż stawi się na wezwanie, tu cytuję, “tej czworookiej okularnicy”?

James: Właśnie, właśnie! Ja i Meowth wiemy, że musimy stawiać się na regularne raporty w kwaterze głównej Zespołu R! A ty tylko robisz z tego problemy!

Jessie: Dobra, przestańcie! Lepiej spójrzcie, co my tu mamy!

Meowth: W końcu nam się udało!

James: Wszystkie Pokemony głąba!

Jessie: Teraz to są nasze Pokemony!

Meowth: Awans mamy w kieszeni! Musimy tylko dostarczyć je szefowi!

James: Czemu wcześniej nie wpadliśmy na pomysł, żeby okraść głąba tutaj, pod jego nieobecność, a nie na Aloli?!

Jessie: Bo jesteście durniami! Całe szczęście, że macie mnie!

James: Meowth, obierz kierunek na bazę! Już widzę ich miny!

Jessie: Wstrętna okularnica przestanie na mnie patrzeć z góry!

James: A ta znowu swoje…


Tajemniczy głos: Zespole R! Poddajcie się!

Jessie: Co?! Czyj to głos?!

James: Tam! Na dole! Kto to jest?

Jessie: Nie widzę z tak wysoka…

Meowth: Hej! Jessie, James…

Jessie: Czego?

Meowth: Zdaje się, że mamy większy problem.

James: O czym ty mówisz?

Meowth: Przed nami! O tam!

Jessie: C-coś na nas l-l-leci!

James: Cz-czy t-to ptak?

Meowth: To samolot!

Jessie: A może to U-ultra… B…?

Tajemniczy głos: Zespole R! Nie ucie… Chwila! Co tam się dzieje?!

Jessie: Z-zróbcie coś!

James: Mareanie, wybieram cię! Spike Cannon!

Meowth: Zdurniałeś?! Nie szkoda ci biednej Mareanie?!

Jessie: Szybko! Użyjmy Pokemonów głąba!

James: Tylko których?!

Meowth: Obojętnie! Wybierajcie na chybił-trafił! Nie mamy czasu!

James: W takim razie… Wybieram cię!

Jessie: Wychodź, głąbowaty Pokemonie!


Rozległ się świst, błysk i nagle całym balonem gwałtownie szarpnęło po czym zaczął spadać w dół. Jessie, James i Meowth wrzasnęli przeraźliwie gdy w balonie pojawił się Snorlax. Przeciągnął się, po czym najspokojniej w świecie zapadł w drzemkę.

– I coś narobił!? Ze wszystkich pokemonów głąba musiałeś wybrać akurat tego spaślaka!? – objechała go zaraz Jessie. – Zrób coś bo się roztrzaskamy! Przywołaj go z powrotem!!

– N-nie mogę się ruszyć! – jęknął James, przygwożdżony do boku kosza. – On jest ogromny! Wypełnił cały balon! Nie mam jak dostać się do pokeballa!

– Upuściłeś go!? – Jessie była wściekła. – Meowth! Jesteś najmniejszy! Wyławiaj pokeballa!

– Mam nurkować pod Snorlaxem!?

– Pospieszcie się bo zaraz spadniemy! – krzyknął spanikowany James, widząc jak zahaczają już niemal o wierzchołki drzew.

– Wobbuffet!!!

– A ty się przymknij i wracaj do pokeballa! – krzyknęła Jessie. – Nie potrzeba nam dodatkowego balastu! No dobra spróbujmy z innym pokemonem głąba… Wybieram cię! – wrzasnęła po chwili, rzucając kolejny pokeball.

– Nieee!!! – krzyknęli Jessie i Meowth. – Możesz pogorszyć sprawę!

Głośny ryk rozległ się nad nimi i z pokeballa wyłonił się Charizard.

– Ha! Świetnie! – Jessie uniosła w górę zaciśniętą pięść.

W tym momencie Charizard rozłożył skrzydła i przeciął linki balona.

Mina Jessie natychmiast zrzedła.

– Coś ty narobił!? – wydarła się, wymachując rękoma jak wiatrak. Jessie i Meowth zaczęli wrzeszczeć w niebogłosy gdy balon pikował już z zawrotną szybkością w dół.

Charizard słysząc jak go nazwano i poznając z kim ma do czynienia chciał z początku zionąć ogniem, ale orientując się, że w spadającym balonie, śpi w najlepsze Snorlax, postanowił ratować przyjaciela i chwycił szponami jeden z boków kosza i usiłował wzbić się z nim w powietrze.

Nagle gdzieś w pobliżu rozległ się furkot. Wszyscy wrzasnęli.

– Ultra Bestia nas atakuje!!! – zaczął panikować Meowth. – Mówiłem wam, że się zbliża!!

– Wcześniej powiedziałeś, że to samolot! – wrzasnęła Jessie. – Zdecyduj się w końcu!!!

– I miał rację, patrzcie! – krzyknął James wskazując na szarą awionetkę szykującą się do lądowania tuż obok Zespołu R.

Balonem zarzuciło.

– Jesteśmy straceni! – zawodziła Jessie, wczepiając się w nic nie robiącego sobie z całej tej sytuacji Snorlaxa. – I to wszystko wina głąbowatego smoka!

Charizard zaryczał oburzony i stękając z wysiłku próbował sprowadzić balon bezpiecznie na ziemię. Brakowało zaledwie kilka metrów…

– Roztrzaskamy się ze Snorlaxem na pokładzie! – wrzasnął Meowth.

– Bewear na pewno się zjawi. Nie przepuścił by takiej okazji. – odezwała się nagle Jessie, przypominając sobie o ich specyficznym ‘’przyjacielu’’. Uśmiechnęła się. – Nic nam nie będzie…

– TRACH!!!

Balon uderzył w drzewo.

– Jesteś pewna!? – Meowth wytrzeszczył oczy z przerażenia. – Iglaki na dwunastej!

– Zaraz się zjawi… – Jessie ziewnęła.

– ŁUP!!

Balon obił się o szczyt świerku.

– No to gdzie on jest!?

– Czeka na kulminacyjny moment… zresztą jak zawsze…

– TRZASK!!! BUM! CHRUP!

Tym razem balon odbił się od trzech drzew na raz i zaczął spadać wprost na jakiś maleńki strumyk na którego środku piętrzyły się piękne, ostre i wysokie… skały…

– BEWEAR!!!! GDZIE JESTEŚ TY DURNY MIŚKU!!! – wydarła się Jessie.

– Już po nas! – Meowth skulił się na dnie balonu.

– Ha! Znalazłem!! – krzyknął niespodziewanie James, podnosząc z ziemi pokeballa i przywołując do niego Snorlaxa.

Charizard sapnął i w ostatniej chwili szarpnął balonem tak, że ominął skały i wylądował na polanie obok.

Rozległ się głośny huk po czym dookoła rozsypały się wszystkie pokeballe.

– Żyjemy!! – wrzasnęła Jessie, podrywając się pierwsza z ziemi i wypluwając z ust źdźbła trawy. – Teraz może…. Aaaaa!!! Moje włosy!!! – wrzasnęła gdy Charizard zionął ogniem wprost na nią. Zmierzył resztę wzrokiem po czym wzbił się w powietrze.

– Próbuje nawiać! – krzyknął Meowth. – Łapcie go!

– Nie tak szybko gadzino! – Jessie zgrzytając zębami w ostatniej chwili przywołała Charizarda do pokeballa. – Ha! Myślałeś, że zniszczenie mojej fryzury ujdzie ci na sucho!? – wrzasnęła ściskając w dłoni kulkę. – Nie mogę się doczekać miny czterookiej okularnicy gdy przekażemy Giovanniemu te wszystkie pokemony! Ahahahaha!! Hej, co jest!?

– Hę? – Jessie i Meowth wyczołgali się spod kosza i zobaczyli jak wszystkie pokaballe toczą się w stronę krzaków z których dochodziło miarowe szumienie…

– Ktoś nam chce wessać nasze pokeballe! Nie pozwolę na to! – krzyknęła bojowo Jessie rzucając się na krzaki z dzikim okrzykiem. Po chwili rozległ się głośny wrzask i na trawę wypadła złotowłosa dziewczyna z kołtunami na głowie.

– Cassidy!? – krzyknął zszokowany James, poznając ją.

– Oddawaj nasze pokemony!

– One nie są wasze! – krzyknęła zrywając się z ziemi.

– W sumie ma rację… – odezwał się Meowth. – One należą do głąba…

– Meowth!!! – objechali go zaraz Jessie i James.

– Podstępna złodziejka! – Jessie szybko chwyciła z ziemi kilka ostatnich pokeballi i rzuciła jednym z nich. – Bierz ją!

Ale pokemon nie miał zamiaru tego zrobić. Rozejrzał się po czym uradowany chwycił w objęcia Jessie. Ta wydarła się w niebogłosy.

– Co to jest!? On jest ohydny! Jestem cała w błocie, ratunku!!!

James zamrugał z niedowierzaniem na widok tulącego się do Jessie Muka.

– Wracaj, wracaj! – pokrzykiwała Jessie próbując go przywołać. – Ty ją w takim razie bierz! – wrzasnęła wypuszczając kolejnego pokemona.

Na trawie pojawił się Scraggy.

– Fuuu! Co za paskudny robal! Pokemony tego głąba są bezużyteczne! – jęknęła Jessie.

– Co tak długo!? – na polanę wbiegł skwaszony Butch.

– O, jest i twój wierny towarzysz! – James krzyżował ramiona. – Kopę lat Bob!

– Nazywam się Butch!!!

– W ogóle jakim cudem się tutaj zjawiliście!? – krzyknęła Jessie.

– Giovanni kazał nam dostarczyć pokemony Asha.

– Nie prawda! Okularnica zleciła nam to zadanie!

– Kto!?

– Nie kłam! Na pewno podsłuchaliście co mówiła i teraz chcecie nas bezczelnie okraść i przywłaszczyć sobie całą chwałę!

– Nie bądź śmieszna… – prychnęła Cassidy. – Jesteście tak beznadziejni, że Giovanni powiedział abyśmy przylecieli tu za wami i przejęli pokemony bo z góry było już wiadomo, że jak zwykle zawiedziecie.

– Kłamca!!! – wydarła się Jessie.

– Złodzieje! – wrzasnął nagle jakiś głos.

Wszyscy obrócili się w stronę gęstych zarośli skąd dochodził krzyk.

– A to kto!? – James zmrużył oczy. – Zdaje się, że kojarzę ten głos…

– Ten ktoś chyba wrzeszczał do nas wcześniej gdy lecieliśmy balonem! – przypomniał sobie Meowth.

– Mimey, Psychiczny Cios!

– Aaaa! – Jessy uskoczyła w bok. – Pomóż robalu! – krzyknęła do zdezorientowanego Scraggy’iego.

– Ja wam dam zabierać pokemony mojego synka!!!

– Mamuśka głąba!? – krzyknął Meowth na widok wyskakującej z zarośli Delii Ketchum.

– Profesorze, tam są! – krzyknął Tracey biegnąc wraz z profesorem Oakiem.

– Jak oni nas znaleźli!? – James chwycił się za głowę.

– Mój Venonat świetnie sobie radzi ze znajdywaniem pokemonów! – pochwalił się Tracey. – Kazałem mu wypatrywać pokemonów Asha i znalazł… Scraggy’iego!? – krzyknął nagle niezwykle podekscytowany. – Och, jak ja dawno cię nie widziałem!

– Tracey, nie przesadzaj, karmiłeś go kilka dni temu… – profesor Oak wywrócił oczami. – Czy ty naprawdę aż tak uwielbiasz pokemony robaki?

– Och, przepraszam profesorze. Azumarill, Water Gun!

– Jeszcze raz Psychiczny Cios!!! – krzyknęła bojowo mama Asha.

Jessie, James, Meowth, Cassidy i Butch wylecieli w powietrze wrzeszcząc w niebogłosy.

– Wygląda na to, że Zespół R znowu bły…

Nie dokończyli. Bowiem w tym momencie z nikąd pojawił się Bewear i piszcząc przeciągle skoczył w górę i chwycił Jamesa, Jessie i Mewoth’a po czym oddalił się w stronę lasu.

Wszyscy zdębieli i usłyszeli tylko słowa Zespołu R:

– Co z nim jest nie tak!?

KONIEC